Przyzwyczajona do wyższych standardów, Celine miewała czasem problemy z tym, żeby w takim miejscach się odnaleźć. Podczas tego rodzaju wydarzeń. Na takich kiermaszach nie zwykła się pojawiać zbyt często. W zasadzie, to podobne sytuacje można było policzyć na palcach jednej ręki. Z reguły miała na to zbyt napięty grafik. Czekało na nią zbyt dużo innych obowiązków. Wbrew temu, co zapewne myślała na ten temat spora część czarodziejów bawiących się podczas tegorocznego lammas, bycie sławnym wiązało się z ciężką pracą. Mocno specyficzną, ale niewątpliwie ciężką.
- Tak szczerze, to nie mam pojęcia. - to mówiąc wzruszyła ramionami. - Ale jeśli czegoś się nauczyłam, to tego, że warto czasem dmuchać na zimne.
Ile to razy nie doprecyzowała czegoś, prosząc asystentkę o zajęcie się sprawą, przez co później nie była zadowolona z efektu końcowego? Miałaby zapewne problem z tym, żeby tego rodzaju sytuacje zliczyć. Zwłaszcza na palcach jednej dłoni. Dlatego też z biegiem czasu zaczęła dbać o większą precyzje. Oszczędzało to nerwów. Sprawiało, że rzadziej chodziła niezadowolona. A przecież niezadowolona kobieta to prawie jakby kataklizm. Potrafiła taka niekiedy wręcz doprowadzić do nieszczęść na olbrzymią skalę.
- Cóż, w takim razie będziesz musiał uważać na fasolkę w sosie pomidorowym. Stanowi ona dla wielu nieodłączny element pełnego śniadania. - uśmiechnęła się szeroko. Pamiętała wciąż aż nazbyt dobrze, jak jedna z jej kuzynek narzekała właśnie na wspomnianą fasolkę w sosie pomidorowym podczas swoich pierwszych tygodni po przeprowadzce. Nie była dziewczyna do tego rodzaju jedzenia przyzwyczajona. A dodaj do tego jeszcze kiełbaski lub bekon, oczywiście smażone w głębokim tłuszczu! Cóż, można było poczuć się z tym niekomfortowo. Sama Celine zresztą, za tego rodzaju posiłkami nigdy nie przepadała.
Jego podziękowania skwitowała tylko kolejnym uśmiechem. Nie miała tutaj nic więcej do dodania. Nie miała nic do powiedzenia. W chwilę później zaś, pozwoliła mu się oddalić w celu zakupienia wybranych wcześniej napojów - dwóch bąbelkowych herbat brzoskwiniowych, koniecznie z dodatkiem dwóch kostek lodu. Sama w tym czasie skupiła się na śledzeniu tego, co działo się na scenie. Czyżby jakiś konkurs? Nie była na bieżąco. I tak po prawdzie, to nawet nie starała się tego naprawić. Jedynie zabijała czas, czekając na powrót Matthiasa.
Na szczęście całe to czekanie nie trwało długo.
- Merci, cousine. - odezwała się, sięgając po jedną z wysokich szklanek, z przyjemnie schłodzoną herbatą. Pozwoliła sobie z miejsca na upicie kilku niewielkich łyków napoju. Następnie odstawiła szklankę na stolik. - Trwa właśnie pokaz organizacji łowieckiej. Jesteś może zainteresowany? - zapytała, choć sama niezbyt chętnie zdecydowałaby się na to, aby ruszyć w stronę tego tłumu pod sceną. Najpewniej nie czułaby się tam zbyt komfortowo. Poza tym cholera jedna wie, na kogo przyszłoby im się natknąć. Celine wolała jednak mieć wokół siebie przynajmniej odrobinę przestrzeni.