27.06.2024, 21:38 ✶
Nie miała pojęcia, dlaczego jej różdżka aż tak się buntowała - co było w pierwszych chwilach dość irytujące. Musiało chodzić o szkołę używanych przez nią zaklęć, bo przecież Pandora była naukowcem, magicznym wynalazcom, który rozbierał mechanizmy na czynniki pierwsze, a nie rzucał kulami ognia. Typowe zaklęcia bojowe zawsze wydawały się jej przesadnie brutalne, a i w gruncie rzeczy, nienawidziła krzywdzić zarówno ludzi, jak i zwierząt. Może dlatego te sprzeciwy wobec zaklęć, które nie były przez nią praktycznie nigdy używane? Tureckie, bezgłośne przeklęcie wymknęło się jej pod nosem, na szczęście zagłuszone przez trwający dookoła chaos. Znów omiotła otoczenie, chociaż głos Jamesa szybko skupił na sobie uwagę brązowych oczu. Mogłaby coś zrobić z podziemną rzeką, transmutować świetliki lub skręcić z nich zaporę, którą magicznie by zabezpieczyli, ale nie było na to czasu, zważywszy, że roślina wcale się nie męczyła.
- Jeśli jedna i bez możliwości zablokowania od zewnątrz, to nic faktycznie nie da. - zgodziła się z westchnieniem, świdrując go wzrokiem. Wszystkie rozwiązania delikatne i naukowe, które przychodziły jej do głowy, wymagały czasu. Na przeklętego ducha. Zachwiała się od nagłego wystrzelenia rośliny ku górze, uważając, aby odłamki ziemi czy drobnych kamyków nie trafiły kogoś z jej najbliższego otoczenia. Przeniosła pełne uznania i podziwu spojrzenie na Morpheusa, który musiał być prawdziwym ekspertem w dziedzinie zielarstwa i związanych z nim zaklęć — bo w gruncie rzeczy nie zwróciła wcześniej uwagi, jaką magię stosował. Uśmiechnęła się pod nosem na myśl o tym, jak zdolna była ich rodzina.
Wszyscy reagowali szybko, sprawnie - jak mechanizm, którego zębatki doskonale ze sobą stykały. Pożar był gaszony, Penny zamroziła korzenie, na co Panda posłała jej szeroki, również pełen podziwu uśmiech.
- Roztrzaskaj je teraz, część zaklęcia powinna przedostać się do wewnątrz i dotknąć wody w roślinie. - zasugerowała, a sama uniosła różdżkę. Posłała jej karcące spojrzenie, prosząc w myślach, aby tym razem miała ochotę na jakąkolwiek współpracę. Ponownie rzuciła zaklęcie zamrażające, chcąc spotęgować efekt otrzymany przez Pannę Weasley. W końcu zaklęcie to miało obronić ludzi i pomóc w rozwiązaniu problemu, a także zabezpieczyć sad rodziny Abbott, miała więc nadzieję, że tym razem odrobinę zdawać by się mogło, złośliwy, transmutator, pójdzie jej na rękę. Świetliki, które wcześniej wysłała, również zaczęły krążyć dookoła dotkniętych lodem korzeni, aby metalowe skrzydełka mogły roztrzaskiwać lód i niszczyć to, co działo się w ich wnętrzu, lub raczej naruszać go na tyle, aby inni mieli ułatwione zadanie.
Zaklęcie zamrażające w korzenie, aby lód się rozprzestrzenił i dotarł głębiej w roślinę, unieruchamiając ją.
- Jeśli jedna i bez możliwości zablokowania od zewnątrz, to nic faktycznie nie da. - zgodziła się z westchnieniem, świdrując go wzrokiem. Wszystkie rozwiązania delikatne i naukowe, które przychodziły jej do głowy, wymagały czasu. Na przeklętego ducha. Zachwiała się od nagłego wystrzelenia rośliny ku górze, uważając, aby odłamki ziemi czy drobnych kamyków nie trafiły kogoś z jej najbliższego otoczenia. Przeniosła pełne uznania i podziwu spojrzenie na Morpheusa, który musiał być prawdziwym ekspertem w dziedzinie zielarstwa i związanych z nim zaklęć — bo w gruncie rzeczy nie zwróciła wcześniej uwagi, jaką magię stosował. Uśmiechnęła się pod nosem na myśl o tym, jak zdolna była ich rodzina.
Wszyscy reagowali szybko, sprawnie - jak mechanizm, którego zębatki doskonale ze sobą stykały. Pożar był gaszony, Penny zamroziła korzenie, na co Panda posłała jej szeroki, również pełen podziwu uśmiech.
- Roztrzaskaj je teraz, część zaklęcia powinna przedostać się do wewnątrz i dotknąć wody w roślinie. - zasugerowała, a sama uniosła różdżkę. Posłała jej karcące spojrzenie, prosząc w myślach, aby tym razem miała ochotę na jakąkolwiek współpracę. Ponownie rzuciła zaklęcie zamrażające, chcąc spotęgować efekt otrzymany przez Pannę Weasley. W końcu zaklęcie to miało obronić ludzi i pomóc w rozwiązaniu problemu, a także zabezpieczyć sad rodziny Abbott, miała więc nadzieję, że tym razem odrobinę zdawać by się mogło, złośliwy, transmutator, pójdzie jej na rękę. Świetliki, które wcześniej wysłała, również zaczęły krążyć dookoła dotkniętych lodem korzeni, aby metalowe skrzydełka mogły roztrzaskiwać lód i niszczyć to, co działo się w ich wnętrzu, lub raczej naruszać go na tyle, aby inni mieli ułatwione zadanie.
Zaklęcie zamrażające w korzenie, aby lód się rozprzestrzenił i dotarł głębiej w roślinę, unieruchamiając ją.
Rzut N 1d100 - 24
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut N 1d100 - 22
Akcja nieudana
Akcja nieudana