18.06.2024, 23:46 ✶
Południowe stragany - stoisko kowenu
Obsługuję Ambrosię.— Dopóki trwały publiczne obchody wszystko wydawało się być w jak najlepszym porządku — napomknął Macmillan, wzdychając przeciągle. — Niestety nie zaproszono mnie na dalszą część, gdzie doszło do tego całego incydentu.
Powinien się cieszyć? Doświadczenie czegoś takiego, a raczej zobaczenie na własne oczy na pewno odcisnęłoby na nim silne piętno. Dopóki docierały do niego tylko doniesienia z drugiej i trzeciej ręki na temat zachowania arcykapłanki, jak i samej specyfiki... obrzędu... jakiego planowała przeprowadzić, mógł się okłamywać. Że przecież wcale nie było tak źle. Że na pewno istnieje jakieś logiczne wytłumaczenie. A teraz?
Już sam nie wiedział, co myśleć, a brak kontaktu z Isobell zdawał się być obosiecznym mieczem. Jej nieobecność ułatwiała gaszenie pożarów wokół kowenu, jednak brak konkretnego komunikatu, kajania się się z jej strony, przeprosin czy minimalnych tłumaczeń... To sprawiało, że nawet dla osób z zewnątrz kowen musiał jawić się jako słabszy niż w ostatnich latach. Podatny na manipulacje. Na ataki. Na wpływy. Sebastian westchnął raz jeszcze, uśmiechając się krzywo do Ambrosii.
— Kowen bardzo chętnie uzupełni braki kadrowe, kuzynko — odparł po chwili milczenia, zaczynając pakować zakupy kobiety. — Osoba o twoich talentach również byłaby mile widziana w naszej głównej kwaterze. Z tego co pamiętam, twoje umiejętności są szalenie dobrze rozwinięte pod względem duchowym.
Sam pomagał jej się szkolić, toteż wiedział co nieco o tym do czego była zdolna McKinnon. Może nie wiedział wszystkiego, ale krew Trelawneyów, naturalny dryg do kontaktu z zaświatami i bytami niematerialnymi... Gdyby tylko u Ambrosii pojawiły się chęci, to na pewno bardzo szybko załatwiano by jej szatę kapłanki.