03.07.2024, 18:24 ✶
Gdy otworzyła mu drzwi, z martwym uśmiechem omiótł ją wzrokiem od stóp do głów, wyraźnie zaskoczony jej niechlujną aparycją. Nikła woń perfum, którymi musiała spsikać się co najmniej kilkanaście godzin temu, nie była w stanie w żadnym stopniu przykryć ostrego, kwaśnego zapachu wina, który przywołał u niego nieprzyjemne wspomnienie kaca, z jakim zmagał się po ich ostatnim spotkaniu. Przynajmniej nie będzie ciągnęło go do ryzykowania wspólnej libacji, ponadto w rozmowie z osobą pijaną prawdopodobnie będzie miał jakąś przewagę.
– Dobry wieczór – odparł sucho, nie okazując po sobie ulgi, jaką sprawił mu fakt, że tym razem Severine zdecydowała się nie obejmować go na powitanie.
Wpatrywał się w nią w milczeniu, nie będąc pewnym, czy jej przesadnie pozytywna reakcja na kwiaty nie była elementem jakiegoś kąśliwego żartu, którego nie przejrzy wystarczająco szybko, żeby się przed nim obronić. Z każdą sekundą jednak radość Severine wydawała się coraz szczersza; nigdy by nie zgadł, że tak mało potrzeba, żeby uszczęśliwić kobietę. Powinien robić to częściej. Było to wyjątkowo korzystne strategicznie otwarcie.
Gdy wprowadziła go do salonu, przystanął w progu. Daremnie starał się pohamować dreszcz obrzydzenia, który przeszedł przez jego ciało, kiedy spojrzał na niedopałki wysypujące się z popielniczki postawionej zaraz obok talerzyka z jaffa cakes. Ostatnim razem jej mieszkanie cuchnęło dymem tytoniowym, to prawda, ale tym razem swąd był jeszcze odpychający. Przekroczywszy nad butelką po winie, ostrożnie usiadł na samym skraju wskazanej mu kanapy, jakby starał się nie trafić przypadkiem na żadną wyimaginowaną plamę.
– Czy. Czujesz w ogóle. Smak jedzenia gdy jesz w takim. – Zamilknął, spoglądając na wazon, do którego wkładała kwiaty. Zaskoczyło go, że wciąż trzymała tamte tulipany. Jakby faktycznie jej na nich zależało. – Otoczeniu.
Krótką chwilę rozważał jej pytanie. Oczywiście, że pierwszym, co zrobiła, było zaproponowanie mu alkoholu. Nie chciał wyjść na sztywnego, zależało mu na tym, żeby kobieta uznała to spotkanie za przyjemne i bezstresowe. Uśmiechnął się uprzejmie.
– Czegoś lżejszego może piwa.
– Dobry wieczór – odparł sucho, nie okazując po sobie ulgi, jaką sprawił mu fakt, że tym razem Severine zdecydowała się nie obejmować go na powitanie.
Wpatrywał się w nią w milczeniu, nie będąc pewnym, czy jej przesadnie pozytywna reakcja na kwiaty nie była elementem jakiegoś kąśliwego żartu, którego nie przejrzy wystarczająco szybko, żeby się przed nim obronić. Z każdą sekundą jednak radość Severine wydawała się coraz szczersza; nigdy by nie zgadł, że tak mało potrzeba, żeby uszczęśliwić kobietę. Powinien robić to częściej. Było to wyjątkowo korzystne strategicznie otwarcie.
Gdy wprowadziła go do salonu, przystanął w progu. Daremnie starał się pohamować dreszcz obrzydzenia, który przeszedł przez jego ciało, kiedy spojrzał na niedopałki wysypujące się z popielniczki postawionej zaraz obok talerzyka z jaffa cakes. Ostatnim razem jej mieszkanie cuchnęło dymem tytoniowym, to prawda, ale tym razem swąd był jeszcze odpychający. Przekroczywszy nad butelką po winie, ostrożnie usiadł na samym skraju wskazanej mu kanapy, jakby starał się nie trafić przypadkiem na żadną wyimaginowaną plamę.
– Czy. Czujesz w ogóle. Smak jedzenia gdy jesz w takim. – Zamilknął, spoglądając na wazon, do którego wkładała kwiaty. Zaskoczyło go, że wciąż trzymała tamte tulipany. Jakby faktycznie jej na nich zależało. – Otoczeniu.
Krótką chwilę rozważał jej pytanie. Oczywiście, że pierwszym, co zrobiła, było zaproponowanie mu alkoholu. Nie chciał wyjść na sztywnego, zależało mu na tym, żeby kobieta uznała to spotkanie za przyjemne i bezstresowe. Uśmiechnął się uprzejmie.
– Czegoś lżejszego może piwa.