Byłaby smaczna? Na pewno. To byłoby kłamstwo - powiedzenie, że Sauriel był jakimś smakoszem... Kłamstwem też byłoby powiedzenie, że nie było takich żył, w które bardzo, ale to bardzo chciał się wbić. Niektórzy samą swoją prezencją kusili go do złego, ale nie pamiętał, kiedy ostatni raz mu się to zdarzyło. Może z uważną Daisy w ciemnym zaułku nocą, której strach mieszał się z ciekawością, kiedy prowadził grzeczną dziewczynkę przez niegrzeczny mrok? Chyba z Fergusem, dawno temu, kiedy spotkali się przypadkiem w zaułku - i jego też opętał strach, a mimo to ciągle ciągnęło go do przodu. Dawniej - dawniejszych czasów nawet nie liczył, bo one się nie liczyły. Od dobrych paru miesięcy nie miał tego odczucia. Nauczył się bardzo dobrze panować nad tym głodem, którego podszewka norm stała się tak oczywista, że nie wiedział, że można było inaczej. Już nie pamiętał. Minęły niby tylko trzy lata, zatrzymując go w tym młodzieńczym ciele - niby dorosłym, a przecież jeszcze brakowało paru lat, żeby w pełni jego twarz nabrała męskich rys. Nijak mu to nie przeszkadzało, jeszcze nie. Świat nie zmienił się aż tak w jego oczach, ludzie dookoła niego się tak nie zmienili. Obserwował na razie statyczność dookoła siebie. Co zaś będzie za lat 10? Czarodzieje przecież potrafili przeżyć ponad 200 lat. Jeszcze trochę więc tego życia dla bliskich wokół zostało. Na tyle, żeby przejmowanie się tym odeszło w kąt tak samo jak niekontrolowalny głód.
Więc: moooże? Może. Cwaniacki i arogancki uśmiech tylko się pogłębił. "Hmph!" wydobyło się gdzieś z jego gardzieli, mając zastąpić: no przecież wiem jednym dźwiękiem. Pozwoliłaby mu na bardzo dużo. I dlatego, że by na to pozwoliła nie chciał tego eksplorować. Przekraczać granicy, za którą czaiły się pokusy, od których potem czasem ciężko było się odwrócić. Które mogły coś zmienić. Niekoniecznie na gorsze, niekoniecznie na lepsze. Musiałby być gotów zaryzykować, a nie był.
- Taka słodka kobietka na pewno ma przesłodką krew. - Peplał sobie dalej między kolejnymi gryzami torta. - Jak ta truskaweczka w czekoladzie. - Którą Victoria się raczyła. Spojrzał na nią mówiąc to, żeby poobserwować reakcję. To, jak się obracała i spoglądała po sobie. Może szukała czekolady? Nawet nie przeszło mu na myśl, że właśnie sprawdzała, czy na pewno godnie się prezentowała. - Ooo... to wyzwaaanie... - Zamruczał przeciągle, przymrużył oczy. Złapał szampana, którego akurat niósł kelner na tacy i zamoczył w nim usta. Na jakieś cztery łyki, czyli zupełnie nie tak, jak się szampana pić powinno. Jakoś nie było chętnych do upominania Rookwooda. Być może dlatego, że wyglądał na dokładnie takiego, jakim był, nawet z tymi błyszczącymi oczami i zadowoleniem - na gościa, który może bardzo uprzykrzyć ci życie. - To szykuj się, bo idziemy tańczyć. - Zameldował, bo przecież nawet to nie było pytanie. - Pokażę ci, jak się tańczy, Maleńka.- To już zabrzmiało jak groźba z wilczym uśmiechem, a było ledwo obietnicą.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.