20.06.2024, 13:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.06.2024, 13:07 przez Anthony Shafiq.)
Pod sceną
Rozmawiam z Erikiem i Jonathanem
Rozmawiam z Erikiem i Jonathanem
Aż westchnął, aż oczy przetoczyły się wewnątrz czaszki, na tą umniejszającą sobie litanię. No cóż za diva z tego Erika! I znów, zgodnie z własnymi słowami, trudno było mu rozpoznać na ile złośliwości podyktowane były chęcią zabawy, na ile na ten przykład realnym zmęczeniem jego osobą, ale że Longbottom rozkwitł dojrzałością w płatkach właściwych primadonnie, co do tego nie miał wątpliwości. W końcu był ekspertem, patrzył w lustro każdego ranka.
– A czy ktokolwiek zarzucił, że nie jest w porządku? – uniósł ze zdziwieniem brwi. To nie język był problemem w tym momencie, ale głowa i kaprys które nim kierowały. To nie nogi były winne tego, że głowa nie wiedziała dokąd chce dojść.
Już miał wyminąć sprawnie temat i osadzić się w nudnych zależnościach finansowania kościoła czarodziei, gdy z niespodziewanym ratunkiem pojawił się jego zastępca. Jonathan jednak pomimo niekwestionowanego uroku, miał też delikatność tarana, a przygnieciony nieoczekiwaną prezencją przyjaciela, Anthony zastanawiał się szczerze, czy nie była to jednak niedźwiedzia przysługa ze strony Selwyna. Dopiero kilka słów otuchy Longbottoma - nie ważne czy szczere, czy też znów ironiczne - o supremacji wina, rozluźniły jego zaciśniętą szczękę.
– Ostatnio widziałem go przy południowych straganach, ale... – Konferansjer mu przerwał, a na scenie zadziały się żarty i zapowiedzi zbyt głośne, by chciał się z nimi przekrzykiwać. A potem pojawiła się ona, sama panna Yaxley, której ledwie kilka dni temu dodał jeden puzzel do układanki tajemniczego brata bliźniaka, choć sama zainteresowana pewnie nie miała o tym pojęcia. Konkurs strzelecki, to brzmiało wybornie. Czy był zaskoczony tym, że erikowa ręka momentalnie powędrowała ku górze? Niekoniecznie.
– No co Adonisie, na co czekasz? – odwrócił się ku Jonathanowi z promiennym uśmiechem numer 16, zarezerwowanym dla swojego ulubionego gryfońskiego prefekta. Znaczy... poważnego polityka, zaufanego zastępcy. – Mam nadzieję, że pokażesz młodym jak to się robi? – Dodał z przejęciem, jakby Jonathan miał zamiar mu jednak odmówić. Czy to była mina wielkookiego zagubionego kotka, który bardzo, bardzo potrzebował występu Selwyna na scenie? Czy to była mina kogoś, kogo marzenia i sny spełnią się w ten sposób? Cóż, zawsze działało, Anthony szczerze wątpił, żeby nie zadziałało i tym razem, jak również nie wątpił w to, ze Erik rozniósłby Jonathana w każdej sportowej konkurencji. Zemsta prawdziwie była rozkoszą bogów i szefów OMSHM'u.
– A czy ktokolwiek zarzucił, że nie jest w porządku? – uniósł ze zdziwieniem brwi. To nie język był problemem w tym momencie, ale głowa i kaprys które nim kierowały. To nie nogi były winne tego, że głowa nie wiedziała dokąd chce dojść.
Już miał wyminąć sprawnie temat i osadzić się w nudnych zależnościach finansowania kościoła czarodziei, gdy z niespodziewanym ratunkiem pojawił się jego zastępca. Jonathan jednak pomimo niekwestionowanego uroku, miał też delikatność tarana, a przygnieciony nieoczekiwaną prezencją przyjaciela, Anthony zastanawiał się szczerze, czy nie była to jednak niedźwiedzia przysługa ze strony Selwyna. Dopiero kilka słów otuchy Longbottoma - nie ważne czy szczere, czy też znów ironiczne - o supremacji wina, rozluźniły jego zaciśniętą szczękę.
– Ostatnio widziałem go przy południowych straganach, ale... – Konferansjer mu przerwał, a na scenie zadziały się żarty i zapowiedzi zbyt głośne, by chciał się z nimi przekrzykiwać. A potem pojawiła się ona, sama panna Yaxley, której ledwie kilka dni temu dodał jeden puzzel do układanki tajemniczego brata bliźniaka, choć sama zainteresowana pewnie nie miała o tym pojęcia. Konkurs strzelecki, to brzmiało wybornie. Czy był zaskoczony tym, że erikowa ręka momentalnie powędrowała ku górze? Niekoniecznie.
– No co Adonisie, na co czekasz? – odwrócił się ku Jonathanowi z promiennym uśmiechem numer 16, zarezerwowanym dla swojego ulubionego gryfońskiego prefekta. Znaczy... poważnego polityka, zaufanego zastępcy. – Mam nadzieję, że pokażesz młodym jak to się robi? – Dodał z przejęciem, jakby Jonathan miał zamiar mu jednak odmówić. Czy to była mina wielkookiego zagubionego kotka, który bardzo, bardzo potrzebował występu Selwyna na scenie? Czy to była mina kogoś, kogo marzenia i sny spełnią się w ten sposób? Cóż, zawsze działało, Anthony szczerze wątpił, żeby nie zadziałało i tym razem, jak również nie wątpił w to, ze Erik rozniósłby Jonathana w każdej sportowej konkurencji. Zemsta prawdziwie była rozkoszą bogów i szefów OMSHM'u.