Ogień nie wydawał się stanowić dobrego pomysłu. Nie kiedy przebywali w sadzie, gdzie łatwo można było doprowadzić tym sposobem do tragedii. Mimo tego, Penny była daleka od krytykowania działań... w zasadzie kogokolwiek. Teraz liczyło się tylko to, żeby podjęte działania okazały się wystarczająco skuteczne. Musieli ochronić coś, co było naprawdę cenne. Rozumiała to.
Zapytana przez babcie, kiwnęła głową. Była gotowa, żeby zrobić to, co należało. Nadal trzymając różdżkę przed sobą, czekała na ciąg dalszy. I choć ze słów Pandory zrozumiała niewiele - w tej sytuacji ciężko było jej nadążyć za dłuższą wypowiedzią - tak słowa dziadka postawiły sprawę jasno. Było krótko i na temat. A przede wszystkim, całość okazała się wreszcie wystarczająco zrozumiała.
I nawet Penny spróbowałaby się do tego zastosować, gdyby nie to, że w chwilę później ziemia zaczęła kolejny raz drżeć. Pękać. Wyglądało na to, że za chwilę roślina kolejny raz ich zaatakuje. Kolejne macki wypłyną na powierzchnie. Może nawet raz jeszcze uda im się wypuścić ten cholerny pył. O nie. Co to, to nie. Niech to cholerstwo wreszcie pójdzie w cholerę! Zamiast dostosować się do pomysłu z zamrożeniem, Penny ostatecznie postanowiła zrobić po swojemu. Dla niektórych pewnie żadne zaskoczenie. Być może okaże się to kompletnym idiotyzmem, ale nie oszukujmy się - nie myślała teraz w ten sposób. Chciała po prostu działać. Dlatego też machnęła różdżką w kierunku rośliny, mając nadzieje, że przy pomocy transmutacji, możliwie największą jej część zdoła przemienić.
Uschnij. Uschnij. Aż po same korzenie. Dokładnie to rozbrzmiewało w jej głowie. I do tego też starała się doprowadzić. Jeśli roślina będzie sucha, to w zasadzie będzie po niej? Prawda? Przynajmniej tak powinno być. A że nie było to zgodne z planem... cóż. Pech. Nieszczęścia czasem się zdarzały. Najwyżej później ktoś jej za to zmyje porządnie głowę.
Rzuty na transmutacje, niech to dziadostwo zmieni się w uschnięte dziadostwo
Akcja nieudana
Slaby sukces...