20.06.2024, 18:27 ✶
Peregrinus naturalnie — jak i Brenna — nie uważał, że takie miejsca powinno się pozostawiać ot tak samym sobie. Szkopuł w tym, że osobiście niekoniecznie poczuwał się do obowiązku zadbania o zabezpieczenie Windermere. Ani nie znał procedur, ani nie miał w tym doświadczenia. Nie jego podwórko, nie jego dziedzina, niech się martwi Ministerstwo.
Przede wszystkim poczuwał się natomiast do tego, aby zabezpieczyć siebie, stąd bez entuzjazmu myślał o tym, że w sercu ośrodka wciąż może się toczyć się jatka, jak to zasugerowała brygadzistka. Ach, jak ciężko pisać przygodę postacią, która najchętniej by się zamknęła w domu i ignorowała świat, a gdyby zapłonął za jej oknem, zaciągnęłaby roletę.
— Nie — odpowiedział krótko, wzruszając ramionami, gdy Patrick zwrócił uwagę na to, że podobne przygody nie należały do peregrinusowej codzienności.
Nie tylko pod tym względem był w owym wesołym towarzystwie outsiderem. Bywał nim — na marginesie — w niemal każdym towarzystwie, nie czarujmy się. Wszyscy tutaj znali się, a on nawet nie próbował wcinać się do ich kręgu; w grupach większych niż dwu- czy trzyosobowe naturalnie trzymał się z boku. Jedyną osobą z tej zbieraniny, z którą miał wcześniej do czynienia, był Sebastian budzący w nim dodatkową sympatię dzięki wrażeniu, że mają do obecnej sytuacji podobne podejście. Znaczy się: Macmillan też zdawał się nie chcieć tu tracić życia, kończyn ani duszy.
Jedną nogą wróżbita był już niemalże poza ruinami, gotów szukać wyjścia z lasu — ponownie zgodny z Brenną co do kolejnych kroków, nieco mniej zgodny pod kątem motywacji ich podjęcia. Zatrzymała go jednak uwaga Atreusa. Zauważywszy, że Sebastian kręci się przy czaszce, zaciekawiony Peregrinus sam wrócił w głąb kościoła, aby mieć szansę przyjrzeć się temu, co zamierzał kuzyn.
Nie podejrzewał go o egzorcyzm w tym miejscu i okolicznościach. Sam Macmillan zresztą wcześniej powiedział, że rozwiązywanie tego problemu niekoniecznie powinno odbywać się w polowych warunkach. Jeśli istniał jednak sposób na zabezpieczenie takiego artefaktu, Trelawney chciał go poznać. O tak, to były ciekawostki, które interesowały Peregrina. Nie jakieś tam trupy i rozbłyski magii. Czarodziej dumał nawet przez chwilę nad prowizorycznym sposobem na obłożenie przedmiotu pieczęcią, która ograniczyłaby jego moc, ale z doskoku nie przychodziła mu do głowy metoda na praktyczne zrealizowanie takiego przedsięwzięcia wśród gruzowiska.
— Rzeczywiście coś zamierzasz? Są metody na to, aby ją doraźnie zneutralizować?
Przede wszystkim poczuwał się natomiast do tego, aby zabezpieczyć siebie, stąd bez entuzjazmu myślał o tym, że w sercu ośrodka wciąż może się toczyć się jatka, jak to zasugerowała brygadzistka. Ach, jak ciężko pisać przygodę postacią, która najchętniej by się zamknęła w domu i ignorowała świat, a gdyby zapłonął za jej oknem, zaciągnęłaby roletę.
— Nie — odpowiedział krótko, wzruszając ramionami, gdy Patrick zwrócił uwagę na to, że podobne przygody nie należały do peregrinusowej codzienności.
Nie tylko pod tym względem był w owym wesołym towarzystwie outsiderem. Bywał nim — na marginesie — w niemal każdym towarzystwie, nie czarujmy się. Wszyscy tutaj znali się, a on nawet nie próbował wcinać się do ich kręgu; w grupach większych niż dwu- czy trzyosobowe naturalnie trzymał się z boku. Jedyną osobą z tej zbieraniny, z którą miał wcześniej do czynienia, był Sebastian budzący w nim dodatkową sympatię dzięki wrażeniu, że mają do obecnej sytuacji podobne podejście. Znaczy się: Macmillan też zdawał się nie chcieć tu tracić życia, kończyn ani duszy.
Jedną nogą wróżbita był już niemalże poza ruinami, gotów szukać wyjścia z lasu — ponownie zgodny z Brenną co do kolejnych kroków, nieco mniej zgodny pod kątem motywacji ich podjęcia. Zatrzymała go jednak uwaga Atreusa. Zauważywszy, że Sebastian kręci się przy czaszce, zaciekawiony Peregrinus sam wrócił w głąb kościoła, aby mieć szansę przyjrzeć się temu, co zamierzał kuzyn.
Nie podejrzewał go o egzorcyzm w tym miejscu i okolicznościach. Sam Macmillan zresztą wcześniej powiedział, że rozwiązywanie tego problemu niekoniecznie powinno odbywać się w polowych warunkach. Jeśli istniał jednak sposób na zabezpieczenie takiego artefaktu, Trelawney chciał go poznać. O tak, to były ciekawostki, które interesowały Peregrina. Nie jakieś tam trupy i rozbłyski magii. Czarodziej dumał nawet przez chwilę nad prowizorycznym sposobem na obłożenie przedmiotu pieczęcią, która ograniczyłaby jego moc, ale z doskoku nie przychodziła mu do głowy metoda na praktyczne zrealizowanie takiego przedsięwzięcia wśród gruzowiska.
— Rzeczywiście coś zamierzasz? Są metody na to, aby ją doraźnie zneutralizować?
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie