23.06.2024, 13:38 ✶
Nie oceniałem The Berga z jego reakcją. Co prawda mógł okazać nieco więcej współczucia wobec dziecka, ale z reguły miał do czynienia jedynie z członkami naszego cyrku, więc dotyk obcej osoby, na domiar taki niezapowiedziany, nawet jeśli była małą, zagubioną osóbką, musiał nieźle zaburzyć jego strefę komfortu. Cofnął się parę kroków, odprowadzając go spokojnym, cierpliwym spojrzeniem, którym zaraz też wróciłem do małej. Nie widziałem więc, jak się szykował na wypadek ataku, a za to zająłem się inną kwestią. Jak to stwierdziłem, mogłem być tym, który mówił i który organizował - co zwykle należało do moich obowiązków. Zamierzałem przy tym pomóc młodej wrócić do domu, gdyż okazało się, że Fiona Cape miała dom. Nawet nie tak daleko stąd, ale zdecydowanie daleko jak dla takiego małego dziecka. Ile mogła mieć? Dziesięć, dwanaście lat?
- I co? I się zgubiłaś...? - dopytałem ją z lekkim uśmiechem z pełną wyrozumiałością. Chciałem wyjść na przyjaznego, jakim właściwie byłem. Tak przynajmniej myślałem, raczej nie błędnie. Przyjaciel dzieci...? Raczej ojciec sporej gromady... Ale jacy by nie byli, to kochałem ich wszystkich nad życie, pomimo ich bolączek i odchyłów.
Musiałem przyznać, że się uśmiechnąłem nawet bardziej, bo zauważyłem z satysfakcją, że nawet swoją postawą odwróciłem uwagę Fiony od The Berga i skierowałem ją na swoją osobę. Dobrze, dobrze. Przynajmniej trochę go odciążę.
- Też się kiedyś zgubiłem. Długo włóczyłem się... po wielkim mieście, a potem znalazł mnie mój tata i zabrał do domu - przyznałem, nieco ucinając tę historię. Odnalazł mnie mój nowy tata Tully. Teraz Fiona była nieco w lepszej sytuacji, bo wiedziała, gdzie mieszka, tylko że... coś nie dawało mi spokoju w jej zachowaniu. Nie wyglądała jak normalne, szczęśliwe dziecko, mimo że się uśmiechała. Tak, jakby gdzieś w jej głowie czaiło się coś złego. Ktoś ją skrzywdził...?
- Pomożemy ci wrócić, tylko powiedz mi jeszcze... Jak się czujesz? Czemu wymknęłaś się z domu? - dodałem, bo jednak jej blada skóra nieco mnie niepokoiła. Zachowywała się normalnie i nie miała oznak stosowanej przeciwko niej przemocy fizycznej, ale była blada i niewyspana, zmęczona bynajmniej. - Chciałabyś mi powiedzieć coś więcej o swoim domu?
- I co? I się zgubiłaś...? - dopytałem ją z lekkim uśmiechem z pełną wyrozumiałością. Chciałem wyjść na przyjaznego, jakim właściwie byłem. Tak przynajmniej myślałem, raczej nie błędnie. Przyjaciel dzieci...? Raczej ojciec sporej gromady... Ale jacy by nie byli, to kochałem ich wszystkich nad życie, pomimo ich bolączek i odchyłów.
Musiałem przyznać, że się uśmiechnąłem nawet bardziej, bo zauważyłem z satysfakcją, że nawet swoją postawą odwróciłem uwagę Fiony od The Berga i skierowałem ją na swoją osobę. Dobrze, dobrze. Przynajmniej trochę go odciążę.
- Też się kiedyś zgubiłem. Długo włóczyłem się... po wielkim mieście, a potem znalazł mnie mój tata i zabrał do domu - przyznałem, nieco ucinając tę historię. Odnalazł mnie mój nowy tata Tully. Teraz Fiona była nieco w lepszej sytuacji, bo wiedziała, gdzie mieszka, tylko że... coś nie dawało mi spokoju w jej zachowaniu. Nie wyglądała jak normalne, szczęśliwe dziecko, mimo że się uśmiechała. Tak, jakby gdzieś w jej głowie czaiło się coś złego. Ktoś ją skrzywdził...?
- Pomożemy ci wrócić, tylko powiedz mi jeszcze... Jak się czujesz? Czemu wymknęłaś się z domu? - dodałem, bo jednak jej blada skóra nieco mnie niepokoiła. Zachowywała się normalnie i nie miała oznak stosowanej przeciwko niej przemocy fizycznej, ale była blada i niewyspana, zmęczona bynajmniej. - Chciałabyś mi powiedzieć coś więcej o swoim domu?