03.07.2024, 19:13 ✶
Średnio podobała mi się wizja brania pieniędzy od teściów. Zapewne to brało się z męskiej czy też rodowej dumy, a może i tej, i tej. Kumulowało się i... korciło by kategorycznie zakazać Imogen chociażby wspominania o tym mamie i tacie, ale... Z drugiej strony mogłem to potraktować jako pożyczkę, którą zwrócę w ratach. To zdecydowanie przyspieszyłoby zakup mieszkania, a tym samym... a tym samym co...? Czyżbym chciał w ten sposób zrekompensować Imogen nie tylko niedosłyszenie jej słów, ale również przewinienia ostatniego czasu związane z pewną Krukonką o zadartym nosie...? Najwyraźniej. Pytanie więc, czy nie podejmowałem tej decyzji nader pochopnie? Może powinienem jednak przystopować z takimi zmianami. Jakby nie patrzeć, rodowa posiadłość miała nietypowe zabezpieczenia, które mogły chronić nie tylko mnie, ale również moją rodzinę. Chronić, ale też generować większe zagrożenia.
Cóż, z pewnością miałem zamiar przedyskutować z Imogen finansowanie przez Parkinsonów, ale to w ramach pożyczki, nie zaś pomocy. I tak za wiele od siebie dawali. Nie mogłem przyjmować więcej.
Wywróciłem oczami na te eskapady staruszki, ale zarówno Imogen, jak i kobieta tego nie widziały. Co najwyżej właściciel przybytku. Zapewne również uznał, że małpy nie powinny wchodzić do sklepu z antykami. Szkoda krasnali, szkoda mebli, ale Imogen była taka dobra dla tej kobiety, taka bezinteresowna i przy tym beztroska, że ten klimat mi się jakoś udzielił. Może nie powinienem być aż tak negatywnie nastawiony... Ktoś gdzieś kiedyś pisał, że dobre uczynki do nas wracały. Może tak było i właśnie dzięki Imogen mieliśmy znaleźć mieszkanie swoich marzeń?
- Prawda-prawda, moja ukochana żono - potwierdziłem, uśmiechając się do niej i robiąc ten krok w jej kierunku by wyciągnąć ku niej pomocną dłoń, żeby wysunąć się z wąskich alejek sklepiku. Jak ta starsza kobietka się rozsiadła, to ciasno się zrobiło. Imogen nie brakowało filigranowości, ale moje wsparcie z pewnością uzna za przydatne, więc przyciągnąłem ją do siebie subtelnie.
- Imogen, kupujemy tę lampę...? Pan z pewnością zorganizuje nam dostawę do domu - zaproponowałem, bo miałem inne plany niż noszenie lamp przez całe miasto. Przy okazji zrobię dobry uczynek i dam mu dodatkowo zarobić. Z napiwkiem. - Nie chciałbym cię pospieszać, moja droga, ale nie ukrywam, że mam pewne plany na nasze wspólne popołudnie, poza tym moglibyśmy przedyskutować plany mieszkaniowe... - odparłem, po czym zachęciłem. Uśmiechnąłem się cwanie, ale tak pozytywnie cwanie. Nie miałem niecnych rzeczy w głowie. Nic z tych rzeczy. Po prostu wiedziałem, że Imogen będzie wniebowzięta planowaniem. Nie przepadała się nudzić. Poza tym obawiałem się, że jeśli jeszcze trochę posiedzimy w tym sklepie, to kupię pół regału, do którego uciekały w międzyczasie moje myśli.
Cóż, z pewnością miałem zamiar przedyskutować z Imogen finansowanie przez Parkinsonów, ale to w ramach pożyczki, nie zaś pomocy. I tak za wiele od siebie dawali. Nie mogłem przyjmować więcej.
Wywróciłem oczami na te eskapady staruszki, ale zarówno Imogen, jak i kobieta tego nie widziały. Co najwyżej właściciel przybytku. Zapewne również uznał, że małpy nie powinny wchodzić do sklepu z antykami. Szkoda krasnali, szkoda mebli, ale Imogen była taka dobra dla tej kobiety, taka bezinteresowna i przy tym beztroska, że ten klimat mi się jakoś udzielił. Może nie powinienem być aż tak negatywnie nastawiony... Ktoś gdzieś kiedyś pisał, że dobre uczynki do nas wracały. Może tak było i właśnie dzięki Imogen mieliśmy znaleźć mieszkanie swoich marzeń?
- Prawda-prawda, moja ukochana żono - potwierdziłem, uśmiechając się do niej i robiąc ten krok w jej kierunku by wyciągnąć ku niej pomocną dłoń, żeby wysunąć się z wąskich alejek sklepiku. Jak ta starsza kobietka się rozsiadła, to ciasno się zrobiło. Imogen nie brakowało filigranowości, ale moje wsparcie z pewnością uzna za przydatne, więc przyciągnąłem ją do siebie subtelnie.
- Imogen, kupujemy tę lampę...? Pan z pewnością zorganizuje nam dostawę do domu - zaproponowałem, bo miałem inne plany niż noszenie lamp przez całe miasto. Przy okazji zrobię dobry uczynek i dam mu dodatkowo zarobić. Z napiwkiem. - Nie chciałbym cię pospieszać, moja droga, ale nie ukrywam, że mam pewne plany na nasze wspólne popołudnie, poza tym moglibyśmy przedyskutować plany mieszkaniowe... - odparłem, po czym zachęciłem. Uśmiechnąłem się cwanie, ale tak pozytywnie cwanie. Nie miałem niecnych rzeczy w głowie. Nic z tych rzeczy. Po prostu wiedziałem, że Imogen będzie wniebowzięta planowaniem. Nie przepadała się nudzić. Poza tym obawiałem się, że jeśli jeszcze trochę posiedzimy w tym sklepie, to kupię pół regału, do którego uciekały w międzyczasie moje myśli.