01.07.2024, 17:29 ✶
Paczka z jedzeniem, którą Isaac dostał Brenny, stała sobie spokojnie na jednym ze stołów. Przez następne kilka dni na pewno nie umrze z głodu. Umrze za to z niewiedzy, jeśli zaraz nie dowie się o co chodziło z pieczątką.
- Podasz mi rękę?- Poprosił podchodząc bliżej i złapał lekko Ziemniaczka za nadgarstek. Przybił jej pieczątkę na wierzchu dłoni - Łajza głosił kolorowy napis. Ściągnął brwi w zamyśleniu. Spróbował jeszcze raz i tuż nad pierwszą Łajzą, pojawiła się druga Łajza. Jeszcze raz - Łajza. I znowu - Łajza.
- Co jest, do cholery? To nie tak miało działać...- Puścił nadgarstek dziewczyny i ponownie zrobił pieczątkę na swojej skórze Cymbał. I jeszcze raz - Cymbał. I znowu Brenna, na przedramieniu - Łajza.
- Dlaczego...- Zawiesił głos, patrząc na Longbottomównę z lekkim szokiem.- Dlaczego ja jestem cymbałem, a ty łajzą? To nie powinno tak działać, przekleństwa miały być losowe! Wszyscy byli nazywani losowymi wyzwiskami, a my zawsze mamy łajzę albo cymbała...- Powiedział przejęty, przybliżając pieczątkę bliżej swojej twarzy, jakby patrzenie na nią sprawiło, że zaraz na pewno uzyska odpowiedź na swoje pytanie. Westchnął.
- Ja mogę być cymbałem, ale ty na pewno nie jesteś łajza.- Stwierdził z pewnością w głosie i nagle przypomniał sobie o wszystkich stu trzydziestu sześciu wypadkach Brenny, jakich był świadkiem podczas ich wspólnej nauki w Hogwarcie. A może było ich dwieście trzydzieści sześć? Ah, no i korzeń. Jeszcze chwilę temu, potknęła się o korzeń.
- A może ta pieczątka mówi prawdę?- Mruknął i wzruszył ramionami. Uśmiechnął się pogodnie i spojrzał na Ziemniaczka.- Chociaż tak naprawdę, to niczego to nie zmienia.
- Podasz mi rękę?- Poprosił podchodząc bliżej i złapał lekko Ziemniaczka za nadgarstek. Przybił jej pieczątkę na wierzchu dłoni - Łajza głosił kolorowy napis. Ściągnął brwi w zamyśleniu. Spróbował jeszcze raz i tuż nad pierwszą Łajzą, pojawiła się druga Łajza. Jeszcze raz - Łajza. I znowu - Łajza.
- Co jest, do cholery? To nie tak miało działać...- Puścił nadgarstek dziewczyny i ponownie zrobił pieczątkę na swojej skórze Cymbał. I jeszcze raz - Cymbał. I znowu Brenna, na przedramieniu - Łajza.
- Dlaczego...- Zawiesił głos, patrząc na Longbottomównę z lekkim szokiem.- Dlaczego ja jestem cymbałem, a ty łajzą? To nie powinno tak działać, przekleństwa miały być losowe! Wszyscy byli nazywani losowymi wyzwiskami, a my zawsze mamy łajzę albo cymbała...- Powiedział przejęty, przybliżając pieczątkę bliżej swojej twarzy, jakby patrzenie na nią sprawiło, że zaraz na pewno uzyska odpowiedź na swoje pytanie. Westchnął.
- Ja mogę być cymbałem, ale ty na pewno nie jesteś łajza.- Stwierdził z pewnością w głosie i nagle przypomniał sobie o wszystkich stu trzydziestu sześciu wypadkach Brenny, jakich był świadkiem podczas ich wspólnej nauki w Hogwarcie. A może było ich dwieście trzydzieści sześć? Ah, no i korzeń. Jeszcze chwilę temu, potknęła się o korzeń.
- A może ta pieczątka mówi prawdę?- Mruknął i wzruszył ramionami. Uśmiechnął się pogodnie i spojrzał na Ziemniaczka.- Chociaż tak naprawdę, to niczego to nie zmienia.