- Nie zapomnę.
Odparł w odpowiedzi zamykając temat. Także akcentując słowa. Jakby chciał brata w ten sposób zapewnić, że dostosuje się do jego "polecenia". Więcej się nie odzywał, jedynie przekazując informacje odnośnie Philipa, o którego pytał Robert. Pozostawał obserwatorem otoczenia i samej rodziny, czekając może na to, aż Charles będzie w miarę wolny i żeby móc z nim porozmawiać. Dlatego później poprosił go na bok.
Kolejne słowa Roberta, które tym razem padły w stronę Lorien. Mimo świadomości, że w publicznych miejscach musieli grać, udawać szanującą się parę. Wzbudzało odczucie lekkiego odsunięcia, odtrącenia? Odczucia, które tylko on sam w sobie znał, nie okazując tego po sobie. Uwagę skierował na syna, który poprosił o przejście w kierunku drugiego stoiska, gdyż wcześniej Lorien prosiła Charlesa o zajęcie się straganem Sophie.
- Niech będzie.Zgodził się na propozycję syna.
- Dobrze. Omówimy.
Odpowiedział bratu już nieco spokojniej, nie chcąc go już doprowadzać do nerwicy. Pierw zostało dowiedzieć się, skąd wynikło to zamieszanie i co te chujowe świeczki robiły na tym stoisku. Trzeba było omówić tę kwestię, gdyż kiermasz jeszcze trwał, a zamykanie tego nie było na rękę, jeżeli chcieli zarobić.
Richard skierował się za Charlesem do stoiska z cytrynówką obok. Dostrzegł Lyssę pilnującą stoiska, ale nie tracił na razie czasu na powitania. Miał ważniejszą w tej chwili sprawę do omówienia z synem. Gdyby i ona go dostrzegła, to najwyżej skinie jej głową na powitanie, zaznaczając tym, że zarejestrował jej obecność.
Schował różdżkę i skrzyżował ręce na klatce piersiowej. Wpatrywał poważnie w syna, słuchając jego wyjaśnienia. Co miało miejsce na stoisku ze świeczkami. Doceniał szczerość, wyjaśnienia skąd się wzięły te dziwne świeczki i jak doszło to nie kontrolowanej sytuacji.
- Ratowałeś sprawę w złym kierunku. Mogłeś odmówić sprzedaży. Zakomunikować, że nie masz ich więcej. Zignorowałeś moje i Roberta uwagi o zaprzestaniu. Co jak sam zauważyłeś, doprowadziło do pogorszenia się jego stanu zdrowia.Charles widocznie zauważył swój błąd i przeprosił. Richard jednak wyjaśnił to odrobinę szerzej, przypominając o zignorowaniu uwag.
- Skoro zamówienie było indywidualne, nie powinno być prezentowane w miejscu publicznym. Dla kogo było ono przygotowane? I co ważniejsze, dlaczego Robert o tym nie wiedział? Dał Ci pracę i szansę się rozwijać.
Jako że emocje opadły, mówił spokojniejszym tonem, ale wciąż poważnym. Domagając się wyjaśnienia, próbując zrozumieć, dlaczego Charles nie przedstawił pomysłu z tymi dziwnymi świecami Robertowi. Dlaczego nie zapytał o możliwość sprzedania ich swojemu klientowi na kiermaszu? Sądząc po całej reakcji brata, najwyraźniej o tym nie wiedział.
Charles nie śmiał mu spojrzeć w oczy. Najwyraźniej był świadomy tego, że nie zapanował odpowiednio nad sytuacją. To był w końcu jego pierwszy raz w innym kraju. Mieć nadzieję, że wyciągnął wnioski z popełnionych błędów i nauczy się ich nie popełniać więcej.