Rozmowa z Charlesem.
Tak. Był rozczarowany, że chłopak zrobił coś, co nie było konsultowane z nim, a tym bardziej z jego bratem. Gdyby nie myślał o promowaniu swojego świeczkowego dziwnego dzieła sztuki, nie doszłoby do niekontrolowanych sytuacji jak i ataku u Roberta. Nikt tego nie przewidział. Charles zdawał się rozumieć swój błąd. O tyle dobrze, że wyjaśnił co zaszło. Przyznał się, że to on zrobił te świeczki. Skąd jednak miał formę? O to teraz nie będzie pytał.
Charles nie panował nad emocjami. Nie dość, że nie miał odwagi spojrzeć mu w oczy, to jeszcze się jąkał, płakał? Nie był wstanie nawet odpowiedzieć sensownie na jego pytania. I te słowa: "Miałeś być ze mnie dumny, tato". Miał być dumny, był rozczarowany. W Oslo było inaczej. Inny kraj, zasady, w miarę bezpieczniej niż tu w Anglii. Było, łatwiej?
Richard przez chwilę milczał. Mimo skrzyżowanych rąk, jedną uniósł, aby dłonią dotknąć swojego podbródka w namyśleniu, słuchając Charlesa do końca. W końcu westchnął, opuścił ręce i podszedł bliżej.
- Głowa do góry. Spójrz na mnie.Polecił opanowanym tonem. Lecz wciąż miał poważny wyraz twarzy. Jeżeli Charles miał trochę oporów spojrzeć ojcu w oczy, Richard poczekał cierpliwie aż chłopak znajdzie w sobie tę odwagę. Po czym kontynuował.
- Nie jesteś już dzieckiem. Konsekwencje za swoje błędy musisz ponieść i nauczyć się ich więcej nie popełniać. Mam nadzieję, że dzisiejsze zdarzenie Cię czegoś nauczyło.
Ostatnie zdanie mogłoby częściowo brzmieć jak pytanie, ale było bardziej stwierdzeniem. Charles nie powinien zapominać o pewnych wyuczonych zasadach.
Nie wspomniał synowi o tym, że przez jego działania i zachowanie, to on zbiera baty za wychowanie od swojego brata. Nikt przecież nie wiedział, że dojdzie do czegoś takiego. I jeszcze ich kuzyn Alexander to wykorzysta, na swoją niekorzyść. Ten był teraz mniejszym problemem.
- Ogarnij się i doprowadź do porządku. Do rozmowy wrócimy w domu. Póki Sophie nie dojdzie do siebie, przejmij na moment jej stoisko. Muszę porozmawiać z Robertem, co z zrobimy z tym ze świecami.Wydał mu proste polecenia, co znaczyło, że w słowach Richarda nie brzmiało nic, co miałoby sugerować, aby wracał już teraz do domu. Czy to do tutejszej rodzinnej kamienicy czy do Oslo. Nie wyrzucał syna. To, że zjawił się w Anglii było jego dobrowolną decyzją.
Żeby dodać Charlesowi nieco ojcowskiego wsparcia, mimo iż wcześniej się na niego wydarł, objął go ramieniem i poklepał po plecach, aby się uspokoił i nie mazgaił jak dziecko, którym już przecież nie był. Richard wiedział, jak bardzo młody się starał, ale jak widać, nie wszystko mu wychodziło.
Jeżeli Charles nie miał pytań i zrozumiał, co ma w tej chwili zrobić, Richard puścił go i pozwolił mu działać. Odczekał na boku między stoiskami i zapalił sobie papierosa. Poczekał, aż i Robert skończy rozmawiać ze swoją częścią rodziny. Wtedy będą mogli podjąć decyzję, w sprawie stoiska ze świecami.