Patrzył na brata w dokładnie ten sam sposób, starając się ukryć wszelkie emocje, kiedy ten zaczął się ze wszystkiego tłumaczyć. Łatwo było zauważyć, że wypowiadane słowa nieszczególnie wpływały na jego postawę. Zachowanie. Nadal pozostawał odległy. Wyraźnie niechętny do tego, aby tę rozmowę kontynuować.
- Skoro tak twierdzisz. - padło jedynie z jego słowy.
Niby posiadał solidne podstawy, aby bratu uwierzyć, ale zazdrość nie działała w ten sposób. I przede wszystkim - nie zawsze była czymś logicznym. Dlatego też łatwo było odsunąć to teraz na bok i skupić się na samych negatywnych emocjach. Odczuwanej niechęci. Poczucia irracjonalnej przecież zdrady.
- Nie zapominaj, że Londyn nie jest ostatnio bezpieczny. - na odchodnym rzucił jeszcze tych kilku słów. Pozwolił sobie na tę przestrogę pod jego adresem. A następnie ruszył w kierunku schodów prowadzących na piętro. Tym razem już się nie ociągając, nie spoglądając przez ramię, nie zatrzymując nawet na krótką chwilę. Kilka chwil później, usłyszeć było można, jak zamykają się drzwi prowadzące do jego sypialni.
Sypialnie opuścił następnego dnia. Wczesnym rankiem. Tak jak to miał w zwyczaju. Nie czekając na pozostałych domowników, których obecnie było więcej niż zwykle, udał się do jadalni, gdzie zajął się przygotowanym przez Selar śniadaniem oraz najnowszym wydaniem Proroka Codziennego. Nieśpieszni zajmując się drugim tostem, przerzucił strony, szukając w gazecie czegoś choć trochę bardziej interesującego. Pojawienia się brata nawet nie zarejestrował. Albo udawał, że mu ono umknęło, chcąc jak najdłużej unikać wchodzenia z Richardem w interakcje? Jedno z tych dwóch na pewno miało tutaj miejsce.
Spojrzał na Richarda dopiero w momencie, kiedy zdecydował się sięgnąć po kawę. Trochę zdążyła wystygnąć, ale na całe szczęście nadal dało się pić.
- Selar jeszcze nie przygotowała śniadania dla wszystkich. - odezwał się, informując przy okazji o czymś, co było dość oczywiste. Stół bowiem nie był nakryty. Nie można było na nim uświadczyć nawet dzbanka z kawą. Aczkolwiek nie powinno to nikogo dziwić. Godzina była bowiem wciąż stosunkowo wczesna. Wyglądało na to, że zjawiając się w jadalni wcześniej, Robert chciał uniknąć towarzystwa.
No cóż, nie do końca mu się to udało. Przynajmniej tym razem.