— Mam wrażenie, że mnie tamta ciemność potraktowała zaskakująco ulgowo.
Przysłuchiwał się, połowicznie aby rzeczywiście wysłuchać bratanka, połowicznie ponieważ był Niewymownym, nie słyszał o przypadku spętania trzech osób. Zadusił pytania, z zakresu tych inwazyjnych, czysto naukowej analizy tego sprzężenia, na przykład o wrażenia natury intymnej, kolor kwiatków i dokładnie w jakiej korelacji byli w trójkę. To byłoby nie na miejscu. Zamiast tego sięgnął do tych koneksji. Nie wyobrażał sobie połączyć się tak z kimkolwiek. Zagrożenie w Departamencie, dołączenie do klubu czytelniczego Brenny, zanurzanie się we wszystko, co dziwne i niebezpieczne dla poznania. Dla prawdy. Nie chciałby krzywdzić nikogo swoją osobą. Wystarczyło, że mógł zranić Antoniusza, gdyby nagle ten musiał wyegzekwować jego ostatnią wolę.
— Przekleństwo zamiast błogosławieństwa. To słyszę z twoich ust. Nie dziwię się, masz bardzo... Intensywne życie. Do tego przemiany. To musiało bardzo boleć. Ale to nie jest twoja wina, tylko szalonych kaplanek. Słyszałeś co się wydarzyło na Lithcie, od dawna jest prowadzony przez osobę niestabilną. To wina kowenu i tego, że ze starożytną magią zawsze jest tak... Dziwnie. Uzależnia. Człowiek racjonalizuje zachowania, bo przecież będziesz wiedział pierwszy, będzie połączone, może to odmieni wszystko. Bymbyśki, które gnieżdżą się w głowach. Niech coś by się stało, odpukać i będzie myśl, och widziałbym. I co. Cierpiałbyś tylko, nic więcej, dobrze zrobiliście — stwierdził ze współczuciem, stukając o parkiet knykciami. Odpukać w niemalowane, aby energia zeszła do ziemi i nie nastąpiła samospełniająca się przepowiednia. Nic dziwnego, że ewentualny związek nie wytrzymał tej próby. Co innego mieć świadomość niebezpieczeństw życia brygadzisty, czymś innym współodczuwać razem z nim każdy ciężki oddech, cios, siniak, każde cierpienie.
— Nie ty jeden napisałeś kilka głupich rzeczy po tym bimbrze. — Morpheus zamknął na chwilę oczy, jakby chciał dotknąć magii, której nie posiadał, magii Brenny, spoglądania w przeszłość. — Nie widzieliśmy się od lat. On napisał mi durną rzecz, ja jemu. Później widzieliśmy się na weselu Blacków. To był bardzo zły pomysł, zwłaszcza gdy uczucie nie gaśnie od dekad. Tylko z mojej strony, tak myślę. Miłość to trudna rzecz, ciężka praca, ale w gruncie rzeczy warta tego poswiecenia.
Dołączył do gapienia się w sufit, zastanawiając się kogo powinien zapoznać z pewną zasłoną w Departamencie Tajemnic, kto skrzywdził Erika tak dogłębnie, że określał go bardzo nieprzyjemnymi epitetami. Miał nadzieję, że jednak nie chodziło o Antoniusza.