Rudą nieszczególnie interesowały kadzidełka Mulciberów. Nie były to prosukty, z których chętnie korzystała, chyba, że ktoś ją do tego zachęcał, sama z siebie raczej rzadko zakupywała podobne przedmioty. Wolała zbierać do niczego niepotrzebne bibeloty.
- Możemy się przejść, co tylko sobie zażyczysz Camiś. - Dodała jeszcze, bo najistotniejsze było dla niej to, aby on się dobrze bawił, szczególnie po tym małym ataku paniki.
- Jedzenie potrafi ukoić wszystkie lęki, więc jest to wyśmienity pomysł. - No i nieco jej burczało w brzuchu, więc może faktycznie było to coś, czego potrzebowali w tej chwili.
Jakoś udało im się dojść do stoiska Nory, przy którym nie było teraz właścicielki, a Wendy jej pomocnica. Heather przyglądała się tym wszystkim słodkością, nie do końca wiedząc, co powinna sobie kupić. Musiała dbać o linię, więc rzadko kiedy pozwalała sobie na opychanie się słodyczami, ale jeden lodzik, jeszcze nikomu nie zaszkodził, czyż nie? Poprosiła więc o loda, nie do końca zdając sobie z tego sprawę, że jego zjedzenie przyniesie jej chwilową niedyspozycję. Od razu go skosztowała. Był całkiem smaczny, zamierzała o tym wspomnieć Cameronowi, gdy jednak otworzyła buzię z jej ust zabrzmiał jedynie przeciągnięty dźwięk przypominający chrukmnięcie świni. Lupin mógł zauważyć przerażenie w oczach Heather, bo nie było to to, czego się spodziewała. Po chwili kilka kolejnych dźwięków wydobyło się z jej ust, jednak nadal mówiła świńskim językiem.
Zamilkła w końcu nieco rozczarowana, najwyraźniej ktoś nie chciał, żeby w tej chwili się odzywała.