Czuła się żałośnie, bo nie poradziła sobie z jednym (!) kieliszkiem alkoholu. Nigdy tak nie reagowała, pijaka wino, drinki, whisky… wódkę akurat unikała. I może nie piła nie wiadomo ile, to dzisiaj co… pół kieliszka wina, co już dawno zdążyła rozchodzić i zapomnieć, a teraz kieliszek rakiji na spróbowanie i… efekt był taki, że Sauriel miał ubaw, chociaż odprowadził ją do ławki i teraz wyglądał jak pies stróżujący, żeby nikt przypadkiem jej nie zaczepił, a przecież aurę roztaczał dość nieprzyjemną. Ludzie raczej omijali go łukiem, chociaż ten czy tamten faktycznie zetknął mu przez ramię, czy po prostu przechodząc obok, by dostrzec łeb niebieskiego kota wystający z koszyka postawionego na ławce i kobietę w czerni (z dużymi cyckami), która sobie siedziała przed Saurielem. Ot i tyle. Oddychała głęboko, chcąc przyspieszyć pozbycie się tego gówna z organizmu.
– Bo wystarczył jeden kieliszek – sprostowała. Może po prostu panikowała, bo kręciło jej się w głowie, ale w gruncie rzeczy język jej się nie plątał i jakoś tam przebierała nogami, kiedy szli, nie było z nią tak, że trzeba było ją nieś, czy w ogóle prowadzić, chociaż pod tym względem to polegała wtedy na Saurielu. – Nie… nie chcę jeszcze. Nie mogę posiedzieć? – bo ciągle liczyła jeszcze, że jej przejdzie, że za chwilę poczuje się lepiej. Poklepała wolne miejsce obok siebie, dając mu do zrozumienia, żeby usiadł, a sama ostrożnie sięgnęła do swojej torebki, żeby wyłowić z niej jedno z ładniej opakowanych zakupów: to były wypieki Nory, różowe makaroniki o smaku truskawkowym, którymi chciała poczęstować Sauriela. – Chciałam jeszcze pójść na loterię – miała to w ogóle olać, bo miała tu dzisiaj w ogóle nie przyjść… ale kiedy się zdecydowała to zabrała ze sobą te losy, które dostała. – Mam trochę losów. Mogę ci dać kilka – bo chyba na Nokturnie ich nie rozdawali? Ona dostała z ministerstwa, w sumie nawet nie wiedziała za co. Chyba nie jako rekompensata za stanie się Zimną?