29.06.2024, 08:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.06.2024, 08:31 przez Anthony Shafiq.)
Scena
Przyjmuję nagrodę i przekazuję dzika w odpowiednie ręce
Przyjmuję nagrodę i przekazuję dzika w odpowiednie ręce
Początkowo był przekonany, że to Erik swoim jednym doskonałym strzałem zgarnął dla siebie laur. Dopiero po chwili, szczęśliwie nim powiedział cokolwiek, zorientował się, że pozostałe dwie tarcze pozostają puste. I może gdyby go nie znał, pomyślałby, że rzeczywiście Longbottom chciał mu sprawić przyjemność, ale zdawał sobie sprawę aż za dobrze jak Warownia wpajała w duszę rywalizację. Oczywiście zdrową, oczywiście honorową, a jednak detektyw nie miał dla niego żadnej taryfy ulgowej ponad miesiąc temu podczas ich treningu, dlaczego więc miałby przyjmować ją teraz?
– Winszuję dziesiątki – odpowiedział Erikowi, dławiąc szczątkami woli całą resztę potoku słów, która przychodziła mu na myśl w związku z całą sytuacją i tym jak blisko siebie teraz stali. Powstrzymał zalew tych wszystkich niestosownych pragnień, popychających człowieka do równie niestosownych zachowań i absolutnego braku profesjonalizmu, dyskrecji i postawy jakiej oczekiwałoby się po dorosłych mężczyznach pełniących funkcje publiczne, stojących na środku sceny ustawionej w osi dziejącego się sabatu. Pozwolił sobie tylko na ułamek sekundy zapomnienia, spojrzenie które nie musiało trwać tak długo. Na jedno uderzenie serca, na jedno mocne zaciągnięcie się powietrzem współdzielonej przestrzeni.
I zaraz potem wszedł w rolę, tak naturalnie jakby nigdy jej nie opuszczał, maskując wszystko życzliwym uśmiechem zarezerwowanym do przeróżnych laudacji i podziękowań wdzięcznych pracowników, członków klubu Muza, przedstawicieli konwenu... Wyuczone gesty wyglądały naturalnie, koleina szeroka latami działalności politycznej. Swoją uwagę skupił w całości na gratulującej mu Geraldine.
– Dziękuję bardzo panno Yaxley. Bogowie sprzyjają tym, którzy pragną próbować nowych rzeczy, którzy przekraczają horyzonty – zacytował sam siebie, używając słów, którymi tłumaczył projekt nad którym w pocie czoła pracowały powołane przez niego zespoły, projekt, który zakładał handel z krajem po drugiej stronie globu. Spójna narracja, jak pięknie można było to wykorzystać, zadbać o wizerunek Departamentu, liczył bardzo na Isaaca w tej materii, jego obecność w prasie ostatecznie przynosiła swoje plusy tak długo, jak ktoś nie zacznie publicznie punktować jego zatrudnienia w ministerstwie.
Odwrócił się też do publiczności pozwalając sobie na zamachanie ręką w kierunku białej głowy Lorraine (choć przecież mogło to być pomachanie do kogokolwiek), uhonorowany szarfą zaś dodał też niezbyt głęboki ukłon dziękujący za oklaski. Odwrócił się też po to, by otaksować pospiesznie tłum, by wychwycić wzrokiem jakieś dziecko. Szczęśliwie przy scenie stała jasnowłosa dziewczynka.
– Coś czuje, że moja włochata świnka wolałaby u kogo innego znaleźć dom... – przyklęknął i wyciągnął dłoń ze wstążką na której końcu fruwał chrumkający balonik ku Mabel aby przekazać jej zabawkę.
– Winszuję dziesiątki – odpowiedział Erikowi, dławiąc szczątkami woli całą resztę potoku słów, która przychodziła mu na myśl w związku z całą sytuacją i tym jak blisko siebie teraz stali. Powstrzymał zalew tych wszystkich niestosownych pragnień, popychających człowieka do równie niestosownych zachowań i absolutnego braku profesjonalizmu, dyskrecji i postawy jakiej oczekiwałoby się po dorosłych mężczyznach pełniących funkcje publiczne, stojących na środku sceny ustawionej w osi dziejącego się sabatu. Pozwolił sobie tylko na ułamek sekundy zapomnienia, spojrzenie które nie musiało trwać tak długo. Na jedno uderzenie serca, na jedno mocne zaciągnięcie się powietrzem współdzielonej przestrzeni.
I zaraz potem wszedł w rolę, tak naturalnie jakby nigdy jej nie opuszczał, maskując wszystko życzliwym uśmiechem zarezerwowanym do przeróżnych laudacji i podziękowań wdzięcznych pracowników, członków klubu Muza, przedstawicieli konwenu... Wyuczone gesty wyglądały naturalnie, koleina szeroka latami działalności politycznej. Swoją uwagę skupił w całości na gratulującej mu Geraldine.
– Dziękuję bardzo panno Yaxley. Bogowie sprzyjają tym, którzy pragną próbować nowych rzeczy, którzy przekraczają horyzonty – zacytował sam siebie, używając słów, którymi tłumaczył projekt nad którym w pocie czoła pracowały powołane przez niego zespoły, projekt, który zakładał handel z krajem po drugiej stronie globu. Spójna narracja, jak pięknie można było to wykorzystać, zadbać o wizerunek Departamentu, liczył bardzo na Isaaca w tej materii, jego obecność w prasie ostatecznie przynosiła swoje plusy tak długo, jak ktoś nie zacznie publicznie punktować jego zatrudnienia w ministerstwie.
Odwrócił się też do publiczności pozwalając sobie na zamachanie ręką w kierunku białej głowy Lorraine (choć przecież mogło to być pomachanie do kogokolwiek), uhonorowany szarfą zaś dodał też niezbyt głęboki ukłon dziękujący za oklaski. Odwrócił się też po to, by otaksować pospiesznie tłum, by wychwycić wzrokiem jakieś dziecko. Szczęśliwie przy scenie stała jasnowłosa dziewczynka.
– Coś czuje, że moja włochata świnka wolałaby u kogo innego znaleźć dom... – przyklęknął i wyciągnął dłoń ze wstążką na której końcu fruwał chrumkający balonik ku Mabel aby przekazać jej zabawkę.