01.07.2024, 14:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.07.2024, 14:32 przez Viorica Zamfir.)
Wchodzę na salę z Atreusem i z nim rozmawiam.
Niezwykle ucieszyła się na zaproszenie Artreusa, który widać nie zapomniał o jej miłości do hazardu, zapewne niezwykle niezdrowej, i postanowił akurat ją zabrać jako swoją parę na ten wieczór. I to nie byle jaki.
Przekraczając próg domu dało się od razu wyczuć, że miejsce to nie było jednym z tych, do których Viorica normalnie miała dostępu. Raczej do podobnych domów przywykła się wkradać, a nie wkraczać jako gość, mała odmiana jednak nikomu nie zaszkodziła. Od wystroju, poprzez muzykę, aż po gości, wszystko krzyczało o zamożności oraz elitaryzmie gospodyni.
Czasem zazdrościła innym takiego życia. Ogromnej ilości pieniędzy, pewnej nuty dystyngowania, władzy i możliwości, których dziewczyna wychowana na Nokturnie nigdy nie miała. Lubiła więc czasem wkraść się w ten świat, ponapawać się złudnym pięknem, które gdzieś tam w środku miało przegniły rdzeń. A im dłużej na niego patrzyła, tym bardziej bawiło ją to wszystko.
Jak wiele można było sprzedać z samego siebie, by trwać w tej obłudnej, snobistycznej iluzji przez całe swoje życie? Wolała się chyba jednak nigdy nie dowiedzieć, choć nie raz ją kusiło.
Dziś mogła trochę poudawać. Z kieszonkowym od Atreusa i paru pamiątkom, które miała na sobie na wszelki wypadek, miała zamiar oddać się najczystszej z rozpust i przegrać lub wygrać majątek.
Jej towarzysz był nad wyraz hojny, bo sprezentował jej nawet czerwoną, jedwabną sukienkę na ramiączka, która kończyła się tuż nad kolanem. Swoje kręcone włosy spięła w luźne upięcie, na jej szyi lśnił naszyjnik z brylantami, w uszach widniały diamentowe kolczyki. Doskonale znała ich wartość i wiedziała, że pewnie prędzej czy później je straci. Zbyt dobrze się znała.
Trzymała Atreusa pod ramię, wchodząc do pomieszczenia, zastanawiając się, czy znajdą się na sali znajome twarze. I cóż, wypatrzyła w tłumie gości Shafiqa oraz Longbottoma, gdzie szczególnie na widok tego pierwszego uśmiechnęła się radośnie. Był ostatnio jej ulubionym klientem.
Głównie przez swoje zasobne kieszenie, choć może też dlatego, że każda jego propozycja była niezwykle ciekawa. Nie miała jednak zamiaru na razie nikogo zaczepiać, grzecznie dając się prowadzić swojemu partnerowi. Miała małe wyrzuty sumienia, że była tu bez Cedrica, nie mogła jednak przegapić takiej okazji. Niemal jak jedna na milion.
- Mam wrażenie, że jestem tu jedną z tych, którzy mają najwięcej do zyskania oraz do stracenia - uniosła brwi, przyglądając się czujnym okiem, jak kolejne żetony opuszczały ladę. Prawdopodobnie znalazła się tam już nie mała fortuna. Przeniosła wzrok na osobę, która jej pilnowała i zmrużyła oczy.
- I nawet wśród obsługi znajome twarze - mruknęła, widząc Flitwicka. Znała go trochę, z cóż, lekko byłej branży, gdy jeszcze wyceniała przedmioty, szczególnie biżuterię na Nokturnie. Parę razy zetknęli się, gdy jedno z nich potrzebowało konsultacji. Nie wiedziała ile facet wiedział o jej przeszłości, poza tym faktem, postanowiła być jednak dla niego raczej miła. I mieć go na wszelki wypadek na oko.
Zanim jednak podeszli w jego stronę, jakby nagle coś sobie przypomniała. Wyciągnęła małe pudełeczko z torebki, po czym wcisnęła je w rękę Atreusowi.
- Małe podziękowanie. Srebro - zaczęła. - Radzę otworzyć tak by jak najmniej osób widziało. Czytałam kiedyś o średniowiecznych plakietkach, które noszono niczym broszki, część to były pamiątki z pielgrzymek, a część cóż, była raczej kupowana dla żartów, lub jako małe podarunki. I tak, te dla żartów często miały podobny motyw jak ta - uśmiechnęła się.
A co przedstawiała broszka? Motyw fallusa z płonącą końcówką. Atreus zapewne doskonale wiedział do czego to nawiązanie.
- Noś w mało widocznym miejscu - wyszczerzyła się, ciekawa reakcji Bulstrode’a.
Niezwykle ucieszyła się na zaproszenie Artreusa, który widać nie zapomniał o jej miłości do hazardu, zapewne niezwykle niezdrowej, i postanowił akurat ją zabrać jako swoją parę na ten wieczór. I to nie byle jaki.
Przekraczając próg domu dało się od razu wyczuć, że miejsce to nie było jednym z tych, do których Viorica normalnie miała dostępu. Raczej do podobnych domów przywykła się wkradać, a nie wkraczać jako gość, mała odmiana jednak nikomu nie zaszkodziła. Od wystroju, poprzez muzykę, aż po gości, wszystko krzyczało o zamożności oraz elitaryzmie gospodyni.
Czasem zazdrościła innym takiego życia. Ogromnej ilości pieniędzy, pewnej nuty dystyngowania, władzy i możliwości, których dziewczyna wychowana na Nokturnie nigdy nie miała. Lubiła więc czasem wkraść się w ten świat, ponapawać się złudnym pięknem, które gdzieś tam w środku miało przegniły rdzeń. A im dłużej na niego patrzyła, tym bardziej bawiło ją to wszystko.
Jak wiele można było sprzedać z samego siebie, by trwać w tej obłudnej, snobistycznej iluzji przez całe swoje życie? Wolała się chyba jednak nigdy nie dowiedzieć, choć nie raz ją kusiło.
Dziś mogła trochę poudawać. Z kieszonkowym od Atreusa i paru pamiątkom, które miała na sobie na wszelki wypadek, miała zamiar oddać się najczystszej z rozpust i przegrać lub wygrać majątek.
Jej towarzysz był nad wyraz hojny, bo sprezentował jej nawet czerwoną, jedwabną sukienkę na ramiączka, która kończyła się tuż nad kolanem. Swoje kręcone włosy spięła w luźne upięcie, na jej szyi lśnił naszyjnik z brylantami, w uszach widniały diamentowe kolczyki. Doskonale znała ich wartość i wiedziała, że pewnie prędzej czy później je straci. Zbyt dobrze się znała.
Trzymała Atreusa pod ramię, wchodząc do pomieszczenia, zastanawiając się, czy znajdą się na sali znajome twarze. I cóż, wypatrzyła w tłumie gości Shafiqa oraz Longbottoma, gdzie szczególnie na widok tego pierwszego uśmiechnęła się radośnie. Był ostatnio jej ulubionym klientem.
Głównie przez swoje zasobne kieszenie, choć może też dlatego, że każda jego propozycja była niezwykle ciekawa. Nie miała jednak zamiaru na razie nikogo zaczepiać, grzecznie dając się prowadzić swojemu partnerowi. Miała małe wyrzuty sumienia, że była tu bez Cedrica, nie mogła jednak przegapić takiej okazji. Niemal jak jedna na milion.
- Mam wrażenie, że jestem tu jedną z tych, którzy mają najwięcej do zyskania oraz do stracenia - uniosła brwi, przyglądając się czujnym okiem, jak kolejne żetony opuszczały ladę. Prawdopodobnie znalazła się tam już nie mała fortuna. Przeniosła wzrok na osobę, która jej pilnowała i zmrużyła oczy.
- I nawet wśród obsługi znajome twarze - mruknęła, widząc Flitwicka. Znała go trochę, z cóż, lekko byłej branży, gdy jeszcze wyceniała przedmioty, szczególnie biżuterię na Nokturnie. Parę razy zetknęli się, gdy jedno z nich potrzebowało konsultacji. Nie wiedziała ile facet wiedział o jej przeszłości, poza tym faktem, postanowiła być jednak dla niego raczej miła. I mieć go na wszelki wypadek na oko.
Zanim jednak podeszli w jego stronę, jakby nagle coś sobie przypomniała. Wyciągnęła małe pudełeczko z torebki, po czym wcisnęła je w rękę Atreusowi.
- Małe podziękowanie. Srebro - zaczęła. - Radzę otworzyć tak by jak najmniej osób widziało. Czytałam kiedyś o średniowiecznych plakietkach, które noszono niczym broszki, część to były pamiątki z pielgrzymek, a część cóż, była raczej kupowana dla żartów, lub jako małe podarunki. I tak, te dla żartów często miały podobny motyw jak ta - uśmiechnęła się.
A co przedstawiała broszka? Motyw fallusa z płonącą końcówką. Atreus zapewne doskonale wiedział do czego to nawiązanie.
- Noś w mało widocznym miejscu - wyszczerzyła się, ciekawa reakcji Bulstrode’a.