30.06.2024, 20:50 ✶
Wcześniejsza pora nigdy nie przeszkodziła Tarpowi w zaczęciu picia, więc i nie odmawiał tego innym. Choćby Viorica przyszła w południe, poza godzinami otwarcia, zapytałby jedynie, którą flaszkę odkorkować.
Ponieważ zaś tej porze bliżej było późnego popołudnia niż wieczoru, skwar całego dnia wciąż wisiał w powietrzu. Tropikalna wilgoć i gorąc próbowały sączyć się do Rejwachu przez przeszklony front, lecz grube, barwione szybki dzielnie stawiały opór większości promieni słonecznych, a jeszcze grubsze, stare mury utrzymywały piwniczne zimno nawet na parterze. Przy okazji tchnęło leciutko piwniczną stęchlizną, ale hej, lepsze to niż ugotowanie się żywcem.
Woody odstawił swoje piwo na kontuar z lekkim gruchnięciem, które zbudziło drzemiącego na drugim końcu lady burego kocura. Stary Łach nastroszył się i zeskoczył niezgrabnie na podłogę z obrażonym miauknięciem.
— To wygląda, moja panno, że jesteś w mniejszości z tą nienawiścią. Tu i teraz bym z głowy wymienił przynajmniej kilka osób, które ciepło o tobie myślą — oświadczył, patrząc na tego topiącego smutki w alkoholu smutnego, zmokłego kociaka wylegującego się na jego barze. Ten na szczęście nie liniał.
Zawsze ściskały Tarpa za serce te widoki nieszczęśliwych młodych na stołkach barowych z obrzydliwie mocnymi trunkami w dłoni. Trunkami, które sam nalewał, karmiąc ich alkoholizm. I nie rozcieńczał. Hipokryto. Mało tego, widząc jej podły humor, sam sobie otworzył coś dla dotrzymania Zamfir towarzystwa. Coś nie aż tak mocnego, w końcu przed nim jeszcze cała noc na barze, ale wykorzystywał każdą okazję, żeby chlapnąć sobie coś z procentami i uweselić pracę.
Doskonale znał smak uczuć, które targały w tej chwili Vior. Nie była mu obca wina, rozczarowanie, złość na siebie. Zawiódł zastępy bliskich, zniszczył sobie życie; można rzec, żeby był w tym specjalistą. I mimo tylu perturbacji, przez które przeszedł ze swojej własnej winy, wciąż nie odnalazł odpowiedzi na ten problem. Jak mamy wyjść na ludzi, skoro się staramy i się nie udaje? Nie mógł poczęstować jej złotą radą, która odmieni jej los, uczyni nowym człowiekiem; nie posiadał takiej. Musieli grać tym, co im świat wcisnął w ręce.
— Co tam się właściwie stało, że ty tak szybko z powrotem? Nie wmówisz mi, że aż tak tęskniłaś za tym. — Czarodziej wymownie uniósł jej szklankę i zabełtał energicznie drinkiem, patrząc na kobietę wyczekująco spod uniesionej brwi.
Zignorował, że cienka strużka uciekła ze szkła i pociekła po jego palcach, przez przedramię, aż do zgiętego łokcia i na ladę. I tak do końca wieczoru wszystko tu będzie uklejone i cuchnące wódą.
Ponieważ zaś tej porze bliżej było późnego popołudnia niż wieczoru, skwar całego dnia wciąż wisiał w powietrzu. Tropikalna wilgoć i gorąc próbowały sączyć się do Rejwachu przez przeszklony front, lecz grube, barwione szybki dzielnie stawiały opór większości promieni słonecznych, a jeszcze grubsze, stare mury utrzymywały piwniczne zimno nawet na parterze. Przy okazji tchnęło leciutko piwniczną stęchlizną, ale hej, lepsze to niż ugotowanie się żywcem.
Woody odstawił swoje piwo na kontuar z lekkim gruchnięciem, które zbudziło drzemiącego na drugim końcu lady burego kocura. Stary Łach nastroszył się i zeskoczył niezgrabnie na podłogę z obrażonym miauknięciem.
— To wygląda, moja panno, że jesteś w mniejszości z tą nienawiścią. Tu i teraz bym z głowy wymienił przynajmniej kilka osób, które ciepło o tobie myślą — oświadczył, patrząc na tego topiącego smutki w alkoholu smutnego, zmokłego kociaka wylegującego się na jego barze. Ten na szczęście nie liniał.
Zawsze ściskały Tarpa za serce te widoki nieszczęśliwych młodych na stołkach barowych z obrzydliwie mocnymi trunkami w dłoni. Trunkami, które sam nalewał, karmiąc ich alkoholizm. I nie rozcieńczał. Hipokryto. Mało tego, widząc jej podły humor, sam sobie otworzył coś dla dotrzymania Zamfir towarzystwa. Coś nie aż tak mocnego, w końcu przed nim jeszcze cała noc na barze, ale wykorzystywał każdą okazję, żeby chlapnąć sobie coś z procentami i uweselić pracę.
Doskonale znał smak uczuć, które targały w tej chwili Vior. Nie była mu obca wina, rozczarowanie, złość na siebie. Zawiódł zastępy bliskich, zniszczył sobie życie; można rzec, żeby był w tym specjalistą. I mimo tylu perturbacji, przez które przeszedł ze swojej własnej winy, wciąż nie odnalazł odpowiedzi na ten problem. Jak mamy wyjść na ludzi, skoro się staramy i się nie udaje? Nie mógł poczęstować jej złotą radą, która odmieni jej los, uczyni nowym człowiekiem; nie posiadał takiej. Musieli grać tym, co im świat wcisnął w ręce.
— Co tam się właściwie stało, że ty tak szybko z powrotem? Nie wmówisz mi, że aż tak tęskniłaś za tym. — Czarodziej wymownie uniósł jej szklankę i zabełtał energicznie drinkiem, patrząc na kobietę wyczekująco spod uniesionej brwi.
Zignorował, że cienka strużka uciekła ze szkła i pociekła po jego palcach, przez przedramię, aż do zgiętego łokcia i na ladę. I tak do końca wieczoru wszystko tu będzie uklejone i cuchnące wódą.
piw0 to moje paliwo