30.06.2024, 19:39 ✶
- Tak, faktycznie to było bardzo dawno, dawno temu. Kiedy byłem małym chłopcem, młodszym od ciebie - przyznałem z lekkim uśmiechem, chociaż już nie pamiętałem, co się wtedy wydarzyło, że nie byłem z rodzicami, tylko włóczyłem się po mieście, niepewny i zasmarkany ze strachu, z rozpaczy. Nie potrafiłem wrócić, ale tak to sobie tylko wyobrażałem. Nie pamiętałem ich, nie pamiętałem swoich rodziców, nie pamiętałem niczego z poprzedniego życia. Nawet nie potrafiłem sobie ich wyobrazić. Nie miałem w głowie żadnych twarzy, myśląc o nich. Jedynie pogodną twarz Tully’ego. Ona mi na szczęście pozostała we wspomnieniach do dziś. Miał w sobie tyle pogody ducha i radości...
Nie miałem nic przeciwko głaskaniu po twarzy. Co mogło mi zrobić ciekawskie dziecko? Co najwyżej złapać za włosy i nieprzyjemnie pociągnąć, ale Fiona była za duża na takie badanie świata i ludzi. Może w ten sposób badała po prostu moją dobroć, przyjazność...? Nie byłem pewien, ale jednak drgnąłem, kiedy mnie dotknęła. Starałem się nie dać tego po sobie poznać, ale ten jej delikatny dotyk mnie zaniepokoił swoim chłodem, swoim nienaturalnym zimnem. Chciałem chwycić ją za dłonie i je nieco ogrzać, ale odsunęła się o krok.
- Jesteś bardzo chłodna... Chyba przemarzłaś, ale to nic dziwnego - stwierdziłem po chwili, chyba bardziej pocieszając samego siebie niż Fionę. Ewidentnie coś tu nie grało, ale nie chciałem tej myśli dopuścić do siebie, bo to była przecież tylko biedna, zagubiona dziewczynka, która nie mogła przecisnąć się przez płot. Pomogę jej, oboje jej pomożemy i w końcu wróci do domu, gdzie było jej miejsce. Tam się ogrzeje przy cieple bijącym od kominka w ramionach swoich rodziców i zapomni nas, zapomni, że się zgubiła.
- Skoro zawsze znajdziesz drogę do domu, to wskaż nam kierunek... do tego płotu. Pomożemy ci przejść na drugą stronę. Zróbmy to czym prędzej, bo zaraz będzie bardzo ciemno - zaproponowałem, nie chcąc przedłużać, chcąc za to jak najszybciej dostarczyć ją do domu. Tam będzie jej ciepło, tak.
Nie miałem nic przeciwko głaskaniu po twarzy. Co mogło mi zrobić ciekawskie dziecko? Co najwyżej złapać za włosy i nieprzyjemnie pociągnąć, ale Fiona była za duża na takie badanie świata i ludzi. Może w ten sposób badała po prostu moją dobroć, przyjazność...? Nie byłem pewien, ale jednak drgnąłem, kiedy mnie dotknęła. Starałem się nie dać tego po sobie poznać, ale ten jej delikatny dotyk mnie zaniepokoił swoim chłodem, swoim nienaturalnym zimnem. Chciałem chwycić ją za dłonie i je nieco ogrzać, ale odsunęła się o krok.
- Jesteś bardzo chłodna... Chyba przemarzłaś, ale to nic dziwnego - stwierdziłem po chwili, chyba bardziej pocieszając samego siebie niż Fionę. Ewidentnie coś tu nie grało, ale nie chciałem tej myśli dopuścić do siebie, bo to była przecież tylko biedna, zagubiona dziewczynka, która nie mogła przecisnąć się przez płot. Pomogę jej, oboje jej pomożemy i w końcu wróci do domu, gdzie było jej miejsce. Tam się ogrzeje przy cieple bijącym od kominka w ramionach swoich rodziców i zapomni nas, zapomni, że się zgubiła.
- Skoro zawsze znajdziesz drogę do domu, to wskaż nam kierunek... do tego płotu. Pomożemy ci przejść na drugą stronę. Zróbmy to czym prędzej, bo zaraz będzie bardzo ciemno - zaproponowałem, nie chcąc przedłużać, chcąc za to jak najszybciej dostarczyć ją do domu. Tam będzie jej ciepło, tak.