Występ się zakończył. Znów była nikim. Organizatorzy festynu krążyli wokół zajęci własnymi sprawami. Gdy opuściła zaplecze, nikt nawet nie spojrzał na nią. Czy ta krótka chwila sławy była warta wysiłku?
Tak.
Bo teraz w dłoni trzymała przepiękną, białą różę.
Teraz musi wydostać się jakoś z tego zbiorowiska. Postanowiła iść wzdłuż granicy terenu festynu, gdy napotkała stoiska. Te również chciała ominąć. Jeszcze by ktoś zobaczył, że przygląda się tym tanim pamiątkom. Co tam sprzedawali... dżemy? Biżuterię robioną w zaciszu własnego domu? Jakieś religijne paciorki? Nawet nie spojrzała na nie. Dopiero ostatnie stoisko zwróciło jej uwagę. Bo było dziwnie znajome.
— Ciocia Elisa?! — wykrzyknęła, z szokiem dopychając się do stoiska Potterów. — Co ty tu robisz? Czemu nikt mi nie powiedział... Czemu w ogóle wystawiamy się w takim miejscu!?
Oczywiście, że nikt jej nie wspomniał. Zrobiłaby wielką burdę i sabotowała przedsięwzięcie.
— Czy to dlatego, że sklep jest zastawiony przez ten cały festyn? Błagam, powiedz, że to dlatego. Chociaż nie sądzę, by ktoś z naszych klientów wybierała się na festiwal wsi w mieście.
Splotła ręce na piersi i westchnęła ciężko. Jak dobrze, że oddali w jej ręce kampanię marketingową na jesień. Firma ma jeszcze szansę wstać z kolan po otworzeniu stoiska na Lammas. (Oczywiście nikt nie miał nadziei, że Peppa zrobi cokolwiek w kwestii projektu, poza tym, nie mieli w zwyczaju tworzyć kampanii reklamowych. Chcieli tylko dać jej zajęcie, by nie wtrącała się w inne sprawy.)