Spektakularne wyrwanie roślin nie należało do codziennych wyzwań w pracy Morpheusa, ale nie mógł nie wydać cichego okrzyku zachwytu, gdy roślina, przerośnięty chwast, została skuta lodem, a następnie rozsypana na kawałki w kryształowym rozprysku, tworząc przepiękne iskry dookoła zabranych, jakby był to pokaz, zaplanowany jako część atrakcji. Gdy fragmenty opadły, przestały jawić się tak pięknie, a on rzucił wyrazy uznania dla walczących i rozglądał się za Norą. Widząc ją w towarzystwie nowo przybyłych, odetchnął; zapyta ją o samopoczucie później i pogratuluje zdrowego rozsądku oraz zachowania zimnej krwi. Była w dobrych rękach.
— Jest tylko jedno połączenie gorsze od Longbottoma w Brygadzie Uderzeniowej, Longbottom w Departamencie Tajemnic — uśmiechnął się do Aurora, po czym skierował się do Abbottów, przyjmując znacznie bardziej opanowaną formę, niż gdy byli w akcji. — Czy to pierwsza tego typu anomalia w sadzie? Muszę dopytać jako Niewymowny. Czy magiczny gaj mógł być celem rośliny? Czy z gajem jest wszystko w porządku? — pomimo kropelek potu i ogólnego poczucia buzowania w organizmie, nagle przyjął opanowaną formę bardzo skupionego na sprawie urzędnika (naukowca, przede wszystkim naukowca), zbierającego dane. Jego pytania miały na celu ustalenie, co kryło się u źródła obecnej sytuacji, rekonesans. Chociaż postawę miał otwartą i przyjazną, w gruncie rzeczy chodziło mu o wiedzę. On, jako Morpheus, w nosie miał święte jabłonki i ich odmładzające właściwości, nie miał wobec nich żadnych odczuć, nie bardziej niż do magii Greengrassów czy przekleństw Dolohoów, lecz jako zagadnienia mogące przedstawić jakiś wzór, prawda stanowiła niezaprzeczalnie priorytet.
Sukces!
Sukces!