05.01.2023, 13:31 ✶
Pamiętał. Spoglądał na Victorię i bał się tego. Chociaż po tych dwóch, trzech spotkaniach i krótkich pogawędkach opadła jego nienawiść do niej, to strach nie przeminął. Dlatego właśnie powtarzał za mądrym wujkiem Stalinem, że lepiej jest, kiedy ludzie popierają cię ze strachu.
Strach jest niezmienny.
Niezmienne było więc to, że obawiał się powiedzieć czegoś za dużo i nie chciał wkraczać w konwersacje, kiedy nie wiedział, co się stanie. Miał alarm w głowie, a chociaż lampka była teraz żółta, nie rażąco czerwona, to ciągle się paliła. Znał też siebie. Był niecierpliwy i paplał zanim pomyślał. Wsadzenie w taki stan rzeczy było dla niego absolutnie niekomfortowe, a w jego głowie zrodziła się myśl, że skoro nie może być swobodnie sobą, to znaczy, że musi być taką osobą, która nawet jeśli kobiecie nie przypasuje to będzie znośna. To nie ułatwiało produkowania chęci. Bo przede wszystkim nie było nawet do końca szczere. Oczywiście Sauriel tutaj nie grał żadnej roli, w której udawałby, że ją lubi, albo że mu się podoba, albo cokolwiek takiego. Na to nie mógłby się zdobyć. Może i był skurwysynem, ale przynajmniej skurwysynem z sercem. Niebijącym, ale sercem!
- Czyli taka mała zemsta. - Spodobało mu się to, więc nawet cień uśmiechu zadowolenia pojawił się na jego twarzy, a na pewno było to słyszalne w jego głosie. Dobrze. Czasami rodzinie uderzała makówka do głowy i uważali, że mają prawo ustawiania swoich dzieci dokładnie tak, jak im się podoba. Jakby zapominali, że ich dzieci też są ludźmi. - Czego oczy nie widzą i tak dalej. - Tego sercu nie żal. - Nie rozumiem, czemu ci nie powiedzieli. Nawet jak na moje standardy uważam to za okrutne. - To znaczy - same te zaręczyny uważał za okrutne dla niej, ale robienie z tego tajemnicy to w ogóle… czemu? - Bali się, że zbuntujesz? Że ci układają życie z trupem? - Wampir. Brzmiało całkiem dumnie, tak szczerze mówiąc. Sauriel miał okazję przestudiować etymologię tego słowa i wierzenia z tym związane i wychodzi na to, że swoje początki miały gdzieś na słowiańskich ziemiach całe lata temu. Ale tyle teorii było na ten temat… Ciężko było z ich historią. Były zbyt porozbijane, zbyt ukryte.
- Ay, ale tylko napomknęłaś. Nie jestem pamiętliwy… zazwyczaj. To kolejna z moich wielu wad. - “Zazwyczaj” było tutaj słowo kluczem. Bo Sauriel był mściwy. Ale nie miał zapału i cierpliwości do planowania długich i wielkich zemst czy czegoś w tym rodzaju. - Nie ma to sensu i zdaję sobie z tego sprawę. Tylko na razie nie kojarzysz mi się za dobrze. Wypad do baru pomógł zakopać topór wojenny, ale przepracowanie niektórych rzeczy wymaga czasu. A nie pomaga mi fakt, że muszę się ciągle gryźć w język, żebyś się nie obraziła. - Naprawdę nie chciał źle. Tylko to było… trudne. - Jednak myślę, że świat zdąży wybuchnąć. Może na tyle wcześnie, żebyś nie została wdową.
Strach jest niezmienny.
Niezmienne było więc to, że obawiał się powiedzieć czegoś za dużo i nie chciał wkraczać w konwersacje, kiedy nie wiedział, co się stanie. Miał alarm w głowie, a chociaż lampka była teraz żółta, nie rażąco czerwona, to ciągle się paliła. Znał też siebie. Był niecierpliwy i paplał zanim pomyślał. Wsadzenie w taki stan rzeczy było dla niego absolutnie niekomfortowe, a w jego głowie zrodziła się myśl, że skoro nie może być swobodnie sobą, to znaczy, że musi być taką osobą, która nawet jeśli kobiecie nie przypasuje to będzie znośna. To nie ułatwiało produkowania chęci. Bo przede wszystkim nie było nawet do końca szczere. Oczywiście Sauriel tutaj nie grał żadnej roli, w której udawałby, że ją lubi, albo że mu się podoba, albo cokolwiek takiego. Na to nie mógłby się zdobyć. Może i był skurwysynem, ale przynajmniej skurwysynem z sercem. Niebijącym, ale sercem!
- Czyli taka mała zemsta. - Spodobało mu się to, więc nawet cień uśmiechu zadowolenia pojawił się na jego twarzy, a na pewno było to słyszalne w jego głosie. Dobrze. Czasami rodzinie uderzała makówka do głowy i uważali, że mają prawo ustawiania swoich dzieci dokładnie tak, jak im się podoba. Jakby zapominali, że ich dzieci też są ludźmi. - Czego oczy nie widzą i tak dalej. - Tego sercu nie żal. - Nie rozumiem, czemu ci nie powiedzieli. Nawet jak na moje standardy uważam to za okrutne. - To znaczy - same te zaręczyny uważał za okrutne dla niej, ale robienie z tego tajemnicy to w ogóle… czemu? - Bali się, że zbuntujesz? Że ci układają życie z trupem? - Wampir. Brzmiało całkiem dumnie, tak szczerze mówiąc. Sauriel miał okazję przestudiować etymologię tego słowa i wierzenia z tym związane i wychodzi na to, że swoje początki miały gdzieś na słowiańskich ziemiach całe lata temu. Ale tyle teorii było na ten temat… Ciężko było z ich historią. Były zbyt porozbijane, zbyt ukryte.
- Ay, ale tylko napomknęłaś. Nie jestem pamiętliwy… zazwyczaj. To kolejna z moich wielu wad. - “Zazwyczaj” było tutaj słowo kluczem. Bo Sauriel był mściwy. Ale nie miał zapału i cierpliwości do planowania długich i wielkich zemst czy czegoś w tym rodzaju. - Nie ma to sensu i zdaję sobie z tego sprawę. Tylko na razie nie kojarzysz mi się za dobrze. Wypad do baru pomógł zakopać topór wojenny, ale przepracowanie niektórych rzeczy wymaga czasu. A nie pomaga mi fakt, że muszę się ciągle gryźć w język, żebyś się nie obraziła. - Naprawdę nie chciał źle. Tylko to było… trudne. - Jednak myślę, że świat zdąży wybuchnąć. Może na tyle wcześnie, żebyś nie została wdową.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.