22.06.2024, 16:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.07.2024, 16:19 przez Annaleigh Dolohov.)
Zaskoczenie Rodolphusa po bliższym przyjrzeniu się sytuacji powinno być mniejsze. Bo jeśli Annie broniła czegokolwiek tam samo zaciekle jak swojej rodziny, to był swój (no, nie tylko) wizerunek. Wiedziała, że wśród gości kryły się osoby współpracujące z czarodziejskimi gazetami, które z potencjalnego potknięcia z chęcią zrobiłyby kolejną aferę, która dałoby się dobrze sprzedać. Żyła z podobnymi hienami depczącymi po piętach od czasu, gdy tylko ogłoszono publicznie, że zostanie przyszłą Panią Dolohov.
Nauczyła się więc przez te parę lat robić dobrą minę do złej gry nawet w takich sytuacjach, zawsze w głowie mając myśl, że każdy zły ruch może zostać wykorzystany przeciwko niej. I o ile pozwalała sobie na wiele za zamkniętymi drzwiami, w szczególności wobec pełzających pod jej stopami pędraków, podobnych do kelnera, który postanowił wyrządzić im tak bardzo zabawny numer, tak na widoku, cóż, powściągała swoje mordercze zapędy i zachowywała spokój na tyle, ile potrafiła.
Rudolphus widać nie myślał o podobnych problemach, skoro zdecydował się jednak dać upust swoim emocjom.
Spojrzała z uniesionymi brwiami na kurczaka, który w panice machał skrzydłami, gubiąc pióra bliźniaczo podobne do tych, które wyrastały z jej ciała. Przeniosła wzrok na kuzyna, nie bardzo wiedząc co ma powiedzieć. Cóż, skoro i tak było już po ptakach…
- Z tego czegoś rosołu na pewno nie zjem. Szkoda, że teraz nie może mówić, może dałoby się od niego wyciągnąć, czego użyli. Łatwiej byłoby mi znaleźć coś, co może pomóc na ten nowy problem skórny. - Westchnęła, powoli się uspokajając, poświęcając czas, by z lekarską ciekawością spojrzeć na pióra. Pociągnęła za jedno, szybko porzucając pomysł ich wyrwania. Bolałoby jak diabli.
Kurczak miotający się pod ich nogami był irytujący, poprawił jednak trochę humor kobiety. Powinni zafundować podobny los jeszcze jednemu z kelnerów, ale na pewno nie miała zamiaru pójść do Perseusza w tym stanie.
- Kehem. Przepraszam, że zaczepiam - zaczął jeden z gości, siedzący najbliżej nich, prawdopodobnie ten, dla którego miał być przeznaczony rosół. Był blady jak ściana i pocierał swoje czoło haftowaną chusteczką. - Słyszałem, że w łazienkach koło sali balowej są przygotowane małe zestawy awaryjne, podobno jest w nich mały zestaw eliksirów pierwszej pomocy i cóż, może tam się znaleźć jakieś uniwersalne antidotum - podpowiedział, zastanawiając się, czy gdyby zjadł zupę, nie spotkałby go los o wiele gorszy, niż Annie i Rodolpa.
Annaleigh spojrzała na niego, potem w bok myśląc przez chwilę i skierowała w końcu wzrok na kuzyna, szybko zawieszając go gdzieś na jego garniturze.
- Jeśli eliksir nie był zbyt wymyślny może zadziałać - odparła, po czym skierowała się w stronę wejścia do jadalni, zdając sobie sprawę, że będą musieli w tym stanie przejść przez tłum gości.
- Proponuję znaleźć tego kelnera po godzinach pracy i wyjaśnić mu, jakie są skutki jego nieodpowiedzialnego zachowania. - Jej głos był chłodny i dało się wyczuć, że w celu wytłumaczenia tychże błędów wcale nie miała zamiaru używać słów. Przynajmniej nie tylko. - Miejmy to za sobą. - Znów westchnęła. Wyciągnęła jeszcze tylko różdżkę, by wysłać w stronę kurczaka niepozorną iskrę magi, która zapewne zapiekła go dość boleśnie w kuper.
Nauczyła się więc przez te parę lat robić dobrą minę do złej gry nawet w takich sytuacjach, zawsze w głowie mając myśl, że każdy zły ruch może zostać wykorzystany przeciwko niej. I o ile pozwalała sobie na wiele za zamkniętymi drzwiami, w szczególności wobec pełzających pod jej stopami pędraków, podobnych do kelnera, który postanowił wyrządzić im tak bardzo zabawny numer, tak na widoku, cóż, powściągała swoje mordercze zapędy i zachowywała spokój na tyle, ile potrafiła.
Rudolphus widać nie myślał o podobnych problemach, skoro zdecydował się jednak dać upust swoim emocjom.
Spojrzała z uniesionymi brwiami na kurczaka, który w panice machał skrzydłami, gubiąc pióra bliźniaczo podobne do tych, które wyrastały z jej ciała. Przeniosła wzrok na kuzyna, nie bardzo wiedząc co ma powiedzieć. Cóż, skoro i tak było już po ptakach…
- Z tego czegoś rosołu na pewno nie zjem. Szkoda, że teraz nie może mówić, może dałoby się od niego wyciągnąć, czego użyli. Łatwiej byłoby mi znaleźć coś, co może pomóc na ten nowy problem skórny. - Westchnęła, powoli się uspokajając, poświęcając czas, by z lekarską ciekawością spojrzeć na pióra. Pociągnęła za jedno, szybko porzucając pomysł ich wyrwania. Bolałoby jak diabli.
Kurczak miotający się pod ich nogami był irytujący, poprawił jednak trochę humor kobiety. Powinni zafundować podobny los jeszcze jednemu z kelnerów, ale na pewno nie miała zamiaru pójść do Perseusza w tym stanie.
- Kehem. Przepraszam, że zaczepiam - zaczął jeden z gości, siedzący najbliżej nich, prawdopodobnie ten, dla którego miał być przeznaczony rosół. Był blady jak ściana i pocierał swoje czoło haftowaną chusteczką. - Słyszałem, że w łazienkach koło sali balowej są przygotowane małe zestawy awaryjne, podobno jest w nich mały zestaw eliksirów pierwszej pomocy i cóż, może tam się znaleźć jakieś uniwersalne antidotum - podpowiedział, zastanawiając się, czy gdyby zjadł zupę, nie spotkałby go los o wiele gorszy, niż Annie i Rodolpa.
Annaleigh spojrzała na niego, potem w bok myśląc przez chwilę i skierowała w końcu wzrok na kuzyna, szybko zawieszając go gdzieś na jego garniturze.
- Jeśli eliksir nie był zbyt wymyślny może zadziałać - odparła, po czym skierowała się w stronę wejścia do jadalni, zdając sobie sprawę, że będą musieli w tym stanie przejść przez tłum gości.
- Proponuję znaleźć tego kelnera po godzinach pracy i wyjaśnić mu, jakie są skutki jego nieodpowiedzialnego zachowania. - Jej głos był chłodny i dało się wyczuć, że w celu wytłumaczenia tychże błędów wcale nie miała zamiaru używać słów. Przynajmniej nie tylko. - Miejmy to za sobą. - Znów westchnęła. Wyciągnęła jeszcze tylko różdżkę, by wysłać w stronę kurczaka niepozorną iskrę magi, która zapewne zapiekła go dość boleśnie w kuper.