05.01.2023, 16:40 ✶
Ona się zastanawiała co się podzieje, gdy się zorientują, a on się zastanawiał, czy była mściwą osobą. I czy zemsta najlepiej smakowała na zimno. Czy może jednak lubiła ją przyprawiać. Albo wybierała właśnie drogę milczenia i unikania - ot, żeby sobie nie robić dalszych problemów. Swoje wiedziała - to jej wystarczyło. Nie potrzebowała niczego więcej. Pokrywało się to z tym, że przez miesiąc prawie mieli od siebie przerwę. Natomiast czy to była zemsta? Naah. Nie sądzę.
Money, money, money. Jak nie money, to inne inne śliczne sprawy i sprawunki. To, że był wampirem to jedno. Ale przecież w tym wszystkim tkwiło coś głębszego. Kurwa, nawet mroczniejszego od faktu, że sprzedali ją trupowi, nie wiedząc nawet, kim jest. Może znali o nim pogłoski - a te nie były zbyt ładne, coby nie powiedzieć. Nie bali się o nią? Co się z nią stanie? Bo, no właśnie - to ona jednak powinna się bać, siedząc przed drapieżnikiem, który naturalnie żywił się ludźmi. I byłoby kłamstwem, że Sauriel nie spoglądał na każdego jak na obiad. Nie było od tego ucieczki. Prócz ucieczek w alkohol, mikstury i używki, rzecz jasna. To zaś niekoniecznie było zdrowe dla umysłu. W końcu jego ciału i tak niewiele mogło zaszkodzić.
- A domyślasz się..? - Czego. Co podejrzewała? Tak, był tym zaintrygowany. To rozbudzało jego ciekawość świata. Była to ciekawość kontrolowana, bo kiedy spotkałby się ze ścianą to nie próbowałby jej obejść. Nauczył się, że ciekawość w jego świecie nie była mile widziana, chciana i zazwyczaj kosztowała więcej, niż mógł zapłacić.
Wywrócił oczami, kiedy wspomniała o klaczy rozpłodowej.
- To nie było nic osobistego. Taki jest fakt, nie zmienisz tego. Nawet jakbym to ładnie nazwał. - No ale fakt, ludzie się obrażali za takie rzeczy. Nie był debilem. - Wyglądałaś jakbyś miała skakać z ekscytacji z powodu ślubu. - Prychnął. Tak wyglądała, a jaka była prawda to wiedzieli. No, ale nie próbował zaprzeczać tutaj niczemu, bo no chociaż nie starał się specjalnie jej obrażać, to jednak dźgał ją paluchem i nie mół oczekiwać sympatii po swoim tonie. I nie oczekiwał tak naprawdę. - Jak chciałbym cię traktować..? - No właśnie - jak? Nie wiedział. Była opakowana w przejrzyste pudełko, które przesuwało się tylko dalej, chociaż wydawałoby się, że jednak znaleźli się minimum bliżej wzajemnego zrozumienia. Chociaż została podjęta próba. Była oblepiona nalepką: UWAGA! Ale ta uwaga ani nie odnosiła się do “szkło, delikatne!”, ani do “niebezpieczne zwierzę!”. Po prostu należało uważać. Tylko jak chcieć traktować kogoś, kogo nie chcesz w swoim życiu tak naprawdę? To nie było łatwe pytanie. Kiedy zastanawiał się, jak traktował niektóre kobiety to nie wiedział, czy mógłby tak traktować Victorię. Więc… jak? - Nie chcę, żebyś była kolejnym kagańcem w moim życiu. - Smyczą? Policjantem? … ograniczeniem? Zwał jak zwał. To wiedział. A to już mimo wszystko sporo mówiło.
Uśmiechnął się tylko na jej następne słowa, zaskakująco spokojnie i niemalże pogodnie.
Money, money, money. Jak nie money, to inne inne śliczne sprawy i sprawunki. To, że był wampirem to jedno. Ale przecież w tym wszystkim tkwiło coś głębszego. Kurwa, nawet mroczniejszego od faktu, że sprzedali ją trupowi, nie wiedząc nawet, kim jest. Może znali o nim pogłoski - a te nie były zbyt ładne, coby nie powiedzieć. Nie bali się o nią? Co się z nią stanie? Bo, no właśnie - to ona jednak powinna się bać, siedząc przed drapieżnikiem, który naturalnie żywił się ludźmi. I byłoby kłamstwem, że Sauriel nie spoglądał na każdego jak na obiad. Nie było od tego ucieczki. Prócz ucieczek w alkohol, mikstury i używki, rzecz jasna. To zaś niekoniecznie było zdrowe dla umysłu. W końcu jego ciału i tak niewiele mogło zaszkodzić.
- A domyślasz się..? - Czego. Co podejrzewała? Tak, był tym zaintrygowany. To rozbudzało jego ciekawość świata. Była to ciekawość kontrolowana, bo kiedy spotkałby się ze ścianą to nie próbowałby jej obejść. Nauczył się, że ciekawość w jego świecie nie była mile widziana, chciana i zazwyczaj kosztowała więcej, niż mógł zapłacić.
Wywrócił oczami, kiedy wspomniała o klaczy rozpłodowej.
- To nie było nic osobistego. Taki jest fakt, nie zmienisz tego. Nawet jakbym to ładnie nazwał. - No ale fakt, ludzie się obrażali za takie rzeczy. Nie był debilem. - Wyglądałaś jakbyś miała skakać z ekscytacji z powodu ślubu. - Prychnął. Tak wyglądała, a jaka była prawda to wiedzieli. No, ale nie próbował zaprzeczać tutaj niczemu, bo no chociaż nie starał się specjalnie jej obrażać, to jednak dźgał ją paluchem i nie mół oczekiwać sympatii po swoim tonie. I nie oczekiwał tak naprawdę. - Jak chciałbym cię traktować..? - No właśnie - jak? Nie wiedział. Była opakowana w przejrzyste pudełko, które przesuwało się tylko dalej, chociaż wydawałoby się, że jednak znaleźli się minimum bliżej wzajemnego zrozumienia. Chociaż została podjęta próba. Była oblepiona nalepką: UWAGA! Ale ta uwaga ani nie odnosiła się do “szkło, delikatne!”, ani do “niebezpieczne zwierzę!”. Po prostu należało uważać. Tylko jak chcieć traktować kogoś, kogo nie chcesz w swoim życiu tak naprawdę? To nie było łatwe pytanie. Kiedy zastanawiał się, jak traktował niektóre kobiety to nie wiedział, czy mógłby tak traktować Victorię. Więc… jak? - Nie chcę, żebyś była kolejnym kagańcem w moim życiu. - Smyczą? Policjantem? … ograniczeniem? Zwał jak zwał. To wiedział. A to już mimo wszystko sporo mówiło.
Uśmiechnął się tylko na jej następne słowa, zaskakująco spokojnie i niemalże pogodnie.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.