Siedziała w swoim pokoju. Na parapecie. Ze starego gramofonu wydobywała się muzyka, coś klasycznego. Poniekąd była to jedna z jej pasji, sama lubiła grać, kiedy czytała chętnie też robiła to w towarzystwie dźwięków, które wypełniały pomieszczenie. W dłoni miała jakąś książkę, najpewniej coś o duchach, był to kolejny temat z obszaru jej zainteresowań. Promienie słońca przyjemnie muskały jej twarz, szeroki parapet był jednym z jej ulubionych miejsc w tym pokoju. Bardzo przepadała za światłem, szczególnie tym dziennym, słonecznym. Chętnie się na nim wygrzewała niczym kot.
Z zamyślenia wyrwał ją głos dobiegający z wnętrza mieszkania. Dlaczego Jessie tak się darł? Czy przydarzyło mu się coś złego? Ton jego głosu właściwie na to nie wskazywał, nie przeszkadzało jej to jednak w bardzo szybkiej reakcji, spowodowanej ciekawością. Zeskoczyła zgrabnie z parapetu i pognała w stronę przedpokoju. Nadal dzierżyła książkę w dłoni.
Jessie nie był tutaj sam. Najwyraźniej pojawił się w towarzystwie wujka Jonathana, to jego Rita zauważyła jako pierwszego, uśmiechnęła się do mężczyzny ciepło na przywitanie, później dostrzegła matkę, która trzymała w dłoni nóż, w czerwonej mazi. Kogo zamordowała tym razem? Ta myśl przemknęła jej przez głowę, ale wtedy zobaczyła jego. Najsłodszą istotę na świecie, która nie czuła się tutaj zbyt pewnie, a jej widok roztapiał jej serce. - AAA! - Pisnęła i pobiegła w stronę zwierzaka. Nie pomyślała, że mogła go wystraszyć. Tak bardzo była zaaferowana sprawą.
- Kto jest najsłodszym pieskiem na świecie? - Rzuciła do psa, przykucając tuż obok niego. Miała nadzieję, że da się jej pogłaskać.
- Skąd wzięliście tego małego słodziaka, cudaka? Czy on już jest nasz? - Zatrzepotała rzęsami spoglądając na wszystkich obecnych. Nie do końca wiedziała, co się dzieje, bo dotarła tutaj w samym środku konwersacji.