19.06.2024, 21:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.06.2024, 21:32 przez Leo O'Dwyer.)
Ja ogólnie byłem sprawny fizycznie, ale jak pozostawałem w kociej postaci, to nie było mi równych. Trochę jak poltergeist, ale to taki fajny poltergeist, do którego można się było przytulić. Uwielbiałem się przytulać, kochałem te drapnięcia za uchem. Och, kochałem przeogromnie te drapnięcia za uchem. Dla mnie to był uczuć miliard razy bardziej przyjemniejszy od orgazmu, a orgazmy też były super, ale Norce tego nie mówiłem. Ani jednego, ani drugiego. Chyba nie mówiłem, bo czasami bywałem wariatem nierozgarniętym, szczególnie kiedy wchodziło mi barmanowanie i zamieniałem się w duszę towarzystwa do potęgi... też bardzo wysokiej.
Uśmiechnąłem się, czując od razu przewagę w swoim kocim ciałku. Mogłem wyglądać niepozornie, ale w tej chwili byłem równie dobrze przytulanką, co cichym mordercą, skrytobójcą, a takie ptaszki... Drobne, większe, przeogromne, to ja miałem w jednym pazurze. Niekiedy mordowałem, a niekiedy łapałem dla zabawy. Miałem swoje za futrem... Ale teraz też działałem w dobrej wierze, więc tym bardziej mnie to napędzało. Nie tylko koci sadyzm, ale również bycie bohaterem. Tak, bywałem bohaterem. Może właśnie dlatego zapisałem się na magimedycynę. Z pewnością dawało to większe pole popisu, a nawet przeogromne, kiedy też brało się pod uwagę transmutację.
Ale do rzeczy! Przebiegłem mieszkanie wszerz i wzdłuż, w górę i w dół, jakbym brał udział w maratonie kocich wybiegów, a Norka doskonale wiedziała, na co było mnie stać. Musiałem stwierdzić, że ambarasem to był ten Thoran przebrzydły! Śmignął mi nad głową. To musiał być on, bo co za ptak odważyłby się latać po domu należącym kotów? Nie wiedziałem, że skurwiel ma cały wachlarz sztuczek w zanadrzu, ale to nie szkodziło... Mabel nigdzie nie było, więc to ona była bezpieczna, bynajmniej póki nie usłyszałem jej gdzieś tam znowu na dole. Co było z tymi ludźmi?! Teleportowali się czy co? Nawet kocie łapy nie potrafiły tego udźwignąć, więc ledwo się wyrobiłem, kiedy zbiegałem w dół. Zahamowałem swoim zadkiem tuż przed stópkami Mabel, patrząc na nią zdecydowanie zaskoczonymi oczami, które zaraz zrobiły szybką podróż po całym pomieszczeniu. Zasyczałem mimowolnie, kiedy ujrzałem ptaka. Chuja! A nie ptaka. Pindrzył się do Norki.
Karl! Karl! Dawaj Karl! Jedziemy z tym kurwiem! - tak miauknąłem do niego zachęcająco na polowanie, bo mówić to ja nie mówiłem pod kocią postacią. Miauczenie też średnio rozumiałem, ale co nieco potrafiłem przekazać mową ciała i odpowiednim pomrukiem. Niech nie będzie leniwym puszkiem, tylko korzysta z okazji.
Gorzej, bo ja nie znosiłem płytek, a zapewne były tu płytki...? A jak nie płytki, to nawet lepiej. Na płytkach gorzej było startować do biegu. Cóż, więc jak w końcu wystartowałem, to zacząłem wskakiwać na coraz to wyższe stoły i stoliki, szafy i szafeczki, żeby dorwać drania. A zwinny byłem, szybki był ze mnie gość. Bardzo szybki gość.
Uśmiechnąłem się, czując od razu przewagę w swoim kocim ciałku. Mogłem wyglądać niepozornie, ale w tej chwili byłem równie dobrze przytulanką, co cichym mordercą, skrytobójcą, a takie ptaszki... Drobne, większe, przeogromne, to ja miałem w jednym pazurze. Niekiedy mordowałem, a niekiedy łapałem dla zabawy. Miałem swoje za futrem... Ale teraz też działałem w dobrej wierze, więc tym bardziej mnie to napędzało. Nie tylko koci sadyzm, ale również bycie bohaterem. Tak, bywałem bohaterem. Może właśnie dlatego zapisałem się na magimedycynę. Z pewnością dawało to większe pole popisu, a nawet przeogromne, kiedy też brało się pod uwagę transmutację.
Ale do rzeczy! Przebiegłem mieszkanie wszerz i wzdłuż, w górę i w dół, jakbym brał udział w maratonie kocich wybiegów, a Norka doskonale wiedziała, na co było mnie stać. Musiałem stwierdzić, że ambarasem to był ten Thoran przebrzydły! Śmignął mi nad głową. To musiał być on, bo co za ptak odważyłby się latać po domu należącym kotów? Nie wiedziałem, że skurwiel ma cały wachlarz sztuczek w zanadrzu, ale to nie szkodziło... Mabel nigdzie nie było, więc to ona była bezpieczna, bynajmniej póki nie usłyszałem jej gdzieś tam znowu na dole. Co było z tymi ludźmi?! Teleportowali się czy co? Nawet kocie łapy nie potrafiły tego udźwignąć, więc ledwo się wyrobiłem, kiedy zbiegałem w dół. Zahamowałem swoim zadkiem tuż przed stópkami Mabel, patrząc na nią zdecydowanie zaskoczonymi oczami, które zaraz zrobiły szybką podróż po całym pomieszczeniu. Zasyczałem mimowolnie, kiedy ujrzałem ptaka. Chuja! A nie ptaka. Pindrzył się do Norki.
Karl! Karl! Dawaj Karl! Jedziemy z tym kurwiem! - tak miauknąłem do niego zachęcająco na polowanie, bo mówić to ja nie mówiłem pod kocią postacią. Miauczenie też średnio rozumiałem, ale co nieco potrafiłem przekazać mową ciała i odpowiednim pomrukiem. Niech nie będzie leniwym puszkiem, tylko korzysta z okazji.
Gorzej, bo ja nie znosiłem płytek, a zapewne były tu płytki...? A jak nie płytki, to nawet lepiej. Na płytkach gorzej było startować do biegu. Cóż, więc jak w końcu wystartowałem, to zacząłem wskakiwać na coraz to wyższe stoły i stoliki, szafy i szafeczki, żeby dorwać drania. A zwinny byłem, szybki był ze mnie gość. Bardzo szybki gość.