Informacja o całym tym rzekomym ślubie spadła dość nieoczekiwanie, to prawda. Z drugiej strony, to że Mulciber nazwał jego siostrę żoną nie musiało oznaczać wyłącznie jedno. On sam miał kilka dziewczyn z Nokturnu które nazywał pieszczotliwie żonami, pomimo że rzucał sto galeonów i dopiero wtedy ściągały spodnie. Z podobną intensyfikacją o tej niechcianej relacji wypowiadało się wiele osób w tym Panna Zabaweczka, za co wymierzona została jej już reprymenda i to nawet z nawiązką. Jednak pomimo tych wszystkich lekcji jakie wymierzał na skórze McKinnon, wciąż wykazywała się brakiem pokory. Naprawdę chciałby nie musieć sięgać za każdym razem po te same metody wychowawcze kiedy Kościana Księżniczka po raz enty nie wywiązywała się z nałożonych na nią obowiązków. No cóż, najwidoczniej starej suce nie wpoisz nowych zasad niczym innym jak bólem.
Okoliczności jednak nie pozwalały mu na tradycyjne sposoby doprowadzenia jej do dyscypliny, musiał być bardziej wyrachowany niż zwykle. Dobrze, że przynajmniej nie robiła scen kiedy oderwał ją od towarzystwa przy którym jeszcze przed momentem wydawała się być całkiem rozluźniona, a może nawet ukontentowana weselną atmosferą. Tak samo jak i ona nie odezwał się przez drogę do parkietu, kiedy w żelaznym uścisku za jej nadgarstek pociągnął ją za sobą w kierunku parkietu. Niezbyt brutalnie, by nie przyciągnąć zbędnej uwagi, ale i nie za lekko by wiedziała, że jest w złym nastroju. Ustawił ich przy linii parkietu, chwytając jej dłoń już w odpowiednim geście w jakim powinien trzymać swoją partnerkę do tańca. Zgodnie z etykietą zamierzał przeczekać do końca obecnego utworu, zanim pociągnie Rosie do tańca, nie wcinając się w pół taktu komuś na obcas.
- To, że nie potrafisz na mnie spojrzeć rozumiem... - odezwał się w końcu, przekręcając głowę w jej stronę, obniżonym tonem, spokojnie i miarowo, jednak tak by tylko oni mogli słyszeć swoją rozmowę. I nie chodziło o to, że nie patrzyła mu w oczy kiedy rozmawiali, bo tak nie było. Prędzej o spojrzenie którego naiwnie oczekiwał podczas kilku wieczorów, licząc że nie przychodził do niej wyłącznie żeby brać i czerpać z niej to co mu się tylko podobało. - To, że nie chcesz mi zaufać również rozumiem... Nutka irytacji zadrżała jego głosem. Niby zachowawczo uśmiechnięty jednak, wszystko podsycane głębokim rozczarowaniem które ogarniało go od wewnątrz względem niej. - Ale tej zdrady naprawdę nie rozumiem.
Mówił w podobnym tonie tak jak w wieczór kiedy po raz pierwszy z niego zakpiła. W końcu kiedy muzyka na moment ucichła, a pary podziękowały sobie za tańce, tym samym na parkiecie zrobiło się nieco luźniej, ale tylko na moment, Louvain wyprostował się jak na rozkaz. Zrobił półkrok w tył, pochylając się przed partnerką w geście gentlemeńskiego ukłonu, tak jakby ten zestaw okazyjnych uprzejmości względem Rosie wcale nie kuł go w poczucie wyższości, jednak niektóre sprawy wymagały poświęcenia takich wygód jak drwina z niegodnych. Pochylając głowę i zginając kark przed panią łezką zaprosił do tańca, w symbolicznym geście prosząc o jej dłoń, by mógł ich poprowadzić. Lepiej żeby nacieszyła się tym widokiem, bo to ostatni raz kiedy był dla niej tak delikatny.
- Mieliśmy umowę, zdążyłaś już zapomnieć? - dookreślił się w końcu, dochodząc już nieco bliżej sedna. Teraz już na środku miejsca do tańca, mówił już głośniej, zdecydowanie, wciąż jednak chłodno i oschle. Wciąż jednak nie mógł sobie pozwolić na pełną ekspresję powoli tlącego się w nim gniewu. Jedynie wbijający się kciuk w nieco wyżej ponad jej miednicą, kiedy objął Rosie w talii zgodnie z przybraną pozycją taneczną dopasowaną do grającej muzyki. - Od jak dawna wiesz o ich ślubie? Nie trudno się było domyśleć, że nie chodziło o tej dzisiejszy, lecz ten którego ani on, ani ona, wcale nie potrzebowali do szczęścia.