Czy faktycznie można było to nazwać problemem, który ciążył Robertowi na duszy? On sam by się z tym najpewniej nie zgodził. Nie określiłby tego w ten sposób. Miał problem. Owszem. Temu nie zaprzeczał. Aczkolwiek każdemu problemowi dało się zaradzić. Trzeba było tylko odpowiednio się do tego zabrać. Prosząc Richarda o spotkanie, właśnie to chciał zrobić. Właśnie w tym chciał uzyskać jego pomoc. Do kogo innego miałby się z tym zwrócić, jeśli nie do własnego bliźniaka?
- Nie wydaje mi się. Nigdy nie poruszaliśmy tego tematu. - odpowiedział, kręcąc przy tym głową. Przecież nie był durniem, który opowiadałby innym o tego rodzaju działaniach. Starał się być ostrożny. Starał się nie zwracać na siebie nadmiernej uwagi. Z niczym nie przesadzać. Dobrze wiedział, że jeden fałszywy krok może kosztować go... może z jego powodu utracić wszystko. Miał plany. Cele. Chciał coś w życiu osiągnąć. I w zasadzie, to zdawał się być tego całkiem bliskim. Upadek w tym momencie, byłby bolesny. Nie tak jak upadek z wysokości, ale nadal.
- Cierpiała na bezsenność. Ponoć miało to jakiś związek z jej zdolnościami. Wiesz, co się mówi o Bulstrodach i trzecim oku? - odpowiedział. Wyjaśnił na ile był w stanie. To nie tak, że Grace nagle się całkowicie zmieniła; że nagle zaczęła mieć problemy, które pojawiły się praktycznie znikąd. Choć ryzyko istniało, było całkiem spore, to działania, jakich Robert się podjął, były naprawdę dobrze przemyślane. - Zadbałem o to, żeby przyjmowane środki, nie pomagały jej uporać się z problemami. Na początku efekty nie były szczególnie widoczne, dopiero z czasem dało się zaobserwować, że jest z nią coraz gorzej.
Siedząc na przeciwko brata, w zabezpieczonym pomieszczeniu, był w stanie mówić. Mógł wszystko odpowiednio nakreślić. Przedstawić. Wiedział, że Ricka nie musiał się obawiać. Był pewien, że brat zawsze będzie stał po jego stronie. Nie obawiał się tego, że nagle postanowi się od niego odwrócić. Może przeciwko niemu wystąpić. Nie. Tutaj zawsze była pewność, że oni dwaj grają do jednej drużyny. Tutaj zawsze było zaufanie, którym Robert nie potrafił obdarzyć innych. Albo może nie chciał?
- Miałeś już okazje rozmawiać o tej sprawie z Michaelem? - dopytał, samemu nie był bowiem nigdy tak blisko z Rookwoodem. To zawsze Rick zdawał się nadawać z nim na jednych falach. Odpowiednio się rozumieć. Czasami Robert bywał nawet o tę relacje zazdrosny. Może to z tego względu sam nigdy z Michaelem nie zdołał się zaprzyjaźnić? Nawet jeśli, to nie jest to temat na teraz.