Kiwnęła głową.
- No konkurs. - powtórzyła, kompletnie nieświadoma tego, że z pewnych przyczyn Matthew mógł być negatywnie nastawiony do konkursów. A nawet niekoniecznie Matthew, co Stanley. A że Penny nie wiedziała, że Matthew tak naprawdę miał na imię Stanley... już może lepiej ten temat zostawmy. - Właśnie coś tam trwa na scenie.
I nawet w kierunku tej sceny ruda spojrzała. Akurat z tego miejsca mieli całkiem dobry widok na to, co działo się na scenie oraz w jej pobliżu. Rzecz jasna na tyle dobry, na ile dobry on mógł być, kiedy pod uwagę wziąć odległość i tłumy czarodziejów bawiących się podczas kiermaszu.
- Oh. - skomentowała jego wyzwanie. Czy w jej głosie wybrzmiał lekki zawód? Możliwe. Penny bowiem nigdy nie miała szczęścia do konkursów. Zwłaszcza, kiedy na takowe przyszło jej natrafić, kiedy przebywała w towarzystwie innych ludzi. Choćby Terry'ego, który miał prawdziwą wprawę w tym, żeby jakoś się od tego wykręcić. - Rozumiem. - dodała, widząc nietypową reakcje Matthew. Bardziej dlatego, że wydawało się to na miejscu, że tak powinno się powiedzieć, niż z racji na to, iż Penny faktycznie rozumiała.
Nie wtrącała się, pozwalając Matthew wybrać kolejną atrakcje. O ile można nazwać to w ten sposób. Oczy jej aż rozbłysły, kiedy ten zaproponował loterie. Bo i kto nigdy nie cieszył się trafiając na wygrany los, z którego wypadła jakaś kompletna pierdoła? Akurat miała przy sobie wystarczająco pieniędzy, żeby sprawdzić na ile dopisywało jej szczęście.
- Zdecydowanie. - odpowiedziała na pytanie, biorąc Matthew za rękę i ciągnąc w kierunku, gdzie znajdywały się loteryjne stoły. Mieli do przejścia spory kawał drogi, ale nie na tyle, żeby był to problem. Ot, z jednej części placu na drugą, przy okazji mijając scenę oraz strefę gastronomiczną.
Kiedy wreszcie udało im się dotrzeć do celu, znaleźli się na końcu, na ten moment raczej niewielkiej kolejki. Penny sięgnęła do swojej torebki, wyciągając z niej portfel. Była gotowa na to, żeby wydać wszystkie swoje zaskórniaki. Pieniądze, które odkładała na czarną godzinę, ale do tej godziny nigdy nie udało im się dotrwać.
- Poproszę... - zawahała się, kiedy wreszcie znaleźli się przed sprzedawcą. - ...trzy losy. - dokończyła, upewniwszy się, że na te losy ją zwyczajnie stać. Nie chciała się przy tym nieprzyjemnie zaskoczyć.