Jedzenie potrafiło ukoić największe lęki. Było sposobem na radzenie sobie ze stresem. Tej myśli trzymała się Wood. Jasne, miała świadomość, że można było przesadzić i z tym, jednak nie wydawało jej się, żeby zjedzenie czegoś słodkiego na poprawę humory było czymś złym. Sama nie obżerała się raczej słodkościami, trzymała dietę, bo wiedziała, że jest to istotne, jeśli chciałaby kiedyś wrócić zawodowo do sportu. Jeden lodzik, w te czy w drugą stronę nie powinien jej jednak przecież zaszkodzić, ani Cameronowi.
Cóż, jak się miało okazać te lody nieco skomplikowały jej sytuację, bo zaczęła kwikać jak świnka. Spoglądała spanikowana na Camerona, jakby prosiła go o pomoc. Nie była z siebie w stanie wydobić nic innego, tylko prosiacze odgłosy. Trochę panikowała, ale Lupin jak zawsze przyszedł z ratunkiem. Zjadł te same lody. Został jej bohaterem, mogli sobie teraz razem kwikać do woli.
Roześmiała się perliście, kiedy usłyszała pierwsze kwiknięcie, które wydobyło się z jego ust. Humor zdecydowanie jej się poprawił. Złapała go pod rękę i była gotowa iść dalej, szukać szczęścia w innym miejscu, kiedy ktoś ich zaczepił.
Nie była to szczególnie komfortowa sytuacja, bo w tej chwili mogła przecież jedynie kwikać. Przypomniała sobie dopiero po krótkiej chwili skąd zna Neila, czasem miała problem, aby dopasować twarze do sytuacji, przez to, że poznawała wiele osób. Odpowiedzią na zadane przez niego pytanie było kiwnięcie głową, które miało potwierdzić, że tak, lody smakują, wolała się nie odzywać, żeby nie zacząć kwiczeć. Nachyliła się jednak do Camerona i cichutko kwiknęła mu nad uchem, co miało oznaczać najprawdopodobniej Raz, dwa, trzy - spierdalamy.