Czasem krótka informacja potrafiła zmienić sposób odnoszenia się do danej osoby. Tak było i w tej chwili, czarownica nie miała już jej za głupią trzpiotkę, która szukała czegoś, aby przekonać do siebie mężczyzn, teraz traktowała ją z odpowiednią powagą.
Nie wydawało jej się, żeby współpracownik mógł wprowadzić ją na minę. Było to jedno z wielu, podobnych zadań - miała tylko odebrać przesyłkę, przynieść ją do biura, nie wiedzieć czemu ta wiedźma zachowywała się tak, jakby robiła coś bardzo tajemniczego. Jej ton głosu znowu się zmienił, jakby kolaborowały na jakiś nikomu nie znany temat, a przecież to były tylko jakieś rośliny do odebrania. Nie zapaliła jej się przy tym żadna lampka, jeszcze.
Nim zdążyła mrugnąć miała już w rękach tajemniczą skrzynkę, tylko dlaczego były na niej wyryte runy? Może te nasiona wcale nie były szczególnie bezpieczne, skoro sięgnięto po ten rodzaj magii, aby je zabezpieczyć? Nim zdążyła je odczytać usłyszała głos dochodzący zza pleców. Odwróciła się więc gwałtownie, aby zobaczyć, kto śmie im przeszkadzać.
Zdziwiła się, gdy dostrzegła brygadzistę, nie spodziewała się tego, że ktoś może zainteresować się jej niewinnym odbiorem przesyłki, najwyraźniej było to jednak coś więcej. Już ona się zemści na Haroldzie za to, że nie wspomniał jej o kilku, drobnych szczegółach związanych z tą transakcją. Mogłaby się przecież przygotować, a tak została rzucona na głęboką wodę.
Brakowało jej tylko tego, żeby zostać oskarżoną o handel nielegalnym towarem. Wspaniale, naprawdę wspaniale, to wszystko to na pewno wina tego cholernego ciastka, po które się pokusiła. Nie zamierzała jednak panikować, póki co się nie odzywała, chociaż jednak nie był to chyba dobry pomysł, bo wiedźma postanowiła wyprzeć się tego wszystkiego i zostawić ją z problemem samą. Wspaniale, naprawdę wspaniale.
Postanowiła jednak ruszyć się z miejsca, żeby nie prowadzić negocjacji z brygadzistą przy tej kobiecie, wyglądało na to, że mieli ze sobą na pieńku, gdy więc oddalili się o kilka kroków zaczęła rozmowę. - Panie władzo, czy naprawdę myśli pan, że jest to konieczne, ja również jestem w pracy, wiem, że należycie wykonuje pan swoje obowiązki, jak przystało na doświadczonego brygadzistę... - Zaczęła mówić, całkiem przyjemnym tonem. - Czy może jednak pozwoliłby pan i mi dokończyć swoje zadanie. Nie zamierzam korzystać z tego na własny użytek, to dotyczy ministerstwa. - Wolałaby uniknąć wizyty w BUMie, zdecydowanie.
Sukces!
Akcja nieudana
charyzma