29.06.2024, 19:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.06.2024, 19:18 przez Leo O'Dwyer.)
To ewidentnie grupowe było omamienie. Klątwa postępowała. Rozprzestrzeniła się z Norki na biedną małą Mabel, a z tej z kolei na Karla. Chociaż Karl od zawsze miał specyficzny brak humoru, to jednak nie mógł być tak głupi, żeby zlekceważyć jasne sygnały, że coś tu nie grało. Coś bardzo tu nie grało. Narzeczonego Norki nigdy tu nie było, teraz nagle się pojawił i dla wszystkich to była norma. Nie, to nie było normalne.
Pokręciłem bezradnie kocią główką. Nikt mnie nie rozumiał, a tym bardziej moich starań. Zarówno Norka, jak i jej mniejsza wersja, robiły wszystko by ten Thoran mi się wymknął. I podziałało, na złość mojej osobie, bo sobie wyfrunął tchórz. Na domiar złego dostałem ulubionym, a właściwie jednym z ulubionych, pluszaków Mabel.
Zeskoczyłem zniechęcony na niższe poziomy aż w końcu stanąłem na podłodze. Spojrzałem oskarżycielsko na Karla, bo on wydawał się być tu najrozważniejszą osobistością, a jednak mnie zawiódł. Albo był również przeklęty. Ech, tak na dobrą sprawę nie miałem kogo wskazywać pazurem, bo jak nie byli w pełni trzeźwości umysłu, to po prostu nic nie wiedzieli... Biedny Thomas.
Cóż, przemieniłem się z powrotem w człowieczą postać i od razu złapałem za nóż. Tak nie będzie. Nie pozwolę na to. Ja się dokładnie przyjrzałem temu ptakowi. Znajdę go, choćby się ukrywał w całym kluczu krogulców.
- Thomas, nie słuchaj ich. To z pewnością klątwa - odparłem, zajmując się przemienieniem noża w... łuk? Ciekaweee... Zapewne nigdy tego nie robiłem, więc też byłem ciekawy, jak mi to wyjdzie. - Nie dziwne? Nie było nikogo w życiu Norki i nagle - CYK! - jest narzeczony, który na dodatek oświadczał się innej lasce w Dziurawym Kotle i... - zacząłem, patrząc na małą. Nie, nie mogłem przy niej takich rzeczy mówić. Cóż, laskę przeklęło tak, że wciąż nikt nie był jej w stanie pomóc. Przebywała w Mungu od kilkunastu dobrych dni. Miałem aby nadzieję, że Thomas sobie odpowiednio dopowie to milczenie.
- To nie żaden Sam, tylko THORAN. T.H.O.R.A.N. - powtórzyłem, przyglądając się swojemu tworowi albo... dalej nożowi. Cóż, niezależnie od efektu, rzuciłem narzędzie na stolik, bo nie umiałem ani strzelać z łuku, ani rzucać nożami. Lepiej było skorzystać z pazurów. Najprostsze i najlepsze rozwiązanie. Nawet spojrzałem chytrze na swoje ludzkie pazury. - A teraz zmykam. Czas nagli. - Albo wręcz wizja polowania. Płonęła już w moich kocich mięśniach, choć wciąż stąpałem na dwóch łapach... znaczy nogach.
Żeby było dramatycznie, używam transmutacji do uczynienia z noża kuchennego - łuk do szczelnia szczałami
Pokręciłem bezradnie kocią główką. Nikt mnie nie rozumiał, a tym bardziej moich starań. Zarówno Norka, jak i jej mniejsza wersja, robiły wszystko by ten Thoran mi się wymknął. I podziałało, na złość mojej osobie, bo sobie wyfrunął tchórz. Na domiar złego dostałem ulubionym, a właściwie jednym z ulubionych, pluszaków Mabel.
Zeskoczyłem zniechęcony na niższe poziomy aż w końcu stanąłem na podłodze. Spojrzałem oskarżycielsko na Karla, bo on wydawał się być tu najrozważniejszą osobistością, a jednak mnie zawiódł. Albo był również przeklęty. Ech, tak na dobrą sprawę nie miałem kogo wskazywać pazurem, bo jak nie byli w pełni trzeźwości umysłu, to po prostu nic nie wiedzieli... Biedny Thomas.
Cóż, przemieniłem się z powrotem w człowieczą postać i od razu złapałem za nóż. Tak nie będzie. Nie pozwolę na to. Ja się dokładnie przyjrzałem temu ptakowi. Znajdę go, choćby się ukrywał w całym kluczu krogulców.
- Thomas, nie słuchaj ich. To z pewnością klątwa - odparłem, zajmując się przemienieniem noża w... łuk? Ciekaweee... Zapewne nigdy tego nie robiłem, więc też byłem ciekawy, jak mi to wyjdzie. - Nie dziwne? Nie było nikogo w życiu Norki i nagle - CYK! - jest narzeczony, który na dodatek oświadczał się innej lasce w Dziurawym Kotle i... - zacząłem, patrząc na małą. Nie, nie mogłem przy niej takich rzeczy mówić. Cóż, laskę przeklęło tak, że wciąż nikt nie był jej w stanie pomóc. Przebywała w Mungu od kilkunastu dobrych dni. Miałem aby nadzieję, że Thomas sobie odpowiednio dopowie to milczenie.
- To nie żaden Sam, tylko THORAN. T.H.O.R.A.N. - powtórzyłem, przyglądając się swojemu tworowi albo... dalej nożowi. Cóż, niezależnie od efektu, rzuciłem narzędzie na stolik, bo nie umiałem ani strzelać z łuku, ani rzucać nożami. Lepiej było skorzystać z pazurów. Najprostsze i najlepsze rozwiązanie. Nawet spojrzałem chytrze na swoje ludzkie pazury. - A teraz zmykam. Czas nagli. - Albo wręcz wizja polowania. Płonęła już w moich kocich mięśniach, choć wciąż stąpałem na dwóch łapach... znaczy nogach.
Żeby było dramatycznie, używam transmutacji do uczynienia z noża kuchennego - łuk do szczelnia szczałami
Rzut PO 1d100 - 1
Krytyczna porazka
Krytyczna porazka
Rzut PO 1d100 - 78
Sukces!
Sukces!