Tak jak Victoria potrafiła wyjść ze swojego powolnego życia, zacząć poruszać się szybciej, tak najwyraźniej Brenna potrafiła się nie odzywać dłużej niż pięć minut i po prostu trwać. Tak naprawdę, to Victoria o tym doskonale wiedziała, niemniej zjawisko nieruchomo siedzącej i nic nie mówiącej Brenny zawsze było czymś dziwacznym, wręcz jak to kuriozum.
Nie spodziewała się niczego konkretnego, nie chciała robić sobie nadziei, by ta została brutalnie roztłuczona na miliony kawałków przez obcą czarownicę. Bała się i jednocześnie była obok tego wszystkiego, jakby to nie jej ciało, nie jej dusza i nie jej życie zostały przyćmione przez jakąś dziwaczną magię, z którą zmagała się czwarty miesiąc.
– Tak, szukaliśmy już u innych – nie było sensu ściemniać, jaki miałaby w tym cel? Oczywiste było, ze najpierw szukało się rozwiązania lokalnie, albo gdziekolwiek bliżej. To, ze przypłynęły aż do Afryki musiało być jasne, ze są zdesperowane, zapewne w Afryce śmiano się z zaściankowości Anglii w kwestii nekromancji. I słusznie. – Czy to permanentne? – Brenna zadała swoje pytania, a po chwili Victoria dodała swoje. Można było zresztą usłyszeć, jak głos odrobinę jej drży, gdy zadała to bardzo bezpośrednie pytanie, od którego być może trzeba było zacząć. – Co mi właściwie jest? – bo i przy tym opinie się różniły i nie było jednej konkretnej. – Jak bardzo… jak bardzo jest źle? – to ją martwiło najbardziej. Czy naprawdę mogła umrzeć w każdej chwili, bo energia zabrana z Limbo się wykańczała? Vasilij twierdził, że nekromanta ze Szwecji to ignoranta, ale co miała na ten temat do powiedzenia ekspertka z Egiptu?