Aryaman Birla
Mistrz manipulacji. Najlepszy skrzydłowy świata. Oczywiście, że przewidział, kto gdzie usiądzie, dlatego przyjął strategiczne miejsce. Nie z powodu gry, wynik pokera nie interesował go wcale. Pobudki miał bardziej niecne i dotyczyły kogoś innego.
Odpalił papierosa przy stoliku, opierając się swobodnie łokciem o blat i zakładając nogę na nogę, nie siadając całkowicie przodem przy stoliku. Pełna nonszalancja z jego strony. Przesunął w stronę Anthony'ego jego żetony, których dotychczas pilnował i mrugnął okiem zawadiacko do Erika, jakby sugerując mu, że teraz on musi zacząć wypełniać jego obowiązki, jakiekolwiek by nie były. Wysłuchał uprzejmie krupiera, kiwając raz po raz, jakby pierwszy raz w życiu słyszał zasady pokera. Zabawne, że umiał tasować równie widowiskowo, co on, tylko nieco większym formatem i tarotem. Birla jednak zdecydowanie tego nie potrafił.
Przywitał się krótko ze współgraczami, patrząc nieco wyczekująco, aż Anthony przedstawi go gościom, bo znał wszystkich przy stole. Tak mu się przynajmniej zdawało. Musiał wiedzieć, kim jest pani Eden.
Wężowy książę z żółtymi ślepiami w butelkowym garniturze, z fuksjową apaszką pod szyją, poczekał na koniec oficjalnych przedstawień, aby przesunąć żeton.
— Spróbuję nie przepuścić całego twojego majątku, Shafiq — błysnął białym, równym zgryzem, który odznaczał się przy mocno śniadej skórze Indyjskiego gościa. Mogło się zdawać, że zęby w tym zgryzie były jakby bardziej ostre, ale może tylko się to im zdawało, może to tylko gra świateł i wiedza o upodobaniach do menażerii smokopodobnej byłego francuskiego dyplomaty. — Pięć.
Aryaman rozpoczął zakłady od 5 żetonów.