21.06.2024, 00:56 ✶
Południowe stragany - Świeczki i kadzidła Mulciberów -> Strefa gastronomiczna (stoisko Nory)
Odchodzę z Heather od stoiska Mulciberów i idziemy ogarniać gastro.
— No... Nie wiem — burknął, przyglądając się na odległość z asortymentu rozłożonego wokół stoiska Mulciberów. Na tyle blisko, aby zobaczyć, co oferowali sprzedawcy, jednak na tyle daleko, aby zaraz ich nie zagadano na śmierć, próbując zachęcić do zakupu pierwszych z brzegu kadzidełek. — Może przejdziemy się jeszcze trochę po stoiskach?
Podrapał się po szyi, aby zaraz zmierzwić sobie włosy. Chyba go to wszystko trochę przytłoczyło. Co samo w sobie było dosyć dziwne, biorąc pod uwagę, że przez całe lata trzymał się Heather i Charlesa, którzy wpadali na bardzo dzikie pomysły i uwielbiali towarzystwo. Cameron też zresztą był stałym bywalcem barów i pubów w magicznym Londynie; tłumy mu były niestraszne, zwłaszcza że w gruncie rzeczy dzielnice czarodziejów były jego domem.
A jednak teraz, gdy te wszystkie bodźce zaczęły się nawarstwiać, całe doświadczenie zaczęły mu nieco... Ciążyć. Nie potrafił tego wytłumaczyć. Przecież na poprzednich sabatach radził sobie całkiem nieźle. Nawet lepiej niż nieźle: razem z Heather pozowali nawet do reporterów. Uśmiechnął się do Rudej, gdy go podparła. Zdrowy związek to taki o dobrych fundamentach, co?
— Może faktycznie powinniśmy pójść coś zjeść? — zaproponował słabo, nie chcąc zrzucać tej decyzji na barki Heather. — Wszamiemy coś szybko i może zdążymy na kolejne występy? No i napiłbym się czegoś.
Może te nie będą zakładały tańczenia z tym... gibkim gostkiem, pomyślał z przekąsem, zmierzając powoli do strefy gastronomicznej. Może to przez to, że Cameron kojarzył nazwisko Nory, ale zdecydował się koniec końców zatrzymać właśnie przy jej budce gastronomicznej. Przez dłuższą chwilę wgapiał się w pączki i czekoladowe łakocie, próbując ocenić czy na cokolwiek na ochotę. Koniec końców zdecydował się na małą porcję lemoniady.