Przyjął podsuniętą przez aurora wizytówkę, którą po chwili umieścił w kieszeni. Kto wie? Może przy odrobinie szczęścia, ta wcale nie zaginie w akcji? Albo i nawet Mulciber zdecyduje się z niej skorzystać? Różnie to wszystko mogło się potoczyć. Trzeba będzie zadbać o to, aby sprawy zakończyły się w odpowiedni sposób. Aczkolwiek, to ostatnie to dopiero po powrocie do domu. Dziurawy Kocioł nie był odpowiednim miejscem do omawiania problemów rodzinnych. Bo i taki zdawał się im właśnie narodzić.
Pożegnał się z aurorem, którego nie próbował zatrzymać. Pozwolił mu zająć się swoimi obowiązkami. Jedynie odprowadził wzrokiem. Z powrotem do stolika, przy którym czekali Lorien i Richard nie śpieszył się nadmiernie. Zarazem też nie ociągał się na tyle, żeby można było mu zarzucić tutaj jakąś celowość. Ewentualnie - złośliwość.
- Możemy zbierać się do domu. - poinformował ich, kiedy wreszcie dotarł na miejsce. Nieszczególnie przejęty brakiem Charliego, duży chłopiec powinien być w stanie sobie jakoś poradzić, nawet o bratanka nie zapytał. I tak nie przebywał razem z nimi podczas wizyty w Dziurawym Kotle. - Nie mamy tutaj nic więcej do roboty.
Jeśli którekolwiek z nich zadawało jakieś pytania odnośnie całej tej sytuacji, Robert nie był skłonny do tego aby cokolwiek tu i teraz wyjaśnić. Odmówił tego, wskazując że miejsce nie jest na takie rozmowy odpowiednie. Zarazem jednak nie obiecał, że jakiekolwiek inne będzie wystarczające, aby sprawę poruszyć. Czy w ogóle zamierzał to robić? Richard zapewne dobrze już wiedział, że działania brata były czasem trudne do przewidzenia. Tak samo jak i wyciągnięcie z niego informacji. Również tych, które mogły okazać się w ostatecznym rozrachunku naprawdę istotne.
Kiedy tylko wszyscy byli gotowi do wyjścia, opuścili wspólnie Dziurawy Kocioł i na zewnątrz już, teleportowali się prosto do znajdującego się całkiem niedaleko domu. A w zasadzie, to kamienicy. Wieczór tym samym dobiegł dla nich wreszcie końca.