Zajęty podziwianiem córki i syna, znajdujących się właśnie na scenie i szykujących na pierwszą wspólną randkę - za jakie grzechy, na Merlina! - na początku nie zorientował się, że w Dziurawym Kotle miało wydarzyć się coś więcej. Znajdującemu się tych kilka stolików dalej Atreusowi, nie poświęcił bowiem dotąd wystarczająco dużej ilości uwagi. Tak samo zresztą, jak i towarzyszącej mu Malfoyównie. Zajęty przetrawianiem tej jakże cudownej katastrofy, we wszystkim zorientował się dopiero w tej chwili, kiedy Atreus znalazł się bezpośrednio pod sceną. Ze swojego stolika, Mulciberowie mieli na to wszystko naprawdę dobry widok. Praktycznie z pierwszego rzędu! Praktycznie pierwsza klasa.
Nietrudno było połączyć ze sobą wszystkie kropki. Tylko co teraz?
Spojrzał na Ricka. Czy brat również połapał się w tej sytuacji? Rozumiał, że działo się właśnie coś, co mogło w konsekwencji doprowadzić do komplikacji? Nie mógł się z pewnymi kwestiami zdradzić przy Lorien, ale...
- Chyba coś jest nie w porządku. - wreszcie zdecydował się odezwać, przenosząc spojrzenie z brata na żonę, a z żony już na Atreusa i scenę. Czy to był ten moment, kiedy powinien odegrać zmartwionego ojca, trochę zaniepokojonego tym, co właśnie działo się tuż obok sceny? Gdyby tylko podjęcie decyzji było łatwe. Okazało się proste... - Spróbuje się czegoś dowiedzieć, wybaczcie na moment.
Przeprosił ich obydwoje, decydując się ostatecznie zaryzykować i podejść do sceny. O tym, że to właśnie on jest ojcem Wiewióreczki, wiedzieli wszyscy, którzy zarejestrowali jego mały pokaz ojcowskiej dumy. Powinien więc być w wystarczającym stopniu wiarygodny? Miejmy nadzieje!
- Przepraszam. - odezwał się, zatrzymując zaraz za Atreusem i pracownikiem ochrony. Mówił na tyle głośno, że jego pojawienia się nie można było przeoczyć. Nie zarejestrować. No cóż. Przynajmniej się na coś przyda, robiąc nieco zamieszania. - Przepraszam, ale jestem ojcem dziewczyny. - te słowa skierował bardziej do ochroniarza niż Atreusa. Ten drugi musiał go przynajmniej kojarzyć. Byli daleką, ale jednak rodziną. - Czy dzieje się coś, co... - nie dokończył, zamiast tego posłał jednak wymowne spojrzenie w kierunku sceny, które powinno powiedzieć wystarczająco dużo. Pozwolić im zrozumieć, co Robert właśnie starał się przekazać. - Proszę zrozumieć, jestem jej ojcem. To niesforna dziewczyna, ale nie chciałbym, żeby wpakowała się w jakieś problemy. Zresztą, Atreusie, proszę... to przecież Twoja kuzynka. - skupił się przez moment właśnie na aurorze. Nawet jeśli dla niego bardziej liczyła się kariera, to może ten cymbał, jego własny syn, przez te kilka sekund zdąży stąd po prostu nawiać.