06.01.2023, 23:34 ✶
Tak jak żal mu było tej dwójki, tak i trochę im zazdrościł. Gdzieś w swoim środeczku. Tego, że siebie mają. Tego, że nie są sami jak pierdolony palec na tym świecie (ale to palce nie występowały w kompanii 5?). Pytanie czy było czego zazdrościć? Sam sobie to pytanie zadawał. Raczej patrzył na to z dystansem, bo mieli siebie, jasne. Tylko czy to na pewno było błogosławieństwo? Nigdy by nie powiedział, że Charles był kulą u nogi Fineasa. Ale tylko dlatego, że widział, co się z Fineasem dzieje. Uważał, że Charles był kluczem do człowieczeństwa tego mężczyzny. Że jeśli cokolwiek trzymało go przy zdrowych zmysłach i pomagało zmrużyć oczy to, pomimo całego zmartwienia, myśl, że Charles ma się dobrze. I że to dzięki niemu udawało się go trzymać z daleka od gnojowiska, zanim wpadł w to szambo po uszy. Pomógłby, gdyby tylko umiał. A jedyne, co umiał, to czasem ich kryć, jeśli taka potrzeba zachodziła. Nie miał ambicji na to, by być kimkolwiek ważnym w tym pojebanym zbiorowisku psychopatów i morderców. O zgrozo, przecież zaliczał się do drugiego grona. A dzisiaj mógł tylko przynieść Fineasowi whisky, gdy pierwszy raz jego dłonie splamiła krew. Zadziwiająco dobrze się trzymał.
Sauriel po pierwszej śmierci rzygał jak kot i chorował chyba dwa tygodnie.
Whisky była do połowy pusta, jak do połowy puste było to, co działo się między braćmi. Zamiast być zapełniane tworzeniem pozytywnych chwil to był żar. I chyba jakiś żart do kolekcji. Na współkę z tym, że nie da się utrzymać takiej ilości sekretów przed kimś, kto za dużo widzi, potrafi łączyć wątki i przede wszystkim doskonale zdaje sobie sprawę, że z Fineasem nie działo się zupełnie nic dobrego. Czy Sauriel lubił Charlesa? Spędzając tyle czasu z Fineasem, który był mu dość bliskim gościem, z którym dzielił wiele przeżyć i z którym nie raz pomagali sobie wzajem wstać z ziemi, kiedy wydawało się to niemożliwe, z jakiegoś powodu czuł za niego odpowiedzialność. Za Charlesa się znaczy. Jakby ta braterska więź go musnęła, pomiziała po kostkach jak kot zmuszając do zainteresowania się. A jak to z kotami bywało - no przecież słodziakowi nie odmówisz, prawda? Weźmiesz go na ręce. A kiedy już to robisz niekoniecznie chciałeś go odkładać.
Nie spodziewał się, że obiekt wszystkich zmartwień Fineasa i jednocześnie obiekt jego wybawienia i nadziei wtargnie tutaj, manifestując swoje żale i złości, a niesprawiedliwość świata nie zechce przepisać historii i etykiety podług jego woli. Nie. Los miała to w szanowanym tyłeczku, którym trzęsła i czasami go wypinała, jeszcze się klepiąc. Przeznaczenie? Jasne, jeśli wierzysz w nieuniknione to nie ważne, co zrobisz i tak do niego dotrzesz. Niech będzie, że Los z Przeznaczeniem zatańczyły walca i przypadek z zapisaną przyszłością spięły się razem na tę chwilę. Chwilę, w której Sauriel zamknął powieki, odetchnął i mocniej zacisnął palce na szklanicy. Czy mógł mu przerwać? Ano - mógł. Jak to mówią jednak: młodzi się muszą wyszumieć.
Sauriel bardzo powoli obrócił się w kierunku Charlesa. Mężczyzny jawnie zawiedzionego, że spotkał tutaj kogoś innego niż tego, którego spotkać się spodziewał.
- Łooł, byczku, ale bez takich demonstracji siły, bo się aż zlęknę. - Powiedział zblazowanym tonem Sauriel zanurzając usteczka w whiskey. Niemal siorbnął dla efektu. Dał mu dodatkowe minuty dla przyswojenia pewnej wiedzy, tych informacji, tego, że brata tu nie ma, a on wszedł na pełnej. - Serio, Charles. Przychodzisz tu z pyskiem i pretensjami do niesprawiedliwości świata? - Wskazał szklanką na gazetę. Teraz tę nie-w-całości-gazetę. - Może jakieś wsparcie dla brata zamiast domagania się świątobliwej sprawiedliwości.
Sauriel po pierwszej śmierci rzygał jak kot i chorował chyba dwa tygodnie.
Whisky była do połowy pusta, jak do połowy puste było to, co działo się między braćmi. Zamiast być zapełniane tworzeniem pozytywnych chwil to był żar. I chyba jakiś żart do kolekcji. Na współkę z tym, że nie da się utrzymać takiej ilości sekretów przed kimś, kto za dużo widzi, potrafi łączyć wątki i przede wszystkim doskonale zdaje sobie sprawę, że z Fineasem nie działo się zupełnie nic dobrego. Czy Sauriel lubił Charlesa? Spędzając tyle czasu z Fineasem, który był mu dość bliskim gościem, z którym dzielił wiele przeżyć i z którym nie raz pomagali sobie wzajem wstać z ziemi, kiedy wydawało się to niemożliwe, z jakiegoś powodu czuł za niego odpowiedzialność. Za Charlesa się znaczy. Jakby ta braterska więź go musnęła, pomiziała po kostkach jak kot zmuszając do zainteresowania się. A jak to z kotami bywało - no przecież słodziakowi nie odmówisz, prawda? Weźmiesz go na ręce. A kiedy już to robisz niekoniecznie chciałeś go odkładać.
Nie spodziewał się, że obiekt wszystkich zmartwień Fineasa i jednocześnie obiekt jego wybawienia i nadziei wtargnie tutaj, manifestując swoje żale i złości, a niesprawiedliwość świata nie zechce przepisać historii i etykiety podług jego woli. Nie. Los miała to w szanowanym tyłeczku, którym trzęsła i czasami go wypinała, jeszcze się klepiąc. Przeznaczenie? Jasne, jeśli wierzysz w nieuniknione to nie ważne, co zrobisz i tak do niego dotrzesz. Niech będzie, że Los z Przeznaczeniem zatańczyły walca i przypadek z zapisaną przyszłością spięły się razem na tę chwilę. Chwilę, w której Sauriel zamknął powieki, odetchnął i mocniej zacisnął palce na szklanicy. Czy mógł mu przerwać? Ano - mógł. Jak to mówią jednak: młodzi się muszą wyszumieć.
Sauriel bardzo powoli obrócił się w kierunku Charlesa. Mężczyzny jawnie zawiedzionego, że spotkał tutaj kogoś innego niż tego, którego spotkać się spodziewał.
- Łooł, byczku, ale bez takich demonstracji siły, bo się aż zlęknę. - Powiedział zblazowanym tonem Sauriel zanurzając usteczka w whiskey. Niemal siorbnął dla efektu. Dał mu dodatkowe minuty dla przyswojenia pewnej wiedzy, tych informacji, tego, że brata tu nie ma, a on wszedł na pełnej. - Serio, Charles. Przychodzisz tu z pyskiem i pretensjami do niesprawiedliwości świata? - Wskazał szklanką na gazetę. Teraz tę nie-w-całości-gazetę. - Może jakieś wsparcie dla brata zamiast domagania się świątobliwej sprawiedliwości.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.