03.07.2024, 18:47 ✶
To był naprawdę bardzo męczący urlop. Zwłaszcza ta jego część, w której korzenie zawlokły go pod ziemię. I pomyśleć, że jego magimedyk śmiał twierdzić, że to Londyn przyprawia więcej nerwów, niż spokojny las z malowniczym jeziorem.
Gdy już wygrzebali się z tej przeklętej dziury, poczuł jak naprawdę ogarnia go zmęczenie i chociaż bardzo chciał pomóc w opatrywaniu rannych to ktoś, widząc jak pobladł po prostu kazał mu iść odpocząć, a on uznał, że w sumie i on czasem może się posłuchać uzdrowicieli.
Tylko, że paradoksalnie ciężko było mu odpocząć, gdy tyle się działo w okół niego, a on nie miał jeszcze pewności, czy wszyscy byli w dobrym stanie zarówno fizycznym, jak i psychicznym. Przebrał się więc tylko, tak by nie wyglądać, jak ktoś kto świeżo co tarzał się w ziemi, wypił eliksiru na wzmocnienie, a jeden znajomy uzdrowiciel (kuzyn pani Poppy) był na tyle miły, że wreczył mu brzydki kubek pełen czarnej kawy na rozbudzenie i tak teraz chodził nie za bardzo wiedząc, co ze sobą zrobić, nie czując się ani fizycznie na tyle dobrze, by wykonywać swoją pracę, ani na tyle dobrze psychicznie, by po prostu zasnąć i nie wstawać do rana.
Wreszcie zawędrował nad jezioro i ubrany wakacyjnie w jeansy i koszulę w kratę z głupim naczyniem w dłoni i jako tako ogarniętymi falami na włosach po prostu patrzył się w wodę z taktycznej odległości. Nawet jeśli nie wychodziły z nich trytony (Trytony! Zniknęli na chwilę pod ziemią, a tu pojawiły się trytony!), to i tak nie przepadał za większymi zbiornikami wodnymi, niż wanna.
– Wiesz, korzenie nie za bardzo postawiły mnie w pozycji do negocjacji – powiedział, odwracając się w stronę Brenny z wyjątkowo szerokim uśmiechem, jak na jej widok. Już wiedział wcześniej, że Longbottom nic nie było, ale jednak dobrze było zobaczyć ją żywą na własne oczy. Oczywiście nie przeszkadzało mu to w obrzuceniu jej badawczym spojrzeniem. Rzeczywiście nie wyglądała na umierającą. Sam Basilius również nie prezentował się tragicznie, zwłaszcza że miał czas jako tako doprowadzić się do porządku, może jedynie był niećo bardziej blady i zmęczony, niż zazwyczaj. Westchnął ciężko na jej kolejne słowa. – Nie, nie powiem. Jesteś cała? Ktoś już zajął się twoimi dłońmi? Powinnaś iść odpocząć.
Gdy już wygrzebali się z tej przeklętej dziury, poczuł jak naprawdę ogarnia go zmęczenie i chociaż bardzo chciał pomóc w opatrywaniu rannych to ktoś, widząc jak pobladł po prostu kazał mu iść odpocząć, a on uznał, że w sumie i on czasem może się posłuchać uzdrowicieli.
Tylko, że paradoksalnie ciężko było mu odpocząć, gdy tyle się działo w okół niego, a on nie miał jeszcze pewności, czy wszyscy byli w dobrym stanie zarówno fizycznym, jak i psychicznym. Przebrał się więc tylko, tak by nie wyglądać, jak ktoś kto świeżo co tarzał się w ziemi, wypił eliksiru na wzmocnienie, a jeden znajomy uzdrowiciel (kuzyn pani Poppy) był na tyle miły, że wreczył mu brzydki kubek pełen czarnej kawy na rozbudzenie i tak teraz chodził nie za bardzo wiedząc, co ze sobą zrobić, nie czując się ani fizycznie na tyle dobrze, by wykonywać swoją pracę, ani na tyle dobrze psychicznie, by po prostu zasnąć i nie wstawać do rana.
Wreszcie zawędrował nad jezioro i ubrany wakacyjnie w jeansy i koszulę w kratę z głupim naczyniem w dłoni i jako tako ogarniętymi falami na włosach po prostu patrzył się w wodę z taktycznej odległości. Nawet jeśli nie wychodziły z nich trytony (Trytony! Zniknęli na chwilę pod ziemią, a tu pojawiły się trytony!), to i tak nie przepadał za większymi zbiornikami wodnymi, niż wanna.
– Wiesz, korzenie nie za bardzo postawiły mnie w pozycji do negocjacji – powiedział, odwracając się w stronę Brenny z wyjątkowo szerokim uśmiechem, jak na jej widok. Już wiedział wcześniej, że Longbottom nic nie było, ale jednak dobrze było zobaczyć ją żywą na własne oczy. Oczywiście nie przeszkadzało mu to w obrzuceniu jej badawczym spojrzeniem. Rzeczywiście nie wyglądała na umierającą. Sam Basilius również nie prezentował się tragicznie, zwłaszcza że miał czas jako tako doprowadzić się do porządku, może jedynie był niećo bardziej blady i zmęczony, niż zazwyczaj. Westchnął ciężko na jej kolejne słowa. – Nie, nie powiem. Jesteś cała? Ktoś już zajął się twoimi dłońmi? Powinnaś iść odpocząć.