Heather wpatrywała się z zachwytem w występ Edga, jeszcze nigdy nie była, aż tak bardzo zafascynowana tańcem, nigdy nie przeżyła podobnego doświadczenia. Wydawało się, że wszyscy ludzie obok przestali istnieć, był tylko on tańczący na tej scenie. Niesamowite.
Poczuła silniejszy uścisk na dłoni. Wtedy dopiero przeniosła spojrzenie na Camerona. Och, coś się stało. Widziała to po jego wyrazie twarzy, nie musiał nic mówić. Była gotowa wstać i wyjść z tego tłumu, byleby tylko poczuł się lepiej. Miała świadomość, że działo się sporo, dla niektórych mogło to być za dużo. - Chodźmy. - Szepnęła cicho chłopakowi do ucha.
Złapała go za rękę i przepchnęła się przez tłum ludzi, który stał pod sceną. Musiała go stąd wyprowadzić, musiała mieć pewność, że Cameron nie spanikuje.
W końcu udało im się wydostać w bardziej ustronne miejsce. Zatrzymała się, żeby uważniej przyjrzeć się Cameronowi. - Już ci lepiej? Czy chcesz stąd pójść? - Nie miałaby oczywiście nic przeciwko temu, gdyby chciał zniknąć z sabatu. Liczył się przede wszystkim komfort Lupina.
- Masz ochotę na coś konkretnego? - Skoro chciał się napić, to Ruda zaczęła się rozglądać w poszukiwaniu czegoś, co nadawałoby się do napojenia go.
- Ja nie, nie potrzebuję, ale zaraz znajdziemy coś dla ciebie. - Wsunęła swoją rękę pod jego ramię, żeby mieć pewność, że jej tutaj nie odpłynie.