23.06.2024, 22:43 ✶
stoisko ze świecami Mulciberów
Kluczowym problemem sabatów był niewątpliwie fakt, że wszystko działo się bardzo szybko. Może czasem zbyt szybko. Ani się obejrzał, a już Leonard zaczął coś komentować pod nosem. Oczywiście, że nie mógł się z nią tak po prostu zgodzić - nie byłby synem własnego ojca, gdyby zrozumiał, że czasami są rzeczy ważne i ważniejsze. Sama Lorien nie zamierzała się natomiast tłumaczyć ze swojej "troski" i powodów przez które uważa, że powrót Roberta do domu był po prostu złym pomysłem. Ataki paniki, zawały i całe umieranie – to wszystko siedziało w głowie i zatruwało niepotrzebnie myśli przez następne tygodnie czy miesiące. Nie mogli sobie na to pozwolić.
- Ależ oczywiście. Głupia ja.- Zaśmiała się za to w odpowiedzi, ale w tym śmiechu nie było rozbawienia. Ewidentnie nie spodobała jej się ta wyczuwalna pobłażliwość – to była jedna z rzeczy, której Lorien nienawidziła. Dlatego w tym momencie uznała jakąkolwiek rozmowę z młodszym Mulciberem za zakończoną. Nie zaszczyciła nawet chłopaka spojrzeniem.
Co ja mogę wiedzieć o umieraniu i potrzebie odpoczynku pozostało niewypowiedziane, ale dało się wyczuć, że kobieta wyznawała raczej zasadę „odpoczniesz sobie w grobie”.
Poświęciła uwagę za to uwagę mężowi, któremu… wzięło się na czułości? O nie. Może rzeczywiście stało się coś poważniejszego? Może jednak wizyta w Mungu, a nie powrót do domu?
- Taka żona to prawdziwy skarb.
W pierwszej chwili była bliska machnięcia ręką i stwierdzenia – no już daj spokój, przecież wiem. Nie musisz mi mówić oczywistości.
Ale potem padło to okropne „kochanie” i nagle przypomniała sobie Robertowe „słońce” rzucone na widowisku parę dni wcześniej. Najpierw słońce, teraz skarb – w przeciwieństwie do Sophie nie uległa tej pirackiej słodyczy. Ale rzeczywiście! Musiała przyznać, że niemal dała się na to wszystko złapać. W każdej innej sytuacji tylko przewróciłaby oczami. Ale irytacja na Leo tylko dolała do ognia..
O nie, ale to nie do mnie tak.
Na twarzy kobiety pojawił się jeden z najszerszych, wyuczonych uśmiechów. Takich jakimi obdarowuje się krewnych, gdy w prezencie wręczają ci najbrzydszy zestaw ręczników jaki w życiu widziałeś. A potem musisz to paskudztwo trzymać kilkanaście lat w szafie, bo czasami wpadają z wizytą.
- Ah, amore mio!- Zaszczebiotała w odpowiedzi. I ten ton – jak zauroczona nastolatka. Na swoje nieszczęście pan Mulciber, siedząc na jakiejś skrzynce, był teraz w zasięgu jej łapek. Wystarczyło tylko lekko się pochylić, żeby został obdarowany delikatnym, pełnym czułości całusem w policzek.
Chciał się bawić w „kochanie”? Okay.
Odbiła swoją czerwoną szminkę na jego policzku. Och nie! Kompletnie się tego nie spodziewała! Spróbowała ją zetrzeć, rozmazując ją absolutnie niechcący jeszcze bardziej.
- Oj. – Rzuciła niemal przepraszająco. Powodzenia w starciu jej, żeby nie wyglądało to jakby się ocierał po jakże czułym geście.
Zdążyła odskoczyć w ostatniej chwili nim rudowłosa kula armatnia w postaci jej zapłakanej pasierbicy wpadła na Roberta. Słońce powróciło do żywych najwyraźniej. I tyle było z wytarcia resztek szminki ze skóry męża. No trudno. Postanowiła nie poświęcać temu więcej uwagi – chociaż ja o napaściach mowa… Kim był ten okropny człowiek, który zaatakował biedną Sophie? Zapytałaby, ale panowie rozpoczęli dysksuję o tym co się stało na stoisku.
Najgorsze, że Lorien naprawdę próbowała być miła. Uprzejma do bólu. Tak, aby nie doprowadzić do kolejnej eskalacji problemów. Ale gdzieś były granice, a niektóre słowa powinny zostać głęboko w męskiej główce.
- Panie Nott. – Powiedziała sucho. W jednej chwili zniknął ten lekki, niemal naciągany akcent. Zamiast tego każde kolejne słowo zostało wypowiedziane tonem typowego ministerialnego urzędnika. Nie było mowy o opieraniu się o stolik, o rzucaniu żarcików.- Radziłabym się powstrzymać przed obrażeniem służb Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów.
Dobra rada? Zawoalowana groźba? Czego by nie mówić owa dwójka „durni” była mundurowymi. To co wyczyniali to jedna sprawa; obraza Aurora, nawet jeśli ten akurat paradował w cywilu – druga. Inne paragrafy, komisje sędziowskie, precedensy. Choć prawdopodobnie jeszcze żaden sędzia nie miał okazji decydować czy urazy fizyczne spowodowane użyciem świeczki o niewybrednym kształcie to efekt napaści fizycznego czy jednak już seksualnej.