21.06.2024, 02:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.06.2024, 02:17 przez Cedric Lupin.)
Południowe stragany - Biżuteria Viorici
Rozmawiam z Vior i Dorą, macham do Erika
Decyzja o pojawieniu się na Święcie Żniw była impulsywna i początkowo strasznie się stresował, ale powoli dochodził do wniosku, że nie było tutaj tak źle. Atmosfera była zaskakująco przyjemna, a większość ludzi naprawdę miła. Co prawda zwiedził raptem dwa stragany, większość czasu poświęcając na pomaganie Vior, ale wcale mu to nie przeszkadzało. W końcu przybył tutaj po to, żeby jej pomóc. Nie czuł jakiejś większej potrzeby na kupowanie suwenirów, a kontaktów z ludźmi miał aż nadto. Większość z nich skupiała się na straganie i sprzedawczyni, ale stojący z boku Cedric i tak czuł się z tym nieswojo. W teorii w Mungu stykał się z setkami nieznajomych, ale tam trzymał się utartych schematów i tematów, na których się znał. W kwestii biżuterii potrafił powiedzieć jedynie tyle, że bardzo podobały mu się dzieła przyjaciółki.
— Ja... och — zaczął i zaraz urwał, zmieszany tak nagłą zmianą tematu. Onieśmielało go to, jak swobodnie Vior przeniosła temat rozmowy z troski na wieczorne spotkanie. Czy miał coś przeciwko? W teorii siedzieli razem już od rana, ale nie czuł się zmęczony jej towarzystwem, wręcz przeciwnie. Fascynowało go to, jak uporządkowane było życie Vior. — Umówmy się tak, że przyniosę ci coś do jedzenia, a gdy będziesz jadła, zajmę się towarem... tylko bądź w pobliżu. Gdyby chcieli pytać o detale, bo o tym im raczej nie opowiem — odparł w końcu, ale widać było po nim, że jeszcze nie skończył — Tak, zapraszam cię na kolację — dorzucił nieco ciszej, unikając przy tym jej wzroku. Z jakiegoś powodu poczuł się strasznie dziwnie, gdy to zdanie opuściło jego usta. — Muszę dopilnować, żebyś nie poszła spać, nie jedząc dzisiaj niczego poza lemoniadą i przekąskami — dodał szybko, chcąc podkreślić, że po prostu się o nią troszczy. Powoli zaczynał się irytować na te losowe fale zakłopotania, które łapały go w praktycznie każdej ich rozmowie. Czy naprawdę nie mógł się zachować normalnie chociaż raz? Naprawdę prosił o tak wiele?
— Ja tylko ci pomagam, a czuję się bardziej zmęczony niż po dyżurze w Szpitalu. Muszę dopilnować, żebyś dotarła do łóżka. Nie chcemy, żebyś zasnęła na ławce, prawda? To moja fucha — dorzucił, lekko się przy tym uśmiechając. — Mówiłem, że masz talent i robisz cudowne rzeczy. Powtórzę jeszcze raz, powinnaś pójść na swoje. Spójrz, ile osób coś dzisiaj kupiło. W takim tempie w kilka tygodni mogłabyś sobie pozwolić na własny zakład — dodał jeszcze, szturchając ją lekko w bok. Naprawdę chciał, żeby w końcu w siebie uwierzyła i zobaczyła to, co on zobaczył jeszcze w Mungu. Vior miała talent, który nie mógł się zmarnować. Zaznaczmy, że nie miał tutaj na myśli zdolności gry w karty, chociaż tego też nie mógł jej odebrać. — Myślę, że granie z Tobą oduczyło mnie zabawy w hazard. Poza tym, nie bawię się zbyt dobrze, gdy gram w karty z innymi ludźmi. Oni nie dają mi forów — dokończył, zerkając na nią z lekkim rozbawieniem.
Z jednej strony cieszyło go to, że spotkał tak wielu znajomych, ale z drugiej czuł się też niekomfortowo. Nie do końca chciał, żeby każdy wiedział o tym, że spędza tyle czasu z Vioricą. Nie, żeby robili coś złego. Po prostu... po prostu nie. Nawet matce nie wspomniał o tym, że będzie dzisiaj pomagał przy jakimś kramie. Miał nadzieję, że uda mu się zostać niezauważonym, ale tak właściwie to przyłapało go już chyba z dziesięć osób. Miałjedynie nadzieję, że plotki nie dotrą do Munga.
— W sumie masz rację. Po prostu, um, nie byłem tutaj od lat. Będę pamiętał na przyszłość, okey? — odparł lekko zakłopotany, posyłając Dorze lekki uśmiech. Gdy ta skupiła się na biżuterii, pomachał do Erika, który również się tutaj zjawił. No tak, zaraz naprawdę zaliczy spotkanie ze wszystkimi znajomymi i przyjaciółmi.
Z niemałą ciekawością obserwował te chaotyczne zakupy przyjaciółki, stając nieco z boku, żeby mieć lepszy widok. — Och, w sensie, tak — rzucił, nieco zaskoczony tą nagłą zmianą tematu. — Gdybyś czegoś potrzebowała to mów, Vior — rzucił, po czym szybko się zreflektował — Aczkolwiek polecam też Dorę. Potrafi warzyć doskonałe eliksiry! — dokończył, posyłając pannie Crawley szeroki uśmiech. Przy innych znajomych czuł się nieco nieswojo, ale przy niej mimowolnie zeszło z niego nagromadzone do tej pory napięcie. Chyba dlatego, że przy niej nie bał się tego, że będzie go osądzała.
— Do Warowni? W sumie o tym nie pomyślałem, ale... Vior, chciałabyś? Byłaś w Dolinie? Jeśli nie to moglibyśmy ją zwiedzić. Mnie trochę już tam nie było, ale Dora doskonale się orientuje. No i moglibyśmy odwiedzić Warownię. Spodoba ci się, to miejsce jest wspaniałe — Ciekawiło go, co na to kobieta. Z jednej strony miał nadzieję, że się zgodzi, ale zaczął się zastanawiać, czy nie jest zbyt nachalny. W końcu ostatnio spędzali ze sobą sporo czasu, a dzisiaj mieli ze sobą spędzić w sumie cały dzień. Nie chciał, żeby poczuł się przez niego przytłoczona.