• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 11 Dalej »
[25.10.1964] I have always imagined Paradise as a kind of library. || Laurent & Leon

[25.10.1964] I have always imagined Paradise as a kind of library. || Laurent & Leon
Widmo z Biura
The end
Of the sane world of men
Now I question all that I have seen
Is this is a spectre or a dream
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Leon to czarodziej obdarzony przeciętnym wzrostem (179 cm) i przeciętnej budowie ciała. Ciemny brąz włosów tego czarodzieja kontrastuje z jego bladą i zimną skórą oraz niebieskimi tęczówkami. Ubiera się przeważnie w ciemne i stonowane kolory szat czarodzieja, choć często nosi wyłącznie mugolskie ubrania. Na pierwszy rzut oka może sprawiać wrażenie bardzo słabowitego, co ma związek z ciążącą na nim niczym klątwa chorobą genetyczną.

Leon Bletchley
#9
23.06.2024, 21:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.06.2024, 21:25 przez Leon Bletchley.)  

W sytuacji, w której nie było się członkiem czystokrwistego rodu i nie miało się przyzwoitych koneksji ani stosów galeonów, za które można było kupić absolutnie wszystko i każdego ani nie było się celebrytą, nie miało się szans na zostanie gwiazdą sportu, trzeba było umieć pokazać się od jak najlepszej strony. Jego osiągnięcia powinny mówić same za siebie. Nie zamierzał tego w żaden sposób wyrzucać Laurentowi - nie wybrał on sobie rodziny, w której przyszedł na świat. Nie znał go na tyle dobrze, aby móc stwierdzić, czy faktycznie zjednuje sobie ludzi pieniędzmi czy innymi korzyściami.

Takie życie wśród wszelkich zbytków miało swoje wady i zalety. Jednak nie było to życie, którego mógł pragnąć dla siebie. Wszystkie pieniądze tego świata nie pozwoliłyby mu kupić możliwości uwolnienia się spod jarzma swojej choroby. Ponadto wydawało mu się, że członkowie tych czystokrwistych rodzin rzucają zbyt długie cienie na swoich bliskich. To też nie  było tak, że w jego rodzinie panowała istna sielanka - zawsze jednak mógł liczyć na ich wsparcie, niezależnie od obranej drogi życiowej.

— Comiesięczne seanse spirytystyczne przebiegają zwykle tak samo - chętni próbują swoich sił w przywoływaniu duchów potężnych czarodziejów, chcąc dowiedzieć się czegoś o życiu po drugiej stronie i poznać tajemnice zaświatów. Moja matka wiedzie w tym prym, ja staram się robić to jak najrzadziej. Zaświaty interesują mnie wyłącznie naukowo, jednak to nie zabawa i staram się zachowywać umiar. Rozmawiamy o zjawiskach nadnaturalnych i omawiamy nowe odkrycia związane z obecnością Post-istot. Nie brakuje także alkoholu i dobrego jedzenia. Interesujesz się tym? — To z pozoru nie brzmiało tak porywająco, jakby mogło się wydawać, jednak najlepiej było tego uświadczyć na własnej skórze. Jeśli Laurent był tym zainteresowany to zawsze mógł przyjść na jedno spotkań. Zawsze może pomóc mu odnaleźć się w tym towarzystwie.

— Takie seanse odbywają się także w domu moich rodziców, ale to bardziej dla klientów... był kiedyś czarodziej, który chciał się zapytać ducha swojej matki co myśli o kandydatce na jego drugą żonę. Po zakończeniu tego etapu seansu trzeba było podać mu eliksir spokoju. — To wzmianka mogła wydać się nieprofesjonalna z jego strony, jednak nie podał personaliów tego czarodzieja ani nie przytoczył tego, co wówczas usłyszał. W tamtym momencie stosunkowo trudno było zachować mu powagę, kiedy było się świadkiem sytuacji, jak dorosły mężczyzna był łajany przez ducha swojej zmarłej matki.

— Wspominałem, to prawda. — Potwierdził ten fakt, po czym upił łyk kremowego piwa. Odstawił ponownie kufel na stolik, splatając przed nim ramiona.

— To zaledwie dwa lata różnicy. I dwa różne domy. — Przychylał się do tego, że dwa lata różnicy między nimi to nie przepaść w kwestii roczników, ale przynależność do innych domów nie sprzyjała zawarciu przez nich znajomości we wcześniejszych latach. Leon akceptował fakt, że istnieli czarodzieje, dla których Hogwart nie był najlepszym czasem w ich życiu.

— To nie taka prosta sprawa - w Hogwarcie duchy pełnią funkcję stałych rezydentów i na stałe wpisują się w krajobraz tego zamku. Jeśli pozostają związane z miejscem, w którym żyje ich rodzina, to też trzeba wziąć pod uwagę ich zdanie. Mogę mówić tylko za siebie... gdybym miał znaleźć się w takiej sytuacji to wolałbym aby duchy moich krewnych przeszły do Limbo. Ich czas w świecie żywych dobiegł końca, przynajmniej w tym konkretnym cyklu. Początkiem następnego są narodziny. — Poruszane przez nich kwestie były tymi, które przekraczały zdolności pojmowania wielu ludzi. Bo większość z nich nie zdawała sobie sprawy z praw rządzących tym właśnie światem, a tym bardziej zaświatami. On też nie mógł uchodzić za eksperta w ich sprawie, ale mógł stawiać hipotezy, z nadzieją, że kiedyś uda mu się sprawdzić ich poprawność albo ustalić, że są zupełnie nietrafione. Nie chciał zanudzać swoimi wywodami Laurenta, nawet jak on zdawał się chętnie go słuchać.

— To prawda. Praca ze zwierzętami wydaje mi się nieco bezpieczniejsza... zakładam, że wiesz jak się z nimi obchodzić i przez to możesz uniknąć chociażby bycia kopniętym przez wierzchowca. To jednak odpowiedzialność za żywe istoty, które mogą przejawiać różny temperament i zachowania. W twój zawód jest też wpisana biurokracja. To zawsze najmniej ciekawy aspekt każdej pracy. To jednak trzeba lubić albo mieć pod ręką ludzi, którzy mogą przejąć taką część twoich obowiązków. — Wyraził w tym momencie swoje przypuszczenie, które w tym momencie mogło zostać zweryfikowane przez młodego Prewetta, mogącego odsłonić przed nim kolejne tajniki swojego życia.

— Z oczywistych względów nie mogę brać w takich udziału, ale chętnie bym zobaczył takie wyścigi na własne oczy, z widowni. Jakoś tak się złożyło, że dotąd nie miałem ku temu okazji. Ja tak nie uważam - nie będąc dokładnie zorientowany w tym temacie nie mam podstaw do opowiadania się po jednej albo drugiej stronie. Rozsądek podpowiada mi, że masz słuszność, skoro opiekujesz się tymi magicznymi stworzeniami na co dzień. — Przyznał lekko zmieszany swoim wyznaniem, że jak dotąd nie miał okazji uczestniczyć jako widz w wyścigach konnych. Nie zamierzał w żaden sposób podważać stanowiska Laurenta, za którym stała praktyczna wiedza przekazana mu przez pozostałych członków jego rodziny. Nie pozjadał wszystkich rozumów, jak spotkani przez tego czarodzieja głosiciele podobnych poglądów.

— Do chwili obecnej nie. Nie osobiście. Opowiadano mi o takim zdarzeniu. Jeśli zostanę egzorcystą to one staną się moim chlebem powszednim. — Odpowiedział rzeczowo, z cichym westchnięciem jakby przepraszał za to Laurenta, że nie uraczy go relacją z pierwszej ręki ze swojego kontaktu z opętańcem.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (4045), Leon Bletchley (4432)




Wiadomości w tym wątku
[25.10.1964] I have always imagined Paradise as a kind of library. || Laurent & Leon - przez Leon Bletchley - 18.05.2024, 20:56
RE: [25.10.1964] I have always imagined Paradise as a kind of library. || Laurent & Leon - przez Laurent Prewett - 20.05.2024, 12:46
RE: [25.10.1964] I have always imagined Paradise as a kind of library. || Laurent & Leon - przez Leon Bletchley - 09.06.2024, 22:26
RE: [25.10.1964] I have always imagined Paradise as a kind of library. || Laurent & Leon - przez Laurent Prewett - 16.06.2024, 20:14
RE: [25.10.1964] I have always imagined Paradise as a kind of library. || Laurent & Leon - przez Leon Bletchley - 16.06.2024, 22:21
RE: [25.10.1964] I have always imagined Paradise as a kind of library. || Laurent & Leon - przez Laurent Prewett - 17.06.2024, 18:04
RE: [25.10.1964] I have always imagined Paradise as a kind of library. || Laurent & Leon - przez Leon Bletchley - 20.06.2024, 20:17
RE: [25.10.1964] I have always imagined Paradise as a kind of library. || Laurent & Leon - przez Laurent Prewett - 22.06.2024, 18:47
RE: [25.10.1964] I have always imagined Paradise as a kind of library. || Laurent & Leon - przez Leon Bletchley - 23.06.2024, 21:24
RE: [25.10.1964] I have always imagined Paradise as a kind of library. || Laurent & Leon - przez Laurent Prewett - 29.06.2024, 10:39
RE: [25.10.1964] I have always imagined Paradise as a kind of library. || Laurent & Leon - przez Leon Bletchley - 17.07.2024, 22:37
RE: [25.10.1964] I have always imagined Paradise as a kind of library. || Laurent & Leon - przez Laurent Prewett - 29.07.2024, 22:30
RE: [25.10.1964] I have always imagined Paradise as a kind of library. || Laurent & Leon - przez Leon Bletchley - 30.07.2024, 22:33
RE: [25.10.1964] I have always imagined Paradise as a kind of library. || Laurent & Leon - przez Laurent Prewett - 08.08.2024, 15:20
RE: [25.10.1964] I have always imagined Paradise as a kind of library. || Laurent & Leon - przez Leon Bletchley - 08.08.2024, 21:16
RE: [25.10.1964] I have always imagined Paradise as a kind of library. || Laurent & Leon - przez Laurent Prewett - 10.08.2024, 23:14
RE: [25.10.1964] I have always imagined Paradise as a kind of library. || Laurent & Leon - przez Leon Bletchley - 12.08.2024, 19:39
RE: [25.10.1964] I have always imagined Paradise as a kind of library. || Laurent & Leon - przez Laurent Prewett - 20.08.2024, 23:17

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa