23.06.2024, 06:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.06.2024, 06:03 przez Lyssa Dolohov.)
mulciber moonshine
Gdyby Lyssa tylko była w stanie czytać niektórym w myślach to by pewnie już dawno gromiła Charlesa chłodnym spojrzeniem. STARSZĄ? CIOTKĄ? Dobre sobie. Na takie oskarżenia gotowa była się obruszyć nie wiadomo czemu, bo przecież tak zależało jej na tym, żeby wyglądać na nieco chociaż starszą, niż była w rzeczywistości. Chciała, żeby brano ją na poważnie, uznawano za wartą uwagi, a nie głupiego dzieciaka, który ledwo co skończył szkołę.
Ale na całe szczęście była aktualnie zajęta gapieniem się na Rookwooda.
Chyba wciąż ją nieco trzymała ostatnio wychylona cytrynówka, bo zamiast z miejsca uderzyć w lepki od słodyczy ton, zamrugała tylko rzęsami, uśmiechnęła się i wróciła do Victorii.
Niby nie miała nic przeciwko noszeniu nazwiska matki, ale tak było do momentu kiedy stanęła na progu domu Dolohova. Potem, im dłużej u niego mieszkała, w pewien sposób zaczęło jej to przeszkadzać. Chciała być jego córką w każdym, nawet najmniejszym aspekcie, a kiedy przedstawiała się jako Mulciber, wprowadzało to pewien dysonans. Teraz, kiedy Lestrange o tym wspomniała, uśmiechnęła się do niej grzecznie.
- O nie - obtoczyła te słowa w zmartwieniu z niezwykłą wprawą. - Mam nadzieję, że szybko ci przejdzie, szkoda tracić święto na niestrawności.
Nie było jej ani trochę szkoda tak samo Victorii, jak i tego że nie kupiła alkoholu czy go nawet nie spróbowała. To nie było jej stoisko i jej biznes, a i wcześniej wrzuciła gdzieś pod ladę parę galeonów. Ze zwykłej słabości, bo zwykle było jej szkoda kuzynki. To byłoby trochę aż nadto żałosne i upadlające, gdyby się tutaj otworzyła i nie zarobiła wystarczająco, żeby się jej chociaż zwróciło. Sophie była według Lyssy 'za bardzo' i chciała za wiele, ale córka Dolohova zawsze zrzucała to na fakt, że Mulciberowie zdawali się mieć jakąś dziwną słabość do rodowej dewizy. Wżerała im się w mózgi i wyjadała powoli wszystko, co się tam znajdowało, zostawiając tylko nudne pomyśl, że to sen. Ten eskapizm nie był dla niej, bo rzeczywistość oddziaływała na nią za bardzo, zwyczajnie nie pozwalając jej uciec.
- Bawcie się dobrze - pożegnała Victorię i Sauriela, a potem spojrzała na załzawionego kuzyna. Zmierzyła go ostentacyjnym spojrzeniem od stóp do głów. - Leonard czy Charles? Niestety nie noszę przy sobie rodzinnej fotografii - podniosła się ze swojego miejsca, poprawiając kota trzymanego na rękach, dając mu znać że jej warta skończyła się kategorycznie. On nie miał przy tym stoisku pomóc. On miał się nim zająć. - Gdzie Sophie?
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.