04.07.2024, 10:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.07.2024, 15:01 przez Anthony Shafiq.)
Scena > Południowe Stragany
Dzisiejszy dzień niewątpliwie był pełen niespodzianek, a jeszcze się nie kończył. Anthony wspomniał sobie poranną wróżbę przyjaciela o tym by nie tracił nadziei, a teraz ta jakoś przepełniała go, odmładzając co najmniej o dekadę. Nie spodziewał się zwycięstwa (w żadnej mierze, a przecież łucznictwo to kwintesencja sztuki geometrii i fizyki!). Po przekazaniu dzika podniósł się, kciukiem w zamyśleniu obracając stalowy sygnet, goszczący na jego prawej dłoni, przysłuchując się wieńczącym uprzejmościom wymienianym na scenie, obserwując zebranych na niej ludzi. Pozwolił sobie raz jeszcze pomachać, na wypadek gdyby Isaac nie zrobił jeszcze dobrego zdjęcia, a potem opuścił scenę przynaglany przez prezentera.
Schodząc zwrócił się jeszcze na moment do Geraldine:
– Dziękuję za wyborną zabawę. Bądźmy w kontakcie panno Yaxley, myślę, że będę potrzebował pani usług u progu września – Nie wchodził w detal, bo nie było jeszcze detalu. Wciąż wahał się czy przyjęcie Morpheusa powinno być w stylu starożytnim czy średniowiecznym ale popis łuczniczych możliwości awatara bogini łowów lub dzikiej gockiej wojowniczki zdawał się doskonałym urozmaiceniem bez względu na wybraną tematycznie epokę. To na później, teraz tylko pozostawił ziarno.
Potem, po chwili wahania, podszedł na moment do Erika, który wrócił na swoje miejsce widza.
– To było ciekawe doświadczenie, ale na mnie pora. Praca wzywa, wino samo się nie rozleje... Widzimy się później? – pytanie przyszło mu z trudem przez gardło, choć przecież Longbottom wspominał, że przyjdzie na dolewkę. Pozwolił sobie na możliwie swobodny uśmiech, ale w sumie chciał chociaż na moment zniknąć, zregenerować siły, odzyskać społeczne karty, które przez ten cały ambaras rozsypały się mu z rąk jak nieudolnemu początkującemu hazardziście.
Zaraz po wymianie zdań odszukał w tłumie, co umówmy się - nie było aż takie trudne, swojego ulubionego zastępcy Jonathana.
– Widziałeś już jakie cudeńka wystawili? Chciałbym zajrzeć do Potterów, podobno mają jakieś perfumiarskie nowości, pomożesz mi wybrać – oznajmił, wsuwając ręce głęboko w kieszenie.
Schodząc zwrócił się jeszcze na moment do Geraldine:
– Dziękuję za wyborną zabawę. Bądźmy w kontakcie panno Yaxley, myślę, że będę potrzebował pani usług u progu września – Nie wchodził w detal, bo nie było jeszcze detalu. Wciąż wahał się czy przyjęcie Morpheusa powinno być w stylu starożytnim czy średniowiecznym ale popis łuczniczych możliwości awatara bogini łowów lub dzikiej gockiej wojowniczki zdawał się doskonałym urozmaiceniem bez względu na wybraną tematycznie epokę. To na później, teraz tylko pozostawił ziarno.
Potem, po chwili wahania, podszedł na moment do Erika, który wrócił na swoje miejsce widza.
– To było ciekawe doświadczenie, ale na mnie pora. Praca wzywa, wino samo się nie rozleje... Widzimy się później? – pytanie przyszło mu z trudem przez gardło, choć przecież Longbottom wspominał, że przyjdzie na dolewkę. Pozwolił sobie na możliwie swobodny uśmiech, ale w sumie chciał chociaż na moment zniknąć, zregenerować siły, odzyskać społeczne karty, które przez ten cały ambaras rozsypały się mu z rąk jak nieudolnemu początkującemu hazardziście.
◀▶
Zaraz po wymianie zdań odszukał w tłumie, co umówmy się - nie było aż takie trudne, swojego ulubionego zastępcy Jonathana.
– Widziałeś już jakie cudeńka wystawili? Chciałbym zajrzeć do Potterów, podobno mają jakieś perfumiarskie nowości, pomożesz mi wybrać – oznajmił, wsuwając ręce głęboko w kieszenie.