Pamiętała, że kilka razy w miesiącu wpadał do Ministerstwa, do biura kontaktu z wampirami, tylko a) nie była pewna czy nastąpiło to w ogóle w ostatnim miesiącu, czy miał siłę się w ogóle zebrać, b) czy rozdawali to w całym Ministerstwie, a może mieli jakieś ograniczone ilości losów… kobieta uśmiechnęła się do Sauriela i kiwnęła głową – skoro miał swoje losy, to też dobrze.
– Kupiłam je u Nory. I jeszcze dużo innych słodyczy… – to tak jakby się zastanawiał, skąd takie dobroci miała. Kupiła je rzecz jasna na początku, jak adoptowała koteczka, bo tylko dzięki temu go w ogóle zobaczyła. Teraz jednak zajadali się makaronikami i Victoria po prostu uśmiechała się do Sauriela, nie rozglądając za bardzo po otoczeniu, skoro na scenie coś tam sprzątali i było już po występie cyrkowców.
W końcu poczuła się lepiej i nie protestowała, kiedy Sauriel zabrał ją na herbatę. Dla bezpieczeństwa wolała się go trzymać pod rękę, w razie jakby miała nagle jednak poczuć jakąś słabość. Ale też tak po prawdzie, to nawet się z tego cieszyła, bo mogła nienachalnie być bliżej niego. Na scenę akurat wszedł prowadzący i kontynuował opowiadanie żenujących żartów, całkowicie nieśmiesznych, a ich kroki skierowały się do loterii, lecz nim tam…
Sauriel wypatrzył jakieś błyskotki i się zatrzymał.
– Chyba tak… Na Beltane też widziałam podobny stragan, to tam kupiłam bransoletki – Victoria przyjrzała się wyłożonym na stole błyskotkom i wydawały się jej być dość znajome – albo wyszły spod tej samej ręki. Oczywiście mówiła o bransoletce z zawieszką że skorpionem, którą ciemnowłosa zakupiła z myślą o Saurielu. Ona miała swoją z koziorożcem, również z wtedy, i ostatnio nawet nosiła ją częściej. – Zerkniemy? – Anthony chyba coś wspomniał, by powołała się na niego u sprzedawczyni i może znajdzie się coś ekstra… lecz póki co Lestrange po prostu oglądała, podszedłszy blizej. Żaden z wisiorków nie mógł równać się temu, który właśnie nosiła, bo był najmilszym prezentem i Victoria w odruchu co jakiś czas dotykała zawieszki w kształcie róży, która leżała na jej skórze.
Na chwilę dłużej jej oczy zatrzymały się przy broszkach, ale pomyślała, że nie miałaby ich za bardzo do czego nosić, chociaż szczególnie spodobała jej się taka z kotem, a potem dostrzegła diademy. Przepiękne, delikatne, wyglądały jak prawdziwie zaplecione liście czy małe kwiatuszki, gdyby nie ich kolor. Sięgnęła dłonią do jednego z nich żeby przyjrzeć się z bliska. Widziała, że właścicielka stoiska z kimś rozmawiała, nie zamierzała przeszkadzać, tym bardziej, że póki co po prostu oglądała.
– Co myślisz? – tu zwróciła się do Sauriela, pokazując mu jeden z cieniutkich diademów, pięknie wykonany. To zdecydowanie była stylistyka, która trafiała w jej gusta: motywy roślinne.