18.06.2024, 03:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.06.2024, 03:23 przez Ambrosia McKinnon.)
stoisko kowenu
- Hm, słyszałam, że ciekawie się działo na Lithcie. Moja przyjaciółka tam była i mówiła, że wessało ją gdzieś i kazali jej zszywać niebo? - zmarszczyła delikatnie brwi, próbując przypomnieć sobie, co dokładnie na ten temat mówiła Lorraine. - Dziwnie mi to mówić, ale nawet jako komuś, kogo matka nosi nazwisko Trelawney, trudno w to uwierzyć - pokręciła głową, sięgając rękoma po jeden z wyłożonych kalendarzy i kartkując go pobieżnie. Ale kiedy doszła do czerwca, uśmiechnęła się, z niedowierzaniem kręcąc znowu głową. Odwróciła zdjęcie w stronę Sebastiana, tak jakby ten wcześniej mógł przegapić ten drobny detal. - No no, z takimi zdjęciami w kalendarzu to się nie dziwię, że potężny utarg dzisiaj zbijacie. Uważajcie, bo jeszcze się rzucą na was samotne kobiety, chcące połączyć z wami i w wierze i w związku małżeńskim - uśmiech może był odrobinę złośliwy, ale Ambrosii nietrudno było sobie wyobrazić, że ktoś kupuje taki kalendarz nie po to by zaznaczać sobie plany na kolejne dni tygodnia, a rysować serduszka dookoła twarzy co przystojniejszych kapłanów.
- Nie szukam niczego konkretnego, ale w sumie modlitewnik nie brzmi źle. Mój stary trochę się już rozpada i niedawno przyklejałam w nim kartki. O i w sumie jak tak mówisz o koszulkach to... może ta? - po chwili zastanowienia wskazała palcem na jedną która dumnie głosiła W imię Pani Księżyca. Ambrosia była prostym człowiekiem i kiedy widziała księżyc, rzucała się na to prawie za każdym razem.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror