22.06.2024, 22:37 ✶
Z mojego punktu widzenia nie było żadnego stresu, gdyż to nie ja miałem tu być bardziej wstawiony, hehe. Bynajmniej nie na początku, a potem to już nikt nie będzie tego liczył, w jakikolwiek sposób na to patrzył! Faktycznie, najważniejszym było to, żeby za wiele podchmielonym nie wypaplać, ale jak się trzymało język na wodzy - co było niezwykle trudne, nie myślało o sprawach służbowych w trakcie zabawy, nie prowokowało rozmów o niej albo żartem zbywano tematu, to można było imprezować! Nieco, a nawet bardzo się rozluźnić, przygruchać sobie jakieś dziewczęta... albo jakichś chłopców na usługi, zapatrzonych w bogów z prewettowego zamczyska. Pieniądze potrafiły wybitnie uderzyć ludziom do głowy. Myślę, że byłem jedna z tych osób, które szczególnie mogły obserwować te reakcje, które zachodziły w umysłach osób, które były tej fortuny pozbawione. W mgnieniu oka przygotowane na wszystko, z nadzieją, że coś im z tego skapnie.
Tylko co się stało, że Laurent nie chciał odpłynąć w czyichś ramionach...? Myślałem, że był stworzony do kochania, do odpływania w rozpuście, nieograniczonych pokładów uwielbienia, a tu ZASKOCZENIE. Wydawał się być przy tym niezmiernie zestresowany, więc nie nalegałem. Możliwe, że to przez tego chłopaka, co się w nim zakochał..? Chociaż mówił przecież, że ten był już historią, więc to może jeszcze inna sprawa była...? Ciekawe, może potem uda mi się co nieco odkryć z tej historii, ale jak na razie musiałem obejść się smakiem, żeby zanadto na Laurenta nie naciskać, bo jeszcze odezwałby się w nim jakiś głos sumienia i zrezygnowałby z naszej drobnej - albo wręcz przeciwnie - eskapady? Musiałem przyznać, że czułem niezdrowe podniecenie na myśl, że wyciągnę Lorka na party.
- Podróżowanie kominkiem nie będzie problemem...? - zapytałem go, tak się upewniłem. Właściwie, to stwierdziłem, ale jednak pytałem z troski, ale też niepowątpiewająco. Tak w sam raz. Widziałem przecież, że jeszcze nie był wzięty dosadnie, myślał i zachowywał się normalnie, naturalnie, może był nieco rozluźniony, ale to nie szkodziło, było raczej urocze... I to była właściwie jedyna oznaka, że był podpity. Trzymał się dobrze, może pomimo rozgmeranej koszuli pod szyją, ale wyglądał dzięki temu buntowniczo. Tak akceptowalnie przeze mnie.
- W takim razie zarządzam odwiedziny w kasynie - stwierdziłem niemalże od razu, kiwając palcem do Kevina, żeby się do nas zbliżył. Mieliśmy nowe wytyczne dla naszego Pana Ochroniarza. - Przepuścimy trochę fortuny - zaśmiałem się łobuzersko i pozwoliłem sobie na skierowanie Lorka w drugą stronę, właściwie to tam, skąd też przyszliśmy. Czas na ewakuację z tej stypy.
Tylko co się stało, że Laurent nie chciał odpłynąć w czyichś ramionach...? Myślałem, że był stworzony do kochania, do odpływania w rozpuście, nieograniczonych pokładów uwielbienia, a tu ZASKOCZENIE. Wydawał się być przy tym niezmiernie zestresowany, więc nie nalegałem. Możliwe, że to przez tego chłopaka, co się w nim zakochał..? Chociaż mówił przecież, że ten był już historią, więc to może jeszcze inna sprawa była...? Ciekawe, może potem uda mi się co nieco odkryć z tej historii, ale jak na razie musiałem obejść się smakiem, żeby zanadto na Laurenta nie naciskać, bo jeszcze odezwałby się w nim jakiś głos sumienia i zrezygnowałby z naszej drobnej - albo wręcz przeciwnie - eskapady? Musiałem przyznać, że czułem niezdrowe podniecenie na myśl, że wyciągnę Lorka na party.
- Podróżowanie kominkiem nie będzie problemem...? - zapytałem go, tak się upewniłem. Właściwie, to stwierdziłem, ale jednak pytałem z troski, ale też niepowątpiewająco. Tak w sam raz. Widziałem przecież, że jeszcze nie był wzięty dosadnie, myślał i zachowywał się normalnie, naturalnie, może był nieco rozluźniony, ale to nie szkodziło, było raczej urocze... I to była właściwie jedyna oznaka, że był podpity. Trzymał się dobrze, może pomimo rozgmeranej koszuli pod szyją, ale wyglądał dzięki temu buntowniczo. Tak akceptowalnie przeze mnie.
- W takim razie zarządzam odwiedziny w kasynie - stwierdziłem niemalże od razu, kiwając palcem do Kevina, żeby się do nas zbliżył. Mieliśmy nowe wytyczne dla naszego Pana Ochroniarza. - Przepuścimy trochę fortuny - zaśmiałem się łobuzersko i pozwoliłem sobie na skierowanie Lorka w drugą stronę, właściwie to tam, skąd też przyszliśmy. Czas na ewakuację z tej stypy.
Koniec sesji